Image and video hosting by TinyPic
Kartofliska na szlaku, czyli co słychać w… Gibraltarze
Weszło

Kartofliska na szlaku, czyli co słychać w… Gibraltarze

Ludzie zazwyczaj jeżdżą do Gibraltaru po tanią wódkę i tanie fajki. A ja pojechałem na dość drogie wg mojego uznania piwo i na trzy mecze 2. rundy Pucharu Gibraltaru. Z logiki miałbym chyba pałę – pisze Radosław Rzeźnikiewicz z kartofliska.pl.
1. Moja styczność z gibraltarskim fubolem była dotychczas jeszcze mniejsza niż kontakty Dawida Janczyka z alkoholem. Niestety w pismach, które czytuję, prędzej doczekam się nagiej sesji jakiejś mieszkanki Gibraltaru niż wzmianki o gibraltarskiej piłce. Nic więc dziwnego, że gdy tylko na miejscu dorwałem lokalną prasę to jej rubrykę sportową pochłonąłem szybciej niż zestaw WieśMaca. Niestety były to puste kalorie. O meczach, na które przyjechałem nie było ani słowa, a niemalże cały dział sportowy był poświęcony… podsumowaniu ubiegłorocznych dokonań lokalnych wędkarzy. No cóż, na następną wizytę w Gibraltarze trzeba będzie wziąć ze sobą wędkę bambusówkę.

2. Gibraltar póki co nie ma co liczyć na organizację Mistrzostw Europy czy Świata. W całym państwie jest tylko jeden stadion i nie ma za bardzo miejsca na następne. Bez podbojów terytorialnych może być bardzo ciężko o organizację czegokolwiek.

3. Nie najlepsza wiadomość dla osób o wrażliwych pośladkach. Na stadionie nie ma ani jednego miejsca siedzącego! Rozsiąść można się za to w stadionowej „restauracji”, gdzie co prawda menu żywieniowe jest mocno ograniczone, ale za to dział płynów potrafi zrekompensować te braki. Brytyjskie piwo aż samo pcha się człowiekowi do gardła. W trosce o osoby lubiące mocniejsze wrażenia również przewidziano sensowny asortyment.

4. Droga z trybun stadionu do restauracji zajmuje ok. 30 sekund, co bardzo ułatwia oglądanie spotkań. Mecze na Gibraltarze odbywają się trybem „jeden po drugim” z 15 minutowymi przerwami pomiędzy spektaklami (pierwszy mecz o 16, koniec ok. 22). Wycieczka do baru i z powrotem to idealna metoda na rozruszanie kości. Warto zastosować się do tezy głoszonej przez trenerów fitnesu, że aby ruch przyniósł pożądanych efekt to „najważniejsze jest konsekwencja i powtarzalność”. Nie wiem co na to Pani Ewa Chodakowska, ale ja proponowałbym cykl, który rozrusza kości każdemu: jedno przed pierwszym meczem, jedno w przerwie, jedno w przerwie pomiędzy meczami, jedno w przerwie drugiego meczu… Efekty treningu szybko widoczne. „Należy jednak pamiętać by nie przesadzić z obciążeniami” – to już rada od Hardkorowego Koksa.

5. Nie wszyscy wytrzymują obciążenie 3 meczów w ciągu jednego wieczora. Na pierwszym sobotnim pojedynku o godz. 16 na trybunach zebrało się ok. 100 osób. Drugi mecz śledziło ok. 80 fanów, a trzeci pojedynek rozpoczynał się w towarzystwie ok. 40 widzów. Ostatni gwizdek tryptyku usłyszało już jedynie 15 twardzieli. Nawet operator lokalnej telewizji nie wytrzymał do końca. Zapewne urwał mu się film.

6. Co jakiś czas na trybunach pojawiali się „ci co zwykle”, czyli turyści z Azji. Stadion usytuowany jest bowiem przy turystycznym szlaku. Gibraltarscy odpowiednicy Messiego i Ronaldo nie potrafili jednak przytrzymać niespodziewanych gości dłużej niż kilka minut. Taki już urok darmowych atrakcji. Jakby wprowadzić bilety po 50 funtów, to by pewnie zostali do końca.

7. To był mój spory nietakt. Podczas jednej z przerw zadałem pytanie ekspertom zgromadzonym w restauracji, który z meczów na Gibraltarze wzbudza największe emocje, czyli co jest ichniejszym Gran Derbi. Odpowiedz na nie okazała się być niestety jeszcze trudniejsza od krzyżówki w Teletygodniu, a sugestii było tyle co gąsek w stadzie Trybsona. Najwięcej głosów zebrała jednak konfrontacja Lincoln (11 tytułów Mistrza Gibraltaru z rzędu!) z… Manchesterem United.

8. Manchester United w Gibraltarze? What the fuck? Na tak pięknie sformułowane pytanie odpowiedzi udzielił mi sam wiceprezes klubu! „Drużyna została założona po prostu przez fanów Czerwonych Diabłów. Dostaliśmy zgodę na używanie tej nazwy od klubu z Manchesteru. Przed tym sezonem musieliśmy zmienić ją jednak na prośbę UEFA. Oficjalnie nazywamy się teraz Manchester 62. To na wypadek gdybyśmy awansowali np. do Ligi Mistrzów i trafilibyśmy na oryginalny Manchester. W europejskich pucharach nie mogą grać 2 drużyny o dokładnie takiej samej nazwie”.

A od sezonu 2014/15 Mistrz Gibraltaru i zdobywca Pucharu (Rock Cup) zadebiutują w europejskich rozgrywkach .

9. Odkąd istnieje realna szansa na podbicie Europy futbol w Gibraltarze wkroczył w fazę dużych zmian. Piłkarze, którzy grali dotychczas za frytki (liga półamatorska) chcieliby aby do pensji dorzucić im jeszcze przynajmniej rybę (fish&chips – w Gibraltarze obowiązuje kuchnia brytyjska). Są liczne transfery. Zespoły się zbroją. W obawie przed zalewem cudzoziemców wszystkie drużyny zawarły dżentelmeńską umowę. Prawo ligowe nie nakłada żadnych limitów, ale ustalono, że każdy z zespołów może mieć w składzie maksymalnie 3 obcokrajowców. U nas w Polsce też dobrze znamy dżentelmeńskie umowy, głównie jednak wtedy gdy ujawni je wrocławski Sąd.

10. „Dajcie nam 2-3 lata, a w Gibraltarze będzie profesjonalny futbol. Już teraz naszej reprezentacji udało się zremisować ze Słowacją, a w futsalu pokonaliśmy Maltę (futsalowa reprezentacja Gibraltaru przegrała ostatnio 1:13 z Polską – co też uznano za sukces). Zawodnicy są dobrzy technicznie. Warunki do rozwoju mamy” – wiceprezes Manchesteru jest optymistą. Do pełni szczęścia brakuje im chyba tylko polskiej myśli szkoleniowej.

11. „Najbliższy taras widokowy znajduje się we Wrocławiu”, a najbliższy stadion akceptowany przez UEFA jest w Portugalii. Reprezentacja Gibraltaru w eliminacjach do Mistrzostw Europy mecze jako gospodarz będzie rozgrywała w Algarve. Stadion ma pojemność 30 tys. osób – co przewyższa ludność Gibraltaru. Lokalni złodzieje już nie mogą doczekać się realizacji hasła „Wszyscy na mecz”.

12. Gdyby przeprowadzić sondę wśród groundhopperów z pytaniem: „Czy wolałbyś puknąć Paris Hilton, czy pojechać na mecz Boca Juniors?” – większość wybrałaby tę drugą ewentualność. Ja pierwszej opcji nawet nie rozważałem (sorry Paris) i od razu udałem się na mecz Boca. I co z tego, że w Gibraltarze? Boca Juniors to drużyna występująca obecnie w drugiej lidze (są dwie ligi po 8 drużyn oraz oddzielna liga rezerw).

13. Nazwa zobowiązuje. Gibraltarskie Boca Juniors ma najbardziej aktywnych kibiców w kraju. Mają własną stronę, na której niedawno opublikowali śpiewnik. Jeśli ktoś kiedyś w Gibraltarze zdecyduje się wdrożyć słynne „jebać wszystko, race na boisko” to z pewnością będzie to ta grupa. W sobotę ich aktywność meczowa ograniczyła się jednak do okrzyków „Park the fucking bus”. Niestety w pucharze trafili na drużynę z pierwszej ligi i postawienie autobusu dało niewiele. Przegrali 1:9.

12. Różnica pomiędzy pierwszą ligą Gibraltaru, a drugą jest taka jak pomiędzy wielkością piersi Marty Wierzbickiej a np. Kasi Sowińskiej. Raczej spora. W drugim meczu pomiędzy średniakami pierwszej i drugiej ligi padł wynik 7:0 dla faworytów.

A jaki jest poziom gibraltarskiej ekstraklasy? Ostatnio przypadł mi do gustu opis na twitterze jednego z hiszpańskich zawodników grających w naszym kraju: „Professional player in Concordia Elbląg”. Myślę, że zawodnicy w Gibraltarze są bardziej „professional”.

13. Klasyczna propozycja kartofliskowej telewizji: „Tak się strzela w Gibraltarze!”

14. Uprzedzę pytanie, bo takie się trafiają. Jak dostać się do Gibraltaru? Nic prostszego. Ja wybrałem trasę: przelot z Modlina do Londyn Stanstead, przelot ze Stanstead do Malagi, autobus z Malagi do Linea de Concepcion (Hiszpania) – stąd już tylko 500m na piechotę, powrotny przelot z Gibraltaru do Londyn Gatwick, przejazd pociągiem (3 przesiadki) z Gatwick do Luton, przelot z Luton do Warszawy. W 3 dni wychodzi wprawdzie nieco ponad 30 godzin w drodze, ale za to pół dnia jest się na miejscu. I niech nikt mi nie mówi, że się nie opłaca.

16. Już chciałem napisać, że to były moje pierwsze mecze w tym roku, ale okazało się, że to nieprawda. Tydzień temu byłem świadkiem (nawet uczestniczącym) piłkarskiego szlagieru Weszło vs. #TLG (drużyna zebrana na twitterze). Jak ktoś chce zobaczyć relację z pojedynku, w którym bramki strzelali Jakub Olkiewicz, Paweł Grabowski czy Piotr Jóźwiak, to proszę się nie krępować.

Radosław Rzeźnikiewicz
Twitter: @kartofliska

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY