„Michałki”, czyli największe szmaty wpuszczane przez Michała Gliwę
Weszło

„Michałki”, czyli największe szmaty wpuszczane przez Michała Gliwę

W Lubinie nadal nie pojęli, że z ręcznikiem w bramce niczego wygrać się po prostu nie da. Możesz mieć niezłych skrzydłowych, błyskotliwego napastnika czy solidną obronę, ale jak w bramce stoi rzadkiej maści parodysta, to poziomu średniego ligowego pachoła nigdy nie przeskoczysz. Wczorajszy rzut wolny Łukasza Garguły (napisalibyśmy „strzał”, ale nie wypada robić sobie jaj z pogrzebu) powinien być idealnym podsumowaniem kompromitującej przygody Michała Gliwy z poważniejszą piłką.
Kiedyś wydawało się, że bramkarskiego abecadła nauczył się na pamięć i naprawdę potrafi bronić. Jasne, nie widać w nim było nowego Boruca, ale powiedzmy sobie szczerze – nie tacy jak on robili w Polsce kariery. Miał całkiem dobry okres w Polonii, który poskutkował nawet krótkimi wakacjami ze Smudą w słonecznej Turcji. Przychodząc do Zagłębia w wieku 24 lat wyglądał na niezłego i perspektywicznego bramkarza. Teraz brzmi to może idiotycznie i pewnie niektórym trudno w to uwierzyć, ale rzeczywiście tak się sprawy miały. A dziś? Dziś trudno znaleźć na boiskach Ekstraklasy większego niedojdę między słupkami. Jeszcze niedawno w ciemno wymienilibyśmy „Rybę” spod Klimczoka, ale optyka trochę nam się zmieniła – w sumie lepiej każdą piłkę odbijać niż żadnej nie złapać…

Prześledziliśmy wszystkie puszczone w poprzednim sezonie przez Gliwę bramki i wyszło, że w sposób ewidentny odpowiada za siedem straconych przez lubinian goli. Czasami w typowym dla siebie stylu rzucając się do piłki jak na kanapę, innym razem wykładając ją na tacy rywalowi. Generalnie zawalał w sytuacjach, które nasz ulubieniec z Włoch wyłapałby jedną ręką. Przy kolejnych 12 wpuszczonych bramkach mógł zachować się zdecydowanie lepiej, a wszystkie łączy jedno – trochę poważniejszy ligowiec spokojnie mógłby coś wyjąć. Pewnie nie wszystko, ale kilka z pewnością tak. Jego konta w żaden sposób nie obciąża tylko 15 straconych przez Zagłębie goli.

Kto wierzył, że latem Gliwa odbuduje formę i w nowym rozdaniu zacznie bronić chociaż przyzwoicie, bardzo szybko musiał zejść na ziemię. Najpierw z podania Gliwy skorzystał Akahoshi, pieczętując inauguracyjne zwycięstwo Pogoni w Lubinie, później pierdołowatość bramkarza Zagłębia wykorzystał Budziński, wtaczając piłkę do siatki z prawie 30 metrów, a wczoraj na wyżyny absurdu wyniósł go Łukasz Garguła, uderzając z wolnego w myśl zasady „byle w bramkę”. Lubinianie mogli mieć na koncie przynajmniej sześć punktów więcej i miejsce w górnej połówce ligowej stawki, a przez Gliwę balansują właśnie nad strefą spadkową.

Nasz subiektywny ranking jego baboli w Zagłębiu przedstawia się następująco:

9. Donald Djousse (Pogoń 4:0 Zagłębie) – ostatni gol dla Portowców: komedia w obronie podsumowana bezsensownym klasycznym padem Gliwy bez jakiejkolwiek reakcji na strzał napastnika.


Pogon – Zaglebie 4:0 przez _gosc_ (od 5:32)

8. Łukasz Janoszka (Zagłębie 2:3 Ruch) – kolejna firmowa akcja Gliwy, czyli rzut w miejscu do lecącej metr obok piłki.


Zaglebie – Ruch 2:3 przez _gosc_ (od 2:24)

7. Jakub Smektała (Zagłębie 2:3 Ruch) – Smektała w ostatniej minucie meczu wali wprost w bramkarza Zagłębia, który – tradycyjnie – odbija piłkę wprost pod jego nogi, co kończy się oczywiście golem.


Zaglebie – Ruch 2:3 przez _gosc_ (od 2:45)

6. Takafumi Akahoshi (Zagłębie 0:2 Pogoń) – dośrodkowanie z lewej flanki i kolejna idealna asysta Gliwy, z której skrzętnie skorzystał Japończyk.


ZP przez MeczeTV_PL (od 2:45)

5. Łukasz Madej (GKS Bełchatów 3:2 Zagłębie) – tor lotu piłki po uderzeniu Wacławczyka minimalnie zmienił Madej, ale i tak futbolówka leciała dokładnie w niego. Idealna do złapania, jednak nie dla kogoś, kto akurat leży i korzysta z uroków bełchatowskiego słońca.

(od 2:40)

4. Pavol Stano (Zagłębie 2:1 Korona) – uderzenie z 248 metrów Lisowskiego i standardowe sparowanie do środka wprost pod nogi Stano. Gliwa chyba nie do końca ufał obrońcy Korony, więc po małym zamieszaniu, tak na wszelki wypadek, sam wepchnął piłkę do bramki.


Zaglebie – Korona 2:1 przez _gosc_ (od 1:47)

3. Marcin Budziński (Zagłębie 0:1 Cracovia) – unik bramkarza godny bokserskich sław i zdziwiony strzelec bramki.

2. Łukasz Garguła (Wisła 1:0 Zagłębie) – najświeższy popis bramkarza Zagłębia. Uderzenie lekkie i proste do obrony, ale Gliwa postanowił zabawić się w Świętego Mikołaja i podarować Wiśle gola.


Wisla – Zawisza 1:0 przez _gosc_ (od 0:50)

1. Liran Cohen (Zagłębie 1:2 Podbeskidzie) – gdyby nie ten gol to pewnie za rok-dwa nie pamiętalibyśmy nawet, że taki zawodnik kiedykolwiek u nas grał. Możemy napisać, że bardziej Gliwa skompromitować już się nie mógł, ale wolimy nie ryzykować, że w najbliższym czasie spróbuje nas sprostować.


Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (0)