Image and video hosting by TinyPic
Pięć lat temu „największy talent Barcelony”, dziś – kontrakt z Sandecją
Weszło

Pięć lat temu „największy talent Barcelony”, dziś – kontrakt z Sandecją

Wpisując jego nazwisko na YouTube, znajdziecie kilka kompilacji wideo, m.in. na bazie Barca TV. Wpisując nazwisko w wyszukiwarce internetowej, natraficie natomiast na stertę pochwalnych tekstów. Albo listy i rankingi piłkarskich perełek świata, albo wskazówki, kogo warto mieć na oku. Niniejszy tekst poświęcamy po raz pierwszy i zapewne po raz ostatni nowemu transferowi… Sandecji Nowy Sącz. Oto Armand Ella Ken, którego część z was nawet może znać.

Futbolowa akademia La Masia – miejsce, w którym rodzą się prawdziwe piłkarskie talenty. To właśnie tutaj „Duma Katalonii” szkoli młodych piłkarzy, z których później wyrastają na gwiazdy pokroju Iniesty i Xaviego. Za największy talent Barcelony uważany jest obecnie 16-letni Armand Ella Ken.

Taki oto tekst mogliście znaleźć pięć lat w serwisie Wirtualnej Polski, oparty na artykule Gazety Wyborczej, gdzie Rafał Stec dalej pisał: Zanim wyjechałem z Ciutat Esportiva, Capellas chwycił mnie za ramię, chciał mi jeszcze kogoś pokazać. Niestety, grupa z rocznika 1993 skończyła zajęcia. – W takim razie zapamiętaj nazwisko – rzucił. – Ella. Armand Ella Ken. Jedenastka, w twoim języku to będzie lewoskrzydłowy. Będzie lepszy niż Thierry Henry. To mój prywatny typ na przyszłego najlepszego piłkarza świata.

To był rok 2009. Wspomniany Capellas to nie byle gość spod budki, tylko koordynator grup młodzieżowych w Barcelonie. A ten, który przez Capellasa był wówczas chwalony, to właśnie świeży nabytek Sandecji. Myślicie, że to żart? No właśnie, nie.

Żeby nie było – sami nie wiemy, o co w tym wszystkim chodzi. Nie rozumiemy, jak można w wieku 16 lat być prawdziwą gwiazdą grup młodzieżowych Barcelony i materiałem na najlepszego piłkarza świata, a pięć lat później skończyć w Polsce. I to na zapleczu Ekstraklasy, w przeciętnej Sandecji, która piłkarzowi zapewnia mieszkanie, wyżywienie i naprawdę skromną pensję. W dodatku, to klub w tej sytuacji właściwie niczym nie ryzykuje – zyskać może marketingowo, liczy na wypromowanie chłopaka i przyszły zysk, a przede wszystkim wierzy w jego potencjał piłkarski. Ella przekonał do siebie trenerów już pierwszego dnia, bo z miejsca pokazał, że robi różnicę. A najwyżej w Nowym Sączu nie wypali, przez co i tak nikogo kieszeń zbytnio nie zaboli.

POSTAW NA DOLCAN (1.53), REMIS (3.45) LUB SANDECJĘ (6.01) W BET-AT-HOME >>

W Sandecji nie zastanawiali się ani minuty. Wystarczyło, że obejrzeli nagrania wideo, zobaczyli raz w treningu i od razu się dogadali. Pomimo, że ten był bez klubu przez prawie pół roku, a jedynie ćwiczył dorywczo z Pogonią Lwów. No i pomimo, że nikt nie ma pojęcia, co jest z nim nie tak…

Bo w to, że coś jest nie tak, chyba nikt nie ma wątpliwości. Niejaki Paweł Cieślicki, który ma pod Nowym Sączem firmę budowlaną i pomaga klubowi finansowo, wykorzystał swoje kontakty na Ukrainie i wynalazł na nieznanym rynku wspomnianego Ellę. Zawodnika, który ostatnio grał w Karpatach Lwów i w węgierskim Rakóczi Kaposvar, a od czerwca pozostawał bez klubu. Podobno miał problemy z agentem, którego w ogóle nie obchodził i którego interesował tylko jak największy zarobek. Nie mógł się od niego wyrwać, popadł z nim w konflikt i czekał aż ważna do września umowa menedżerska w końcu wygaśnie. Wtedy zaczął szukać klubu sam, aż natrafił na Cieślickiego i Sandecja wyciągnęła pomocną dłoń.

W takich właśnie kategoriach należy sprawę rozpatrywać – to Sandecja wyciąga do niego pomocną dłoń. Do byłego młodzieżowego reprezentanta Kamerunu, oczka w głowie Alberta Capellasa i chłopaka, który w 2012 roku odszedł z Barcelony, będąc wcześniej składzie Juvenil A.

Zagadka jakich mało. A obejrzenie takich filmików, jak te poniżej, nie pomaga jej rozwiązać.

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Szamoobrona