Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY
Blogi i felietony

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Siatkówka. To jest teraz temat numer 1, bo mundial, choć tak Bogiem a prawdą nie wygraliśmy z nikim poważnym – Wenezuela, Argentyna, Iran, Francja, Kamerun i ktoś tam jeszcze, może USA było poważniejsze nieco. Ale nie będę krakał, że teraz łomot nastąpi, oby nie, natomiast… Jakiś debilizm ogarnia społeczeństwo, które domaga się transmisji w telewizji otwartej meczów polskich reprezentacji, obowiązkowo.

Zacząć mógłbym żartobliwie. Na przykład od przyszłego programu TVP (TVN, Polsatu, Trwam, dowolne wpisać):

9.00 – Sztafety kobiet, MŚ w narciarstwie klasycznym, bieg łączony

11.00 – Łyżwiarstwo szybkie, sztafeta 4 x 500 metrów

13.00 – Pływanie (żabka, 4 x styl zmienny)

15.00 – Hokej na lodzie – mecz o awans do I dywizji Polska – Kazachstan

17.30 – Piłka ręczna…

19.30 – Siatkówka…

21.00 – Piłka nożna, eliminacje EURO

23.00 – Poker, drużynowe mistrzostwa świata w hold em, Polska – Las Vegas…

No, byście zaczęli po tygodniu rzucać telewizorami przez okna! (ja już pierwszego dnia po pierwszej transmisji), bo są też reprezentacje w skokach, w żużlu i w setce innych głupot, jak trzeba nazwać jednak sport pozapiłkarski, nawet lekkoatletyka jest międzypaństwowa! I igrzyska, letnie i zimowe, i paraolimpiady. Ludzie, stuknijcie się telewizorami w puste głowy! To przecież nie da się przetrawić!

Tymczasem jaki słyszę od nowego właściciela Polski Ludowej (trafne nazwisko chłop ma, Grabarczyk), grupa posłów przygotowuje projekt, by wszystkie mecze reprezentacji były pokazywane w telewizji otwartej.

Kiedyś pytano tak: głupi, czy o drogę pyta?

Ja już pomijam, że pokazywanie siatkówki, o której nie wiadomo ile potrwa setów, jest dla TV zabójcze (i dla żużla – czasem pada deszcz, a mecz Polaków o mistrzostwo świata trwał kiedyś 24 godziny, dobrze że istnieje C+). No, ale to najmniejszy problem, emeryci mało jedzą i mało śpią. Ale wiedza ekonomiczna staruszków jest równie zerowa jak posłów najwyraźniej.

Otóż płatne telewizje istnieją na tej samej zasadzie jak płatne kina czy kluby sportowe – muszą wygenerować kasę na sport. Ba, sport z tego żyje. I wyobraźmy sobie teraz (ja przeciwnie do wspomnianych studia ekonomiczne też zaliczyłem, wyższe i dzienne), ze nie ma pieniędzy na piłkę z C+, na siatkę z Polsatu, na inne dyscypliny też.

TVP ich nie da, bo TVP to zwalnia pracowników setkami i nie ma kasy na nic. To z prawa do transmisji zrezygnuje, nie będzie jej stać na tak zwane wyprodukowanie sygnału (na tej zasadzie nie chciała ta Polska Telewizja przecież pokazywać polskiego Lecha i polskiego Ruchu w tegorocznych pucharach, albo TVN ogólnodostępny swojej Legii). Dobra, nie pokażą, telewizje prywatne nie będą mogły, to? Skąd kasa na sport? Skąd na pensję Antigi i tego drugiego Francuzika, co jest tak naprawdę pierwszy? Na tych dwumetrowców? Skąd te miliony obiecane przez Przedpełskiego na premie za medal?

No gówno!

Każdy, kto ogląda mecz za pieniądze, dokłada się do utrzymania mistrzów, ich wychowania, karmienia, nocowania i wożenia. To jak z dziećmi – można nie karmić. Ale wtedy umrą.

Można, jak wy pewnie, żądać Internetu za darmo, ale wtedy i on umrze – nikomu nie będzie się chciało tworzyć go darmo.

Ta siatkówka wnosi jednak jakieś pytanie – o zakres naszej ignorancji na temat ekonomii.

Tylko nie mówcie, że rząd zapłaci. Rząd zawsze płaci waszymi pieniędzmi. Ale sobie załatwia potem chałtury i znika.

*

Sprawdzają się moje złe przeczucia. Mianowicie najlepszy w lidze znów Radović, Polak, no i w kadrze go nie ma. Będę powtarzał – polski paszport to obowiązki, nie tylko prawo podróżowania z rodziną po Europie. Wy ciągle za Jankiem T. o farbowanych lisach (on okazał się farbowany, najpierw do PRON jaruzela, potem do PO tyfuska, wreszcie PiS kaczki, a teraz jakaś bocznica sejmowa w ostatnim rzędzie obok agenciaka Tomka). To ja też powtarzam – w Polsce i Kopernik był farbowany, i Chopin, i królowie od Piastów, Jagiellonów, Wazów i Sasów (taki Leszczyński miał polskie nazwisko, ale też farbowany i też spierdolił na zachód), i Mickiewicz, i Miłosz i tysiąc innych. 99 procent kobiet włosy ma farbowane. No, ale widać nam nie zależy na graczu, który w każdym meczu robi dwa gole w zasadzie z niczego, i mówi po polsku i ma polskie dzieci, i bawi się też po polsku.

Tylko nie piszcie, że nie chce. Platini zdaje się pouczył właśnie Ribery’ego, że nie on jest od chcenia, jeżeli jest Francuzem. No, ale ja jak wiadomo Nawałki wezwać na dywanik nie mogę.

*

Ostatni tydzień był dla mnie przykry. Mianowicie mój wychowanek zarzucił mi publicznie kłamstwo, powołując się na świadka. Chodziło o wygraną na wyścigach, że jak mogłem wygrać fortunę gdy „miętoliłem w garści kupon za sześć złotych”.

Otóż, jakby ci to powiedzieć matołku, po pierwsze to ten świadek wyparł się iż widział mój kupon.

Po wtóre, nie gram nigdy poniżej kilku stówek z góry, a kurs był 3:1, i oczywiście wygrałem. A że na spółkę z kumplem, znanym ci, to musisz przyznać, iż wygranie na restaurację w minutę, bez wstawania z fotela, z drinem w ręku, więcej niż w Amazonie płacą przez tydzień, w minutę, to była fortuna.

Poprosiłem cię, byś mnie przeprosił i dałem ci na to tydzień. Bo zarzucanie mi kłamstwa, to gorzej niż policzek. Ja bowiem żyje z publicznego zaufania. Mogę coś przerysować, dla zwiększenia barw, ale nie kłamię. Nie przeprosiłeś, poza bełkotem esemesowym…

Ja nic na to nie poradzę, iż życie moje jest barwne, niezwykle szczęśliwe i niezwykle tragiczne zarazem. I mało kto wierzy w to co się wokół mnie dzieje.

Mieszkam w pięknym domu z ogrodem i mam najlepsze auto – prawda czy kłamstwo?

Syn rządzi finansami w największej naftowej firmie świata – p czy k?

Córa jest wiceszefową młodzieżowego ONZ i przygotowuje się do reprezentowania Rosji w radzie Bezpieczeństwa w sprawie Krymu – p czy k?

Ojciec był mordercą…

Wychowałem się w domu dziecka, a potem w domu sadystów…

Poznałem tysiące kobiet, a pierwsza była moja nauczycielką polskiego…

Utrzymuję osiem istot, w tym cztery zwierzęta…

Z siostrą i synem mamy tyle domów w trzech krajach, iż nie policzę nawet…

Mam kierowcę – do wyboru chryslera i range rovera, a chodzę piechotą, bo lekarz kazał…

Kazał też brać 10 zastrzyków dziennie i 24 tabletki… Żeby nie trzeba było mi amputować nóg, wymienić serca albo kupować białej laski…

Pracuję siedem dni w tygodniu, i zawsze jestem najlepszy…

Wychowałem kilku zdolnych chłopców, i kilku chujków drobnych…

Nikogo nie zabiłem, a kradłem tylko z biedy…

Przyjaźnię się z premierami i bogaczami, ale i ludźmi z pociągu, z aktorami i piosenkarkami, i tam też jestem najlepszy…

Pisuję komentarze o polityce, kulturze, o czym chcę, w najmądrzejszej polskiej gazecie, i nikt nie zmieni mi nawet przecinka – nawet jak skrobnąłem, że tylko ja mogę napisać, iż Donald Tusk jest do dupy…

W zasadzie mógłbym taką spowiedź ciągnąć kilometrami, ale do czego zmierzam. Ludziom z grupy chipsy i frytki nie wydaje się, że ktoś może mieć ciekawe życie, albo nie mając luźnego grosza podarować drugiemu ćwierć miliona złotych w prezencie, opłacając od tego podatek. Ja mogę powiedzieć to co Bruce Willis w Pulp Fiction, gdy jednego dnia najpierw wywala w powietrze gang i zabija gościa w ringu, potem jest postrzelony, torturowany, ogląda sceny z jesieni średniowiecza, i mówi do dupy, która zgubiła zegarek chowany przez ojca w dupie – miałem dziś najbardziej popierdolony dzień w życiu.

Ja takich popierdolonych dni miałem w życiu całe mnóstwo.

Miałem nadzieję, że moi uczniowie chociaż zachowają wdzięczną pamięć.

Byłem w błędzie.

*

Czas na przeprosiny minął, ale nie zrobię ci tego co Korwin Boniemu i nie dam w twarz. Zrobię to co napisał poniżany całe życie Zbigniew Herbert, jeden z najlepszych myślących i piszących po polsku:

Przesłanie Pana Cogito

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo

bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

strzeź się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych

strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

Bądź wierny Idź

PS. No więc dla ciebie – siostra moja Pogarda.

Dla mnie – przyznaję – strzeż się dumy niepotrzebnej i oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz.

Świat jednak potrzebuje błaznów, tak jak i potrzebuje nudziarzy.

Wolę być jednak błaznem.

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY