Młodzi, zdolni, wirtualni. Co robią dziś największe talenty Championship Managera?
Weszło

Młodzi, zdolni, wirtualni. Co robią dziś największe talenty Championship Managera?

Nieprzespane noce, oblane egzaminy, zerwane związki. W końcu tysiące wygranych meczów dzięki opcji „zapisz, powtórz” i legendarne wejście do Ligi Mistrzów z atakiem Kryszałowicz-Król. A potem już z górki – puchary, transfery, talenty, ciarki na plecach i powolne zacieranie się granicy fikcji z rzeczywistością. Pewnie wielu z was przechodziło to samo i pewnie przez lata pompowaliśmy drużyny tymi samymi zawodnikami. Z ciekawości raz jeszcze zanurzyłem się w świecie CM-a i zerknąłem, co tam u Adu, Tsigalko i Moukoko.
Oczywiście zaraz zacznie się litanie skarg. Takie wertowanie nazwisk zawsze wywołuje cykle pt. „gdzie ten i gdzie tamten”. Może więc od razu uprzedzę: to zestawienie oparte tylko na moich doświadczeniach. Jeśli kogoś zabraknie (a zabraknie na pewno), jeśli odkryliście w tej grze innych genialnych piłkarzy – dopisujcie w komentarzach.

***

Championship Manager 00/01

Pierwsze zetknięcie ze światem cyferek, strzałek i przeskakujących komentarzy. Tak nierozumiane w towarzystwie gawiedzi, a jednocześnie na tyle wciągające, że przeszkodą nie jest nawet godzinne ładowanie ligi na komputerze z procesorem Pentium 90. Na dzień dobry Szymkowiak przechodzi za 10 mln euro do Lazio, Kałużny jest jednym z najlepszych defensywnych pomocników świata, a Juskowiak ma lepsze statystyki niż Elber i Ronaldo. No i legendarny Taribo West. Facet, który zaczynał grę jako wolny zawodnik, ale nie wiedzieć czemu, raz się na transfer zgadzał, a innym razem nie.

W końcu talenty. W Ameryce Południowej furorę robili Martin Palermo (Boca) i Javier Saviola (River). W Anglii największe pokrętło miał Joe Cole, a jego West Ham wyglądał na niezłą kuźnię talentów, bo i Ferdinand, i Carrick, i Lampard albo nawet Kanoute. Wszyscy gdzieś tam potem zaistnięli. Poza tym warto było zwrócić uwagę na Szwecję. W Malmoe – Ibrahimović, w Hacken – Kallstrom, w Elfsborg – Svensson, w Hammarby – Bakricioglu, a w Goeteborgu Jonas Lunden i Kabba Samura.

Oczywiście oczekiwania z nawiązką spłacił Zlatan, reszta nie dała rady. Saviola ma w CV Barcelonę i Real, ale nigdy nie stał się gwiazdą światowego formatu. Palermo nie przebił się w Europie, chociaż w Boca jest legendą. Miał swoje lepsze momenty Joe Cole, tyle że zawsze będzie słyszał na swój temat „mogłeś więcej”.

Do tego cały zaciąg ze Szwecji: Svensson nie podbił Anglii i wrócił do Elfsborga, Bakricioglu miał dobre momenty w Twente, ale piłkarzem w skali Europy jest przeciętnym. Kallstrom chociaż ma ponad sto występów w reprezentacji Szwecji nigdy nie powie o sobie, że wycisnął ze swojego talentu maksa, a Lunden i Samura to już w ogóle jakieś niewypały. Pierwszy nigdy nie wyjechał poza Szwecją, drugi (w grze kapitalny napastnik) grał w Azerbejdżanie, a skończył w Wietnamie.

Championship Manager 01/02

Najlepszy w historii, wydawało się, że tylko dla mnie, ale nawet dziś słyszę o ludziach, którzy ściągają nowe patche i dalej grają w tę wersję. Tutaj kotem był To Madeira, nieznany nikomu Portugalczyk, którego z racji pięćdziesięciu goli w sezonie dziś pewnie porównalibyśmy z Messim albo z Ronaldo. Niestety, To Madeira nie istnieje, był to tylko wymysł researchera, podobnie jak w Polsce wymysłem byli legendarny Marcin Harasimowicz (Jarosław Świętochowski podobno gdzieś grywał)

Z piłkarzy, którzy faktycznie istnieją, za największy talent uchodził wtedy Tonton Zola Moukoko. Szwed o afrykańskich korzeniach jako 15-latek dołączył do Derby County, potem chciał go Milan, ale poza tym nic wielkiego go nie wyróżniało. W procesie tworzenia gry chyba kogoś poniosła fantazja, bo Moukoko został najlepszym pomocnikiem na świecie. Strzelał po 40 goli, stając się popularnym do tego stopnia, że na dwudziestolecie gry zaproszono go do siedziby Sports Interactive i rozegrano towarzyski mecz. W meczu padł wynik 4:4, a Tonton przestrzelił karnego. Jego karierę można podsumować słowami: Derby, a potem długo, długo nic. Po nieudanej przygodzie w Anglii kopał w lokalnych szwedzkich drużynach.

Poza tym z talentów CM 01/02 kariery nie zrobili Andres D`Alessandro (słabe występy w Europie, dziś Internacional), Bosko Balaban (przepompowany w Aston Villi, dziś Malezja) albo Julius Aghahowa (koniec kariery, wcześniej Szachtar, ale też nieudana przygoda z Premier League). Zupełnie na marginesie wylądowali Samuele Dalla Bona (była Chelsea i Milan, a dziś jest… Mosta FC), Jonathan Fortune (Dagenham) albo Bojan Djordjić, który miał być następcą Ryana Giggsa, a w rzeczywistości w United zagrał jeden mecz i pięć następnych lat spędził na wypożyczeniach.

Ogólnie długo można by ciągnąć tę listę. Gdzieś nawet czytałem, że w bazie danych CM 01/02 zawodników o wartości -2, czyli określonych jako wielki talent było 260. Nie podbił jednak świata ani Jeremie Aliadiere (pamiętacie pewnie, jak był przemierzany niedawno do Legii), ani David Aganzo (wtedy Real, teraz Aris Saloniki), ani zdecydowana większość z tej grupy. Gdyby trzeba było wybrać kogoś, kto faktycznie zrobił kilka kroków do przodu, wybrałbym Davida Villę, Maicona, Julio Cesara i Giampaolo Pazziniego.

Championship Manager 03/04

Ostatnia spod szyldu CM-a, potem był już tylko Football Manager. To ta wersja, gdzie Brożków bez wstydu brało się za granicę, a Dariusz Kołodziej przechodził do Legii i z miejsca ładował gole. Transferami pierwszego wyboru zawsze byli jednak Anatoli Todorow i Maksym Tsigalko. Dwójka nikomu nieznanych ananasów, których ściągało się za półdarmo, a oni z biegiem czasu nawet z Górnika Polkowice potrafili zrobić triumfatora Ligi Mistrzów.

Młodzi, zdolni, niestety wirtualni. To znaczy, istnieją, ale gdyby porównali swoje rzeczywiste osiągnięcia z tymi z CM-a to najpierw przeżegnaliby się nogą, a potem schowali głęboko pod ziemią. Tsigalko to przede wszystkim Maksym Cyhałka i dziś gra w białoruskim Sawicie (dwa występy w reprezentacji). Todorow nigdy nie wyjechał poza Bułgarię, kopie dziś gdzieś w drugiej lidze.

Poza tym nigdy światu nie objawili się Jan Kristiansen (nieudana przygoda w Bundeslidze) i Jose Julian de la Cuesta, który w CM-ie zasuwał na skrzydle jak Cafu, a w realu dostosował się do poziomu Kadyksu i Albacete. Oskarsson, Mceveley, Roncatto, Padoin, Saja… Nikt tych ludzi nie zna. Wikipedia na ich temat najchętniej by zamilkła, ale zwykle podsuwa jakieś bliżej niezidentyfikowane kluby.

Złotym dzieckiem był oczywiście Freddy Adu, ale od czasu wydania CM 03/04 zdążył osiem razy zmienić klub, za każdym razem na gorszy. W lutym rozpoczął treningi z Blackpool. W sumie w Europie strzelił siedem goli, z czego cztery w Turcji…

KOMENTARZE (0)