Wdowczyk odchodzi z Pogoni. Momenty były, kończy się piękną klapą
Weszło

Wdowczyk odchodzi z Pogoni. Momenty były, kończy się piękną klapą

Dariusz Wdowczyk nie jest już trenerem Pogoni. Hańbiąca porażka 0:5 z Jagiellonią przesądziła o tym, o czym od dłuższego czasu spekulowano coraz śmielej – aż wreszcie stało się to faktem. 587. zmianę szkoleniowca w tym sezonie ekstraklasy oczywiście trudno uznać za dobrą informację, raczej jest nad czym zapłakać. Jednak dzisiaj podstawowa kwestia, z naszej perspektywy, nie brzmi: czy to dobrze, że Wdowczyk został zwolniony, ale jak miarodajnie ocenić jego pracę. Jeszcze parę miesięcy temu żywo dyskutowano o jego uczestnictwie w wyścigu po fotel selekcjonera kadry. W końcu sam „Wdowiec” tak bardzo wczuł się w rolę, że zaczął się autentycznie w tamte przepychanki angażować, szukać tych niedobrych, którzy znowu wyciągają na wierzch jego korupcyjną przeszłość. Dziś – przynajmniej na chwilę – znów jest na ligowym aucie. Zastanówmy się więc, jakie było dla Pogoni to półtora roku pod jego wodzą?

Gdybyśmy mieli odpowiedzieć jednym słowem, powiedzielibyśmy po prostu „przeciętne”. W jednym dłuższym zdaniu napisalibyśmy, że z wyraźnymi przebłyskami, ale na sam koniec już tylko nędzne i rozczarowujące. Zwłaszcza jak na to, w jaki sposób pracę „Wdowca” i jego wyniki oceniali tzw. eksperci oraz dziennikarze. Mamy nieodparte wrażenie, że był taki moment, kiedy o Pogoni mówiło się wyłącznie dobrze. Przez pewien okres oczywiście zasłużenie, ale nagle jakby wszyscy stracili niezbędną czujność. Portowcy zaczęli grać zatrważająco słabo, raz za razem tracić punkty, a w mediach dalej wybrzmiewała podobna nuta: „Pogoń – trudny rywal, Pogoń – bardzo silny zespół, ligowa czołówka”.

Popracujmy więc przez chwilę na faktach.

Wdowczyk przejął Pogoń 20 marca 2013 roku. Zastąpił Artura Skowronka w momencie, gdy zajmowała ona 13. miejsce w ekstraklasie, mając 11 punktów przewagi nad strefą spadkową. Niczego nie odmienił jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – z siedmiu pierwszych meczów wygrał jeden. W sumie do końca sezonu uzyskał: 4 zwycięstwa, 1 remis, 6 porażek i zajął 12. miejsce.

Dopiero drugi sezon miał być jednak odpowiedzią na pytanie, ile naprawdę w Szczecinie Wdowczyk może zdziałać. To miał być wreszcie jego zespół, z jego istotnym wpływem na politykę transferową i w pełni przepracowanym okresem przygotowawczym. Czy „Wdowiec” miał w Pogoni trudno? Czy pracował w jakichś szczególnie niesprzyjających warunkach lub okolicznościach? Nie, przeciwnie – personalnie miał naprawdę przyzwoity zespół. Zrobił do tego, jak na warunki polskiej ligi, trzy duże transfery. Dostał Małeckiego (ostrzegaliśmy, że to może się źle skończyć, ale chciał go, miał stawiać go na nogi, więc mu go ściągnęli), dostał Murawskiego, dostał wreszcie Robaka. Inaczej mówiąc: topowego środkowego pomocnika, skrzydłowego niedawnego mistrza Polski i czołowego strzelca. Żyć, nie umierać.

Wynik faktycznie wyszedł z tego całkiem przyzwoity. Awans do grupy mistrzowskiej, 7. miejsce na koniec sezonu, tylko 9 porażek w 37 meczach (o jedną więcej niż mistrz Polski – Legia), do tego bardzo dobre wyniki indywidualne Robaka i Akahoshiego. Czyli względny sukces. Rzecz jednak w tym, że już pod koniec tamtego sezonu coś wyraźnie zaczęło się w Pogoni sypać. Być może ta grupa mistrzowska i indywidualne występy dwóch liderów nieco zaciemniały obraz, więc przypomnijmy: Pogoń w tej dodatkowej fazie rozgrywek nie wygrała meczu, w pięciu spotkaniach z siedmiu nie strzeliła gola.

Już raz to napisaliśmy i dziś tylko wypada powtórzyć: mało który trener w ekstraklasie mógł cieszyć się porównywalnym komfortem pracy. Jednak im bardziej drużyna przypominała autorski projekt Dariusza Wdowczyka, tym gorsze osiągała rezultaty. Czy jesteśmy tym faktem zdziwieni? Najwyżej odrobinę. Bo jeśli się dokładnie przyjrzeć, to wcale nie był pierwszy zjazd, jaki DW odnotował po świetnym początku. Nie pierwszy raz w dłuższym terminie sytuacja wymknęła mu się spod kontroli.

Pracę w Szczecinie kończy zostawiając zespół na 10. miejscu w lidze. Zdążył w tym sezonie zaliczyć już serię sześciu spotkań bez zwycięstwa, później znów dwa w niedługim czasie udało mu się wygrać. Wszystko zakończył jednak blamaż 0:5 z Jagą w Białymstoku. Jeszcze raz posłużmy się grafiką:

Dyrektor sportowy Pogoni Grzegorz Smolny jeszcze wczoraj opowiadał, że nic w sprawie Wdowczyka nie jest przesądzone. Ale on już tak ma, że czasem coś powiedzieć, a kilkanaście godzin później okazuje się, że to co dementował, stało się naprawdę faktem. Nie jest wielką tajemnicą, że trener miał wśród szczecińskich działaczy i wyraźnych oponentów, i ludzi, którzy go wspierali. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że pierwotnie jego kontrakt obowiązywał tylko do tego lata. Prezes klubu zdołał jednak przeforsować jego przedłużenie… do roku 2017. Minęło nieco ponad siedem miesięcy i Wdowczyk, mając ważną umowę przez kolejnych 27, obciążoną konkretnymi zarobkami, zostaje jednak wyrzucony.

Całkowity bilans tych minionych 18 miesięcy to 60 meczów: 19 zwycięstw, 22 remisy, 19 porażek i ujemny bilans bramek. 79 punktów zdobytych w tym czasie uplasowałoby Pogoń na 8. miejscu w gronie drużyn ekstraklasy. Za Legią, Lechem, Wisłą czy Górnikiem, ale też za Jagiellonią, a nawet Podbeskidziem, które w analizowanym okresie zdobyło od Portowców o siedem punktów więcej. Nie ma powodów, żeby ze wstydu zapaść się pod ziemię, ale umówmy się – nie ma też czym się przesadnie chwalić. Wymieniany w gronie kandydatów na selekcjonera Wdowczyk nawet nie zbliżył się do rezultatów, jakie w niedalekiej przeszłości osiągali w ekstraklasie Kocian, Fornalik czy Nawałka. Albo nawet Brosz przez jeden bardzo dobry sezon w Piaście. Ojrzyński w Bielsku też póki co wypada lepiej.

Jasne, Wdowczyk stracił nagle Japończyka, który w poprzednim sezonie przyniósł mu 7 goli i 12 asyst, przez moment wydawało się, że straci też Robaka (do czego nie doszło), ale personalnie Pogoń to wciąż naprawdę niezły zespół, ściągający w ostatnich okienkach ciekawych zawodników (Robak, Małecki, Murawski, Lisowski, Matras). Prześledźmy po kolei: Janukiewicz – bardzo solidny bramkarz. Golla, Dąbrowski, Hernani, Lisowski, Frączczak, Rudol – sześć naprawdę solidnych nazwisk w defensywie. Dalej Murawski, Małecki, Matras, do niedawna Akahoshi. Z przodu Robak.

Grzechem powiedzieć, że nie było w kim rzeźbić. A jednak… Cudów Wdowczyk nie wyrzeźbił. Mamy poważne wątpliwości czy zostawia Pogoń w wyraźnie lepszym miejscu aniżeli była wtedy, kiedy ją przejmował. Główny plus jest dla niego taki, że wykonał pierwszy zdecydowany krok w kierunku powrotu do zawodu. Te półtora czy dwa lata temu żaden prezes nie chciał się wychylić, aby go zatrudnić, być tym pierwszym po wiadomej, kilkuletniej przerwie. Teraz pewnie nie będzie już podobnych dylematów.

PM

KOMENTARZE (0)