Najdziwniejszy transfer tego lata? Nie trzeba szukać daleko
Weszło

Najdziwniejszy transfer tego lata? Nie trzeba szukać daleko

Obserwując transfery polskich klubów bardzo często czujemy zakłopotani. Zdarzało nam się łapać za głowę i pytać: jak to jest możliwe? Najczęściej działo się to po zakontraktowaniu lub testowaniu przez kluby Ekstraklasy studentów lub innej maści amatorów, w przypadku których na usta cisnęło się jedno słowo: szrot. Tym razem jednak jesteśmy świadkami przegięcia w drugą stronę.

III liga, grupa: lubelsko-podkarpacka. Drużyny pokroju Wólczanki Wólka Pełkińska, Orła Przeworsk i Hetmana Żółkiewka. Są też oczywiście poważniejsze firmy jak np. Motor Lublin czy Stal Rzeszów, ale słysząc te nazwy, zdajecie sobie pewnie sprawę, że mowa o rozgrywkach amatorskich lub prawie amatorskich.

I wyobraźcie sobie, że gdzieś pośrodku tego wszystkiego ląduje reprezentant Nigerii, piłkarz doceniony przez samego Larsa Lagerbacka, były zawodnik Vitorii Setubal. Science fiction, prawda?

A jednak. Stało się. Kontrakt ze Stalą Rzeszów podpisał Peter Suswam.

Z takim CV nie bylibyśmy zdziwieni, gdyby wylądował w Zawiszy Bydgoszcz. Nawet pierwsza ligę dałoby się logicznie uzasadnić, bo przez ostatnie lata piłkarz ten zalicza tylko i wyłącznie zjazd, ale – wybaczcie – do czwartego poziomu rozgrywkowego w Polsce Suswam pasuje jak – nie przymierzając – Franciszek Smuda do nagrody „Mistrz mowy polskiej”.

Sprawa wygląda tak: nigeryjski obrońca niedługo kończy 23 lata. Kilka lat temu zapowiadał się na naprawdę solidnego grajka. W 2011 roku, będąc już po debiucie w seniorskiej reprezentacji, wraz z kolegami zdobył młodzieżowe mistrzostwo Afryki i całkiem nieźle zaprezentował się na rozgrywanych w Kolumbii Mistrzostwach Świata do lat 20. Nigeria odpadła w ćwierćfinale po dogrywce w meczu z Francją, ale Suswam zagrał we wszystkich meczach i zdobył jedną bramkę. Zakotwiczył w Europie, a dokładniej w portugalskiej Vitorii Setubal. Tam wielkiej kariery nie zrobił – przez trzy lata zagrał ledwie 11 razy we wszystkich rozgrywkach. Mimo to – jak podawała gazeta „A Bola” – dostał propozycję nowego dwuletniego kontraktu, którą odrzucił. Zaczął szukać nowego klubu, ale nie wypaliły zarówno opcje portugalskie, jak i wyjazd do MLS.

Przez pół roku pozostawał bez przynależności klubowej i zaczęło się robić trochę nerwowo. Trafił na testy do Wisły Kraków (na marginesie – to dobry kumpel Sarkiego), ale angażu nie otrzymał. Ostatecznie wylądował w Albanii, a dokładniej w klubie FK Kukesi. Kolejnym przystankiem na jego drodze jest właśnie Rzeszów.

Gdzie jest haczyk? – zapytacie i nie będzie to pytanie bezpodstawne. Jednak – choć sprawa śmierdzi na kilometr – wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że nie ma. Suswam w Rzeszowie raczej długo nie zabawi, a to, że w ogóle do Stali trafił, nazwać można aktem desperacji. Po prostu nie bardzo mógł sobie pozwolić na kolejne pół roku bez klubu. A że trafiła się akurat Stal, która bardzo chętnie zaprasza do siebie piłkarzy z Nigerii… stało się. Nawet jeśli dziś Suswam nie przypomina już tego utalentowanego piłkarza sprzed trzech lat, to z takim CV zapewne znajdzie jeszcze miejsce na świecie, w którym można godziwie zarobić. W Stali przeczeka gorsze chwilę.

Ot, taka ciekawostka.

KOMENTARZE (0)