Wywiad z Osuchem: wasz ulubiony prezes powraca!
Weszło

Wywiad z Osuchem: wasz ulubiony prezes powraca!

Chciałbym, żebyś wyraźnie to napisał: ja wyciągnąłem ten klub z wiosek, po jakich on jeździł jeszcze kilka lat temu. Zawisza nie grał wtedy przeciwko Legii, Wiśle i Lechowi, tylko przeciwko Czarnym Ł»agań i Nielbie Wągrowiec! 28 miesięcy budowałem ten klub, to jest moje dziecko, ale tutaj poza firmą Solbet nikt mi w niczym nie pomógł. Kibice? Czy któryś przyszedł i spytał, czy płot pomalować albo trawę skosić? A każdy sobie uzurpuje prawo do mówienia: to mój klub! Ja tak mogę mówić otwarcie i głośno, bo wykonałem tu taką robotę, jakiej nikt nie wykonał – mówi Radosław Osuch, prezes Zawiszy Bydgoszcz.

– Jesteś najbardziej wygranym prezesem pierwszej części sezonu?

– Tak myślę! Jesteśmy na szóstym miejscu, tak wysoko jeszcze nie byliśmy. A przecież my po szóstej kolejce byliśmy na ostatnim! Gdyby odjąć gorszy start, to dzisiaj byś nas widział w samym czubie. Drużyna dojrzała, nauczyła się ekstraklasy, doszło też czterech bardzo dobrych zawodników. Progres. Takiego meczu jak my z Piastem to dawno nie rozegrała żadna polska drużyna. Płynnie, szybko… Perfekcja! Mierzymy wysoko, w dół już nie patrzymy, utrzymamy się na bank.

– Kiedy byliście na ostatnim miejscu, to był taki…

– Nie!

– Co „nie”?

– Chcesz zapytać, czy był taki moment, że rozważałem zmianę trenera. No więc ci odpowiadam od razu, że takiego momentu nie było. Miał spokojnie pracować. Drużyna grała dobrze…

– Nie żartujmy, na początku grała fatalnie.

– Pierwszy mecz fatalny. W drugim dobra pierwsza połowa, a zła druga. W trzecim zła pierwsza połowa, a dobra druga… Tak to się toczyło. Ale wytrzymaliśmy ciśnienie. Widać było, że coś zaczyna się układać.

– Zrobiliście najlepsze transfery w lidze. Micael, Goulon, Luis Carlos i Vasconcelos.

– Każdy z nich jest gwiazdą. To co bawił się ostatnio Goulon… Zrobił taki zwód, że dwóch gości się zderzyło głowami. To jest inna liga. A Micael? Najlepszy stoper w lidze. Dlaczego nikt o tym nie mówi? Gra w parze z Pawłem Strąkiem. Paweł wziął się w garść po tym zamieszaniu z Górnikiem, schudł, świetnie się prowadzi. Nie był waszym ulubieńcem, ale teraz to jest chłopak, na którym można polegać! No i on wraz z Micaelem to najlepsza para stoperów. Popatrz – my straciliśmy tylko 21 goli, a dodatkowo żadnego meczu nie przegraliśmy różnicą dwóch bramek! Ł»adnego! Nikt nas w tej lidze nie upokorzył, nich nas nie rozjechał, nikt nie zdemolował. Nigdy nie było różnicy klas, że ktoś wytarł nami podłogę. I duża w tym zasługa stoperów… A z przodu mamy tego naszego artystę, Luisa Carlosa. Ostatnio tylko dwa mecze gorzej zagrał, bo ten chłopak nigdy w życiu zimy nie widział. Pierwszy raz grał na takich twardych boiskach.

– Masz w drużynie i swoje wynalazki – jak wspomniani czterej cudzoziemcy – jak i swoich wychowanków, czyli zawodników, których prowadziłeś jako menedżer i których pociągnąłeś za sobą do ekstraklasy.

– I na pewno nie przynoszą wstydu. Gdyby nie moja osoba, to już by do piłki na poziomie ekstraklasy nie wrócili. Strąk już był zniszczony, a Geworgian… Jezu, Geworgian w Hamburgu udawał Turka i kroił kebab! A teraz pokroił nie kebab, tylko Legię! Zrzucił tę turecką kurtkę, przestał smażyć kotlety i gra. Jest jeszcze Skrzyński, ojciec awansu do ekstraklasy. Teraz siedzi na ławce, ale ma wielkie zasługi. „Skrzynia” też już nie grał w piłkę. Pół roku prowadził studio tatuażu. Kilku osobom zniszczył życie tymi swoimi bazgrołami, więc go stamtąd wyciągnąłem. Ktoś musiał to przerwać.

– Zimą ofensywa transferowa? Znowu?

– Mam nadzieję, że przyjdzie trzech ciekawych zawodników. Dwóch cudzoziemców i jeden Polak. Jak te transfery wypalą, to będziemy jeszcze mocniejsi. Musimy jednak pozbyć się trzech zawodników, którzy nie są nam potrzebni. Mam nadzieję, że uda się dojść do porozumienia.

– A kogoś sprzedasz?

– Ja nie chcę sprzedawać, chyba że życie mnie zmusi. Zamykają mi stadion, biletów nie mogę sprzedawać, do tego kary, to się wszystko odbija na finansach. Nikt tego nie rozumie i nie wie, jak to boli… No więc jeśli życie mnie zmusi, jeśli w czerwcu się okaże, że do zamknięcia budżetu brakuje miliona albo dwóch, to wtedy kogoś będę musiał sprzedać. Ale to w czerwcu. Zimą nikogo, o ile nie przyjdzie kosmiczna oferta. Mierzymy w pierwszą ósemkę i nie chcemy się osłabiać.

– Kosmiczna oferta to mogłaby przyjść za…

– Chyba za Masłowskiego albo Goulona. Przecież oni mają umiejętności trzy razy ponad ligę! W każdym klubie w Polsce byliby najlepsi. Ale nie jest sztuką sprzedawać zawodników, sztuką jest ich utrzymać. Ja na razie pieniędzy nie potrzebuję. Chciałem tu coś zbudować i buduję. Pensje są popłacone, premie za mecze popłacone, premia za awans – popłacona. Jest OK. Nasza sytuacja wygląda bardzo dobrze. Nic nas nie ciśnie. Jeżeli jeszcze miasto doceni, co fantastycznego zrobiliśmy, to w ogóle będzie bardzo dobrze.

– Miałeś ostatnio problem z kibicami…

– Kibice chyba sami zdają sobie sprawę, że trochę się zagalopowali. Oni nie są nauczeni ekstraklasy, 19 lat przerwy sprawiło, że czasami brakuje im trochę ogłady i rozsądku. Jeśli już teraz, przy tak gigantycznym sukcesie, pojawiają się słowa krytyki, to co będzie, jeśli zanotujemy kiedyś słabą rundę? Chciałbym, żebyś wyraźnie to napisał: ja wyciągnąłem ten klub z wiosek, po jakich on jeździł jeszcze kilka lat temu. Zawisza nie grał wtedy przeciwko Legii, Wiśle i Lechowi, tylko przeciwko Czarnym Ł»agań i Nielbie Wągrowiec! 28 miesięcy budowałem ten klub, to jest moje dziecko, ale tutaj poza firmą Solbet nikt mi w niczym nie pomógł. Kibice? Czy któryś przyszedł i spytał, czy płot pomalować albo trawę skosić? A każdy sobie uzurpuje prawo do mówienia: to mój klub! Ja tak mogę mówić otwarcie i głośno, bo wykonałem tu taką robotę, jakiej nikt nie wykonał. I jak teraz mam przez niektórych ludzi zamykany stadion, na czym tracę pieniądze, wielkie pieniądze, to mnie szlag trafia! Wiesz co… Czasami nie dziwię się, że Bydgoszcz to niby ósme największe miasto w Polsce, a we wszelkich rankingach prawie ostatnie. Ludzie tutaj potrafią rozwalić wszystko. Nawet jak ktoś przyjdzie z zewnątrz i coś zbuduje – to oni rozwalą. Prawie dwa razy mniejszy Toruń jest we wszystkim chwalony, a Bydgoszcz oceniana jak najgorzej. Cóż, liczę, że Zawisza nie skończy jak lotnisko w Bydgoszczy, które – jak właśnie przeczytałem – odprawia dziennie jeden samolot.

– W kwestii sędziów już się uspokoiłeś?

– Różnie sędziują, raz lepiej, raz gorzej. Nie widzę teraz u nich celowości. Myślę, że jesteśmy tak silną drużyną, że nawet jeśli na początku złe moce próbowały nam zaszkodzić, to teraz już wszyscy widzą: żaden sędzia nas z ligi nie zrzuci. Przeszkadzanie nam na siłę to syzyfowa robota. Nikt nie da rady nas wywrócić. Ale skandale sąâ€¦ Na ostatnim zarządzie była próba odwołania szefa kolegium sędziów, pana Przesmyckiego, który moim zdaniem jest butny, ślepo broniąc sędziów. Dziwię się Bońkowi, że sprawując tak błyskotliwie i sprawnie funkcję prezesa, jednak trzyma Przesmyckiego, do którego my jako prezesi klubów mamy zarzuty. Czy ty wiesz, że on za ten nasz ostatni wywiad na Weszło oddał sprawę do komisji ligi? Lada moment będzie ona analizować moje słowa! Najpierw mnie krzywdzili, a teraz jeszcze chcą ukarać? Kpina! Ale powiem ci, że ten nasz wywiad na Weszło to był jednak zajebisty. Dziewczyny to do mnie zawsze na ulicy podchodzą, bo jestem taki przystojny, ale teraz jeszcze zaczęli podchodzić mężczyźni! Podchodzili, autografy brali, byłem celebrytą! Mówili, że dziękują, że wreszcie ktoś powiedział prawdę. Ł»e rozdałem karty! Tylko Przesmycki ma z tym problem. Ale to jego problem. Mnie nikt nie złamie.

– Ale jest coś w tym, że jak przegrywałeś, to miałeś pretensje do sędziów, a jak wygrywasz, to ci pasują. Może po prostu za bardzo gotuje ci się pod kopułą po porażkach?

– To jest presja, człowieku, presja! Jak u Fergusona i Mourinho! Ja podłączam tych sędziów pod prąd! Taka taktyka. I oni się potem boją, bo nie wiedzą, gdzie im dopieprzę – na Weszło, w „Przeglądzie Sportowym”, czy może w „Fakcie”. Wychodzą na mecz i już sobie myślą: trzeba dobrze gwizdać, bo Osuch patrzy i jak się czegoś dopatrzy, to kaplica! Muszę tak robić, bo wiesz – teraz się mecze podgwizduje. Tu już nie ma takich wałków jak kiedyś, że się wyrzuciło z boiska pięciu piłkarzy i fajrant. Teraz, przy tak wyrównanym poziomie, wystarczy trochę podgwizdywać. Jednostronnie oceniać stykowe sytuacje. I w ten sposób mecz zamiast wynikiem 1:0, kończy się wynikiem 0:1. Ale największym zagrożeniem to są te zakłady… Tam to dopiero jest kasa.

– Gdyby twój piłkarz grał u bukmachera…

– To zależy. Jakby postawił kupon z pięcioma meczami, w tym z meczem Zawiszy, za 100 złotych, no to przecież bym mu łba nie urwał. A gdyby postawił 50 tysięcy złotych na naszą porażkę, to musiałby mu kopa zapalić. Ale nie chcę na ten temat za dużo mówić, bo się na tym kompletnie nie znam.

– Masz jednego hazardzistę w drużynie, może ci wszystko wytłumaczyć.

– Jednego?! Jednego to ja chciałbym mieć! W każdej drużynie jest pięciu. Haha, dobra, kończymy. W niedzielę gramy w Bielsku. Trzymaj kciuki.

Rozmawiał STAN