Zrezygnował z futbolu i idzie do wojska. „Piłkarze to w większości imbecyle”
Weszło

Zrezygnował z futbolu i idzie do wojska. „Piłkarze to w większości imbecyle”

Mówi, że po meczach ekstraklasy chce mu się wymiotować. Narzeka na piłkarzy-imbecyli, a że od dłuższego czasu nie miał ofert, w wieku 23 lat postanowił skończyć z piłką. – Robię dziś małe pożegnanie, a jutro idę do wojska – mówi Mateusz Łuczak, były piłkarz Lechii i Korony.
W niedzielę zostałeś najlepszym zawodnikiem Amber Cup w Słupsku, a od środy meldujesz się w wojsku w Ustce. Sam przyznasz, że dziwny to scenariusz: 23-latek, który nagle kończy… karierę.
– Karierę to robi Ronaldo albo Messi. A my, cała Polska kopiemy się po czołach. Widać było na Amber, że piłkarzem to jest np. Adrian Mierzejewski i takich zawodników niestety brakuje. Nie jestem wirtuozem, więc kończę.

I nie ma już odwrotu? Nie szkoda ci tych wszystkich wyrzeczeń?
– Jak zadzwoni Chelsea, to będzie odwrót. Ale, że nie zadzwoni, to nie ma. Trenuję od drugiej klasy podstawówki, całe życie temu poświęciłem. To są naprawdę grube wyrzeczenia. Nie było mnie na własnej studniówce, nigdy nie pojechałem na żadną wycieczkę szkolną. Jest mi żal, ale podjąłem decyzję. Koniec. Stawiam się w środę w Ustce, do przysięgi przez miesiąc nie będę jeździł do domu.

Czemu akurat wojsko?
– To była zawsze moja pasja, mój tata był w wojsku 20 lat. Wolę spróbować iść tymi śladami niż cały czas oszukiwać siebie, że będę piłkarzem. Nie, nie będę. Po co mam kopać się w drugiej lidze skoro są młodsi. Oni mają nadzieję, a ja już wiem, że mi się nie uda. Nie mam tutaj żalu do kogoś, żal to mogę mieć tylko do siebie. Zrozumiałem, że życie piłkarza to nie tylko trening. Jadąc do Korony nie odżywiałem się super, nie chodziłem na basen, nie robiłem nic dodatkowo. Miałem to gdzieś. Ja dopiero teraz pierwszy raz w życiu poszedłem ot tak z siebie na siłownię. Brakowało mi tej świadomości. Byłem głupi. Myślałem, że jestem pan piłkarz. Pyskówki, noszenie głowy wysoko… Mówiłem, że jak gram w pierwszym składzie, to nie muszę nosić piłek. Głupie to było.

Podobno w Lechii twoim mentorem był Tomek Dawidowski. To chyba on powiedział ci kiedyś, żebyś zdecydował, czy ty faktycznie chcesz w tę piłkę się babrać.
– Było coś takiego, Dawid w autokarze powiedział mi coś w stylu „weź się, kurwa, ogarnij. Podejmij decyzję. Albo grasz w piłkę albo idź się uczyć”. Ale to było w formie żartu. Wchodziłem wtedy do seniorów. Potem było wypożyczenie do Bałtyku, gdzie pomógł mi Jacek Grembocki. Wróciłem do Lechii odmieniony i Dawid pierwsze, co powiedział, to „a widzisz, nie mówiłem?”. Wyszło na jego.

W Lechii debiutowałeś w ekstraklasie, ale potem poszedłeś w odstawkę. Co było nie tak?
– Za Kafarskiego zadebiutowałem na Wiśle, wszedłem na trzy, cztery minuty. Potem przyszedł trener Ulatowski. Dawał mi szanse, z tego, co słyszałem, to miał jakiś plan na mnie, ale potem pojawił się Janas i on mnie nie widział. Wymyślił sobie, że będę lewym obrońcą, gdzie ja wiem, że to nie moja pozycja. Jak dowiedziałem się, że nie jadę na obóz z pierwszym zespołem, a miałem 18 czy 19 lat, zrobiło mi się przykro. Uniosłem się dumą. Taki mam charakter i zasady z domu. Nie to nie. Prosić się nie będę. I odszedłem.

W Koronie zagrałeś w sumie 95 minut. Znowu charakter?
– Tam była fajna, rodzinna atmosfera. Jeśli ktoś nie wierzy, że sama atmosfera potrafi zbudować wynik, to powinien wybrać się do Kielc. No, ale ja tam za dużo nie pograłem. Jak strzelałem w sparingu z Łęczną dwa gole, to wszystko było OK. Potem przyszedł Ojrzyński i powiedział, że ściąga swoich zawodników. Nie robiłem problemów. Byłem dogadany z Łęczną, ale doznałem kontuzji. Długo się rehabilitowałem, a jak chciałem wejść potem z powrotem w trening, to Bobo Kaczmarek powiedział, że nie. Nie, bo prezesi nie wyrażają zgody itd. Nie zgodzili się nawet, żebym w rezerwach z Lechią trenował. Nic od nich nie chciałem. Tylko trening. Ja wiem, że mam ciężki charakter, ale niech mi ktoś powie wprost, o co chodzi.

Na stronie Gryfa ponarzekałeś trochę na naszą piłkę. Co się najbardziej w niej wkurza?
– Piłkarze to w większości imbecyle. Nie wszyscy, ale wielu jest takich, co ręce opadają. Wiecie, o których mówię. Nie mają żadnych wartości, szacunku do rodziny, do niczego. Zarabiają takie pieniądze, na jakie niektórzy muszą pracować latami i nie obchodzi ich nic. Gdybym miał taką kasę, pewnie zachowywałbym się tak samo jak oni. Możliwe. Polansować się Monciaku, drineczek w łapę… To nie powinno tak być. W Ruchu jest teraz maks pięć tysięcy i jest to dobre rozwiązanie. Bo za co płacić większą kasę? Oglądam początek meczu Ruch – Zagłębie i od razu długa piła do przodu. Głowa, znowu głowa. Głowa. To jest piłka nożna? Nie można oglądać ekstraklasy, bo rzygać się chce. W Legii i kilku innych klubach jakoś to wygląda, ale w większości rządzi przypadek. Przypadek w grze, przypadek w doborze ludzi. Taki Zyska nigdy nie byłby w Lechii, gdyby go Bobo nie ściągnął. Tak to wygląda. Narzekam na polską piłkę, ale przecież każdy widzi, jak jest. Za chwilę wszyscy będą mieli do mnie pretensje, ale niech sami spojrzą w lustro. Oni nie wiedzą, co to normalna praca od 9 do 16. Mówią, że mają zawsze mało czasu… Niech mnie nie rozśmieszają.

Młodzi ludzie, którzy chcą zostać piłkarzami, mogą w tym momencie stracić trochę nadziei.
– Ja nikomu nic nie odbieram. Po prostu zawsze mówię głośno o pewnych rzeczach. Swoim chłopakom, których do wczoraj trenowałem w Santosie Gdańsk, powiedziałem: wy nie zagracie w Lidze Mistrzów. Bo co jest gorsze? Rozczarowanie, czy miłe zaskoczenie? Chyba lepiej jest się mile zaskoczyć, niż rozczarować. Nie ma, co wywierać na młodych presji. Zapieprzajcie, miejcie marzenia, ale nie błądźcie w chmurach. Ja też mam marzenia, ale nie wierzę, że nagle po wygraniu Amber Cup ktoś zadzwoni do mnie i powie: słuchaj mamy dla ciebie ofertę… Dlatego idę do wojska.

Rozmawiał PG

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)