Alfabet świra, czyli co kryją kartofliska…
Weszło

Alfabet świra, czyli co kryją kartofliska…

Pojechał zwiedzać niższe ligi belgijskie, bo zaciekawił go klub o nazwie RFC Huy. Uwielbia prowincjonalne drużyny z Walii. Sprawdził, czy istnieje liga w Karabachu. Mówi, że najlepsze derby to derby… Spakenburga. W skrócie: nie przepada za nowoczesnym futbolem. – Takie Załubice, proste boisko bez trybuny i krowy pasące się dookoła. Kiedyś pstrykam zdjęcia zaraz przy linii bocznej, podbiega do mnie sędzia, myślę, że mnie opierdoli, a ten do mnie „Tam rób zdjęcie, przecież ta krowa zaraz wpierdzieli tę chorągiewkę w narożniku”. Against Modern Football – mówi Radosław Rzeźnikiewicz, autor strony kartofliska.pl, na której zobaczycie gole Jerzego Podbrożnego dla Orła Kampinos.
Alkohol – ludzie myślą, że jak niższe ligi, to wszyscy na meczu łażą napierdoleni. A tak nie jest. Przynajmniej nie zawsze. Chociaż strona tak mi się rozrosła, że czasem dostaję maile typu „trochę mi nie wypada, bo jestem trenerem chłopaków, ale zapraszam do siebie. Po meczu będzie niezłe chlanie. Wpadnij!”. Oni mnie znają tylko z Internetu, a zapraszają. Nie powiem, czasem wpadnę. Zawsze podkreślam swoje hasło „Nie ma futbolu bez alkoholu”. Na meczu często pojawiam się z browarem i nigdy tego nie ukrywam. Wiadomo, że oni mi piszą o tym chlaniu, ale tak naprawdę, to chcą, żebym coś nagrał i napisał. O to głównie chodzi zapewne. Nie wierze, że głównym celem zaproszenia jest to, że jestem niby taki fajny. Picie jest przy okazji, aczkolwiek całkiem przyjemna ta okazja, nie powiem. Dla alkoholowej równowagi od 12 lat grywam w szóstkach w drużynie Abstynenci Warszawa.

Bilety – z biletami w niższych ligach to jest tak, że na Mazowszu praktycznie się nie przyjęły. Czasem po pięć złotych płacisz np. na Targówek, ale w pozostałych częściach Polski słyszę, że bilety są wszędzie. Ktoś tam chodzi i zbiera do kapelusza. Inna bajka niż np. w Anglii, bo tam na siódmą ligę płaciłem 10 funtów, czyli na nasze jakieś 50 zł. Dla nas to dużo, ale tam luzik, oni wiedzą, że ich lokalny klub tego potrzebują. Polak by nie zapłacił. Oni płacą.

Najdroższy bilet, jaki kupiłem to na klasyk Real – Barca. Wydałem 500 euro za mecz, co jest hardcorem, ale byłem trochę zmuszony. Miałem bilety lotnicze kupione tanio, potem konik miał mi sprzedać za 300 euro, ale w końcu zadzwonił i podniósł cenę do 500… A jak nie dopłacę, to co? To gówno. Musiałem zapłacić, ale czy było warto? Raz na pewno. Nie ściemniam, że czasem lubię dołożyć do wyjazdu, nie załatwiam tego w najtańszy sposób. Ktoś pyta mnie, ile to kosztuje, to mówię – nie wiem. Można to zrobić za kilka stów, a można trochę drożej. Jak jeżdżę, to wolę wyspać się w hotelu niż zawracać komuś głowę i leżeć na materacu. Ale są ludzie, którzy wbijają na jakieś przenocowanie, kupują bilety lotnicze z wyprzedzeniem i jakoś się to kręci.

Chrząstawa – wizytówka ruchu Against Modern Football, bo masz tam wszystko, co jest nienowoczesne. Stadion, który jest w polu i nawiedzają go dziki albo zawodników, którzy nie wyglądają jak zawodnicy. Jeśli masz grubą siostrę albo grubego brata, to niech przyjadą do Chrząstawy i zobaczy, że tacy jak oni albo gorsi też uprawiają sport. Fajna rzecz. Jestem tam raz na jednym meczu, do przerwy wynik 2:1, pytam jak będzie w drugiej połowie i gość mi mówi: chujowo. Oni atakują teraz na lepszą bramkę, jedną połowę mamy zaoraną przez dziki, a drugie 45 minut będziemy bronić się na tej równiejszej części więc rywale z piątkę pewnie strzelą. No i takie to podejście. Zobaczyłbyś infrastrukturę, to nie pomyślałbyś, że tam można grać w piłkę. Łąka na środku lasu, fałdy, obok bagno. W ogóle, to film o nich powstaje. Półtora roku to kręcili. To będzie WOW. Oni wszystko przegrywają. To, co nawet wygrali, to im cofnęli na walkowery, bo zawodnicy grali na lewo. Jest tam tez wyrazisty prezes Bohdan Kwaśniak. Starszy pan, człowiek orkiestra. Bez niego nie byłoby tam żadnej piłki. Oby takich ludzi było jak najwięcej.

Filmik z meczu Chrzastawy. Dla niektórych to kabaret.

Dziecinów – czyli Wisła Dziecinów, zasłużony dla Kartoflisk zespół, bo stamtąd pochodzi krowa, która jest na zdjęciu głównym strony. W tym Dziecinowie po jednej i po drugiej stronie boiska jest woda. Zawodnicy pisali mi, że boją się wykonywać róg, bo dłuższy rozbieg i możesz wpaść. Z drugiej strony, żeby rozegrać piłkę musisz wejść na ulicę. A to jest dość często uczęszczana asfaltówka na Puławy. Dziecinów daje radę.

Europa – najwięcej po kontynencie jeżdżą Niemcy. Kiedyś byłem na meczu Mazovia Mińsk Mazowiecki – Victoria Kałuszyn i chciałem wyrobić sobie „akredytację”, żeby być na płycie i zobaczyć oprawy. Okazało się, że jest problem, bo już pięć osób o to prosiło. Kto? Niemcy. Pięciu groundhopperów uznało, że będą oglądać mecz siedleckiej Ligi Okręgowej. Pytam potem „może jakieś piwo po meczu?”. A oni, że jadą teraz na Siarkę… I tak sobie jeżdżą. Na wszystko za darmo wchodzą, bo wystarczy, że pokażą jakiś niemiecki dokument i wszyscy „eee, o co chodzi?”.

Fanatyk – od kilkunastu lat jestem wydawcą programów tv, więc rok temu robiliśmy program „Fanatyk – Magazyn zapalonego kibica (ten zapalony miał być oczywiście od rac)”. To się tak trochę z niczego wzięło. Przyszli do mnie ludzie i mówią „zrób program o groundhoppingu”. A ja nie chciałem programu o swoich podróżach bo co w tym niby takiego ciekawego i trochę to przekabaciłem, żeby zrobić o kibicach. Było wtedy dużo akcji, że kibice są be, że są negatywni, więc powiedziałem: „zróbmy to w drugą stronę”. Jako odpowiedź. Byłyby jajca, jakby to poszło w telewizji. Oczywiście dużo było problemów po drodze, o których nie chcę teraz mówić. Powiem tylko, że samo to, że w tamtym momencie poszło to w telewizji było sporym sukcesem. Niektórzy narzekali na zbyt duże wybielanie środowiska kibicowskiego. Może i tak było. Trochę wynikało to z tego, że na tematy trudniejsze typu chuliganka nikt nie chciał mówić do kamery. Liczące się ekipy odmówiły występów przed kamerami, a jak one nie chciały, to bez sensu, żeby na te tematy opowiadały osoby niewiarygodne. Puściliśmy w sumie sześć odcinków, potem z obu stron nie było woli kontynuowania. Wiadomo, że jak robisz to dla telewizji, to zawsze ktoś się trafi, kto zapyta cię: „A oni muszą tak drzeć te mordy?”. Nie mówię, że ktoś aż tak upierdliwy się trafił, ale czułem w kościach, że jest blisko. Musiałbym iść na kompromisy, a nie chciałem.

Głupie nazwy – w niższych ligach to normalka, ale mnie już one tak nie dziwią. Ktoś usłyszy Bóbr Tłuszcz i haha, inny powie Wicher Kobyłka i to samo. A dla mnie to jest oklepane. Ostatnio byłem na meczu w Mordach (Polonez Mordy) i w ogóle mnie to nie śmieszyło. No może troszkę, Mordy grały w sumie z Laskarem Laski więc aż się kusiło o tytuł relacji „Laski w Mordach”. Ciekawą nazwę ma drużyna w Walii. Jest tam klub z miejscowości Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch. Tylko prezes potrafi ją całą wymienić.

Holandia – częsty kierunek groundhopperów. Jeździłem tam na pierwsze zloty. W ciągu 2 dni można było obejrzeć pięć meczów i skosztować ciastek z coffee shopu. Przed meczem Willem II zjadłem ich kilka, a dopiero potem dowiedziałem się, jakie jest przełożenie takiego ciastka na zwykłego jointa. Idę na stadion, wchodzę do autobusu i chce mi się chodzić! A nie ma jak, bo cały autobus zawalony. To była najdłuższa podróż na stadion. Potem na stadionie kazali mi siedzieć, a ja nie mogłem. W ogóle dziwne uczucie. Oglądasz mecz, coś czujesz, że chce ci się lać i się zastanawiasz czy iść do toalety czy już się zlałeś w gacie. To jest właśnie urok ligi holenderskiej. Także mówię – z ciastkami przed meczem uważnie.

Jedność Ł»abieniec – od tego wszystko się zaczęło. Jeździłem rowerem po Mazowszu, bo chciałem się odchudzać i trafiłem na ich stadion. Zgubiłem się i pomyślałem: kurwa, jak już dojechałem do jakiegoś Ł»abieńca, to zacznę teraz sobie jeździć po stadionach. Chciałem mieć cel. Zobaczyć obiekt A, potem dotrzeć do B. I tak się kręci. A potem dalej i dalej, trzeba było na wyższy poziom wejść, więc zacząłem latać za granicę. Ostatnio trochę odpuściłem, ale w Polsce dalej jeżdżę jak głupi, tyle że już po meczach. Ostatnio w sobotę byłem na pięciu. Wyszedłem o 9 rano, wróciłem o 23.

Pod „J” możemy też dać Jabłonną, gdzie trenerem jest Kazimierz Buda. Chyba najbardziej żywiołowo reagujący trener w lidze. Jak piłkarz stracił piłkę, to wyleciał z ławki i krzyknął raz „Kurwa! Jak przy następnej takiej nie przyjmiesz, to ja cię zabiję, kurwa!”. Kapitalna motywacja. Zajebać zawodnika w trakcie meczu…

Karabach – nie widziałem tam żadnego meczu, ale próbowałem. Można tam wjechać z Armenii, z Azerbejdżanu nie wjedziesz. Pojechałem sprawdzić, czy jest tam jakaś liga, ale nie było. Kiedyś tak, teraz już nie. Ł»eby tam wjechać musisz mieć zezwolenie z ambasady na odwiedzenie konkretnej miejscówki.Jest tam jedna miejscowość, która się nazywa Agdam i tam się nie dostaniesz. Agdam w zasadzie nie istnieje. Tam są same fundamenty, wojsko stacjonuje. Teraz jest drużyna Karabach Agdam, ale gra w Baku. No i pamiętam, że jak byłem u nich w odwiedziny, to akurat Wisła grała w eliminacjach. Pomyślałem: „kurwa, jak oni przepierdolą z czymś takim, gdzie nawet nie ma miasta to…” , no i potem sprawdzam w kafejce internetowej (strona ładuje się tyle, co u nas 15 lat temu) i bach, przegrali. Byłem kilkanaście kilometrów od Agdam i widzę, że Wisła poległa z czymś takim. Szok. Latem z ciekawości wybrałem się na Piasta, bo też z nimi grali. Kibice wywiesili nawet prowokacyjną flagę Górskiego Karabachu. Malutką, ale na oficjalnej stronie Karabachu na Facebooku nie przeoczyli. Wkurzyli się i dali napis: „Fuck Armenia, fuck Poland, fuck Piast”.

Mecze – od pół roku nagrywam całe. Był czas, że koncentrowałem się tylko na sferze kibicowskiej, w końcu stwierdziłem, że przegiąłem i zacząłem patrzeć też na to, co dzieje się na boisku. Nagrałem kilka meczów, zaczęli odzywać się zawodnicy. Zrobiło się ciekawie. Zwykłym aparatem to robię, chociaż z racji swojego zawodu mógłbym robić na lepszym sprzęcie, ale po co? Surowość w Internecie jest fajna, a ja robię to, bo lubię, a nie chcę robić na tym pieniędzy. Niższe ligi naprawdę są zajebiste. Ludziom się wydaje, że nic tam się nie dzieje, a gole padają praktycznie takie same, jak w wyższych ligach. Tam nikt nie myśli o defensywie. Wszyscy idą do przodu. Każdy chce coś strzelić. A ja to nagrywam. I potem siedzę na meczu i słyszę, jak gość z gościem gadają obok „a widziałeś tę bramkę na kartofliskach?”. I to jest fajne. Nie mam tylko czasu, żeby to wszystko nagrywać zawodnikom, a proszę coraz częściej. Musiałbym wtedy chyba zrezygnować z roboty i życia prywatnego (i tak dość ubogiego przez te wszystkie mecze). Ludzie chyba nie mają świadomości, że wszystko od początku do końca robię sam.

Bramka bezpośrednio z rzutu rożnego w lidze LZS:

Pod M dorzuciłbym jeszcze „Moją Miesiączkę”. Mój comiesięczny „program” będący podsumowaniem mych wojaży. Jest to jedyna audycja sportowa na świecie, która była polecana przez Youtuba w kategorii „Menstruacja”.

Niższe ligi belgijskie – byłem, owszem. Zaciekawił mnie klub RFC Huy. Stwierdziłem, że jak oni się tak fajnie nazywają, to ja do nich pojadę. Na miejscu okazało się, że nie mają żadnych pamiątek. Pytałem o cokolwiek, a oni zdziwieni, że jakiś koleżka z zagranicy wpadł. Sprzedali mi w końcu jakiś szalik i naklejkę. Jedyne, jakie mieli. Wydziadowałem. Ale nie zawsze jestem taki uparty, bo jak byłem w Lokeren i gość mówił mi „chodź, pokażę ci zdjęcie Lubańskiego i Laty”, to powiedziałem „pierdolę to”. Co mnie obchodzi Lato i Lubański? Widzę ich codziennie w telewizji. Bez jaj. A oni w szoku.

Obserwacje, czyli scouting – wiele osób mi to sugeruje. Niektórzy nawet mówią, że jestem scoutem. A ja nikim takim nie jestem, bo się na tym nie znam. To jest zwykły fun. Nie chcę przekuwać tego w biznes. Widziałem jakiś czas temu Brazylijczyka w Luciążance Przygłów, nagrałem kilka jego bramek, to wzięli go do Concordii Piotrków. Kto wie… Może na podstawie tego. Nie no bez jaj. Nie na podstawie tego, ale spokojnie mógłbym zmontować taki filmik, że wyglądałby nie gorzej od Neymara czy jak on się tam nazywa. W ogóle to kumpel napisał mi ostatnio, że był na meczu szóstej ligi w LZS Piotrówka, a tam sami Brazylijczycy. I, że ta Piotrówka ma też trzecią drużynę w 8 lidze i tam tez są sami Brazylijczycy. Wyobrażasz to sobie? Jakiś kosmos. Co oni tam robią?

Podbrożny – czasami ludzie mówią mi, że w tych niższych ligach można spotkać znane nazwiska. Ogólnie nie zwracam na to uwagi, ale byłem na LKS II Chlebnia z Orłem Kampinos i okazało się, że u gości grającym trenerem jest Jurek Podbrożny. Podobno pracuje w firmie, której właścicielem jest prezes klubu. Jak byłem na tym meczu, to miałem wrażenie, że tym trenerem jest trochę na siłę. Bo po co taki gość, kiedy na mecz przyjeżdża 10 zawodników? Jak nie było bramkarza, to musiał stanąć ktoś z pola, a Podbrożny wszedł do składu. Chodził po tym boisku, niczym się nie wyróżniał, ale jak nagle pieprzpnął w okno… No klasa. Jurek Podbrożny w formie z Ligi Mistrzów.

Race – mówiłem, że nakręcają mnie tematy kibicowskie, więc nie może zabraknąć kilku słów o racach. Dla mnie nie ma piękniejszego widoku na stadionie. Nie lubię fajerwerków w sylwestra, jakiejś dziwnej pirotechniki, ale w połączeniu z piłką to są dodatkowe emocje. A tak naprawdę, czy komuś robi to coś złego? To są takie przypadki, że na pielgrzymce do Częstochowy procent pedofilii byłby większy. Od zawsze jestem za racami, nawet jak wydawałem kiedyś Rower Błażeja (haha), to zrobiłem program, gdzie postawiłem tezę, że oprawy nakręcają kibiców i nakręcają cały futbol, bo ludzie przychodzą głównie na oprawy, płacą kasę za bilety, a ta kasa idzie na piłkę. I był gościem Strejlau, który mówił: „świetna myśl!”. To było 10 lat temu. Teraz powiedziałby „Race?” . A wtedy mówił, że kapitalne. Chciałbym to teraz gdzieś odgrzebać.

Spakenburg – nikt nie wie, co to za miasto, a w Europie odbywają się tam najlepsze derby, na jakich byłem. Trzecia albo czwarta liga. Poziom amatorski. Miejscowość na kilka tysięcy, ale są dwa zespoły jak Liverpool i Everton – jedni czerwoni, drudzy niebiescy. Mają stadiony oddalone od siebie o 20 metrów. Dosłownie za płotkiem. I ich rywalizacja jest kosmiczna. Z pokolenia na pokolenie musisz być albo niebieski, albo czerwony. Jak są derby, to zamykają sklepy, knajpki. W mieście przed meczem jest prohibicja (do ostatniego gwizdka), ale ludzie radzą sobie i organizują domówki. Jak byłem na zaproszenie niebieskich, to zrobiłem filmik, po którym ludzie z Holandii napisali „Wpadaj za rok do czerwonych. Robię u siebie w domu imprezę na 150 osób. Zawsze gra gwiazda holenderskiej piosenki”. Takie jaja. A potem na meczu serpentyny, emocje, no coś niesamowitego. Po meczu obie grupy kibiców piją w halach koszykarskiej za swoimi stadionami. Poszedłem do hali niebieskich, a tam załamka. Nikt się nie odzywa. A za chwilę jestem u czerwonych i celebracja jakby zdobyli mistrzostwo świata. Kurwa, naprawdę. W tabeli mecz o nic, a oni robią z tego święto. Przemowy, zaraz jakieś Harlem Shake, zawodnicy razem z kibicami biegają z koszami na głowie. Derby Spakenburga… Jak rozmawiałem z różnymi groundhopperami, to mówili, że to najlepsze derby w Europie. Mówiłem jajca, jajca, aż pojechałem i się przekonałem.

Zawodnicy i kibice Ijsselmeerogels świętują zwycięstwo w derbach:

Trybuny – jeśli chodzi o emocje, zdecydowanie polecam Belgrad. Byłem tam dwa razy, teraz jadę po raz trzeci. To jest inny poziom. Pamiętam, że kiedyś bramkarz Crveny powiedział, że nie zagra nigdy dla Partizana, po czym wrócił z zagranicy i… zagrał. Jakie oni mu wtedy piekło zgotowali… To był szok. Godzinę przed meczem piłkarze rozgrzewali się na bocznym boisku, żeby nie prowokować kibiców, a ten skurwiel jako jedyny wybiegł rozgrzewać się na boisko. Tam wszystko jest prowokacją. Jak schodził do tunelu, to rzucali w niego racami, petardami. Ledwo uciekł. Niby ten tunel można było łatwo przedłużyć, ale po co? Także mówię – derby Belgradu to zdecydowanie number 1. Racowiska na zmianę. Mało wtedy zwracasz uwagę, co się dzieje na boisku, bo ciągle patrzysz na trybuny.

Walia – byłem tam ostatnio na meczach 3. i 4. ligi. Kupiłem sobie nawet magazyn o walijskim futbol i tam zaskoczenie – artykuł o New Saints, że to tamtejszy Bayern Monachium. „Skoro my przegrywamy z mistrzem Polski 1:3 i 0:1, to znaczy, że stworzyliśmy wielki zespół”. Takie rzeczy można było tam przeczytać. Ale nie o tym chciałem mówić. W Walii spodobały mi się tzw. groundhoppy. Chłopaki dogadali się z federacją, że w ciągu najbliższych trzech lat jedna kolejka w sierpniu będzie ustalana pod groundhopperów. Tak, żeby mogli zobaczyć jak najwięcej meczów. My przez cztery dni obejrzeliśmy tak jedenaście spotkań. Mieliśmy wynajęte autokary i jeździliśmy. To jest zajebista sprawa, bo zwykle na 3. ligę chodzi 30 osób, a jak my zaczęliśmy jeździć, to nagle zrobiło się 300. Gospodarz wydawał programy, był catering. Zarabiał na jednym meczu nawet z 2,5 tys. funtów. Dla takich amatorskich zespołów to są pieniądze, dzięki którym żyją ponad rok albo półtora. Opłacają za to sędziów, autokar itd. Umowa jest podpisana na 3 lata, żeby każdy mógł zagrać u siebie. Naprawdę super to wszystko przemyśleli. U nas niestety jest to niewykonalne. Tam każdy kupi ciastko, kiełbasę itd. U nas jak zrobisz bilety za 4 zł, to przyjdzie ci koleś i powie „ale zdzierstwo. A nie ma ulgowych za 1,5 zł?”. Tak zazwyczaj wygląda idea „Support Your Local Football Team” w wersji polskiej.

Vozdovac – jak usłyszałem, że budują boisko na dachu, to pomyślałem, że w ogóle mnie to nie obchodzi. Ale tyle dobrego nasłuchałem się o ich kibicach, że niedługo się tam wybieram. Ich kibice to Invalidi. Mają charakterystyczny ten sam tatuaż na szyi. Kiedyś kibice Radu Belgrad poderżnęli gardło ich liderowi, a teraz jego imieniem nazwany jest stadion. Szacunek dla nich.

Załubice – Esencja kartoflisk. Proste boisko bez trybuny i krowy pasące się dookoła. Kiedyś pstrykam zdjęcia zaraz przy linii bocznej, podbiega do mnie sędzia, myślę, że mnie opierdoli, a ten do mnie „Tam rób zdjęcie, przecież ta krowa zaraz wpierdzieli tę chorągiewkę w narożniku”. Against Modern Football.

WYSŁUCHAŁ PAWEŁ GRABOWSKI