Mistrzostwa wstydu. Areny katarskiego mundialu stawiane rękami niewolników
Weszło

Mistrzostwa wstydu. Areny katarskiego mundialu stawiane rękami niewolników

FIFA zapowiadała, że mundial w Katarze będzie turniejem bajecznym. Każdy ze stadionów miał być architektonicznym cudem, niezwykłym projektem, możliwym do zrealizowania tylko i wyłącznie w kraju, w którym przeciętny obywatel ma złote klamki nawet w szopie na drewno. Cóż, bajkowa metafora się sprawdzi, ale wówczas gdy znacie jakąś opowieść na dobranoc o obozach pracy, niewolniczym zasuwaniu od rana do wieczora, spowszedniałej śmierci na budowie. – Nie ma sensu pytać, czy przygotowania do Mistrzostw Świata są oparte na przymusowej pracy. To codzienne realia – przekonuje Aidan McQuaide, szef organizacji Anti-Slavery International.
Nepal. Jedna z tysięcy małych, zapomnianych przez świat wiosek. Cała rodzina zapożycza się, by jeden z jej członków, młody chłopak, mógł pojechać do Kataru. Przed nim wielkie perspektywy pracy za zupełnie inne pieniądze. Które wystarczą i jemu na dostatnie życie, a także mocno wspomogą jego bliskich. Jednak w punkcie przerzutowym w Indiach jego początkowa umowa zostaje podarta. Ma do wyboru albo podpisać dwa razy gorszą, albo odejść. Obciążony zostaje też długiem, który musi zaciągnąć, bowiem pojawiły się dodatkowe koszty, na przykład wyrobienie fałszywego paszportu. Chłopak nie ma wyjścia, przecież nie wróci. Pieniądze zostały w niego zainwestowane, są nie do odzyskania, a wszyscy w domu na niego liczą. Gdy dojeżdża na miejsce okazuje się, że musi pracować nawet przy kilkudziesięciostopniowych upałach. Zabezpieczenia na wysokościach – minimalne. Obciążenia wielkie, zakwaterowanie w zarobaczonych obozach. Po sześciu tygodniach jest już w trumnie i tak wraca do domu. Rodzina? – Nie mam jak spłacić długu. A wiem, że pożyczkodawca nie będzie miał litości. Nie chcę już nigdy słyszeć o Katarze – opowiada jego ojciec. Historię odkrywamy dzięki dochodzeniu “The Guardian”.

Image and video hosting by TinyPic

Inni nie mają lepiej. Poznajemy człowieka, który ze stresu całkiem wyłysiał. Nie ma nawet brwi i rzęs. – Nie dostawałem pieniędzy, a mimo to przychodzili do mnie o drugiej w nocy, budzili biciem i zmuszali do pracy. Gdy poszedłem na policję, mieli nas gdzieś. Pewnego dnia pracowaliśmy przez dwadzieścia cztery godziny bez przerwy, bez jedzenia. Gdy zgłosiłem protest, szef mnie zaatakował i odmówił płacenia. Od dwóch miesięcy muszę błagać, by mieć co jeść. Nie wysłałem do domu, do mojego syna i żony, ani jednej rupii – opowiada jeden ze zdruzgotanych mężczyzn. Katar zniszczył mu życie. Takich historii jak powyższe są tysiące. Ambasada Nepalu jest okupowana przez oszukane osoby, które marzą już tylko o jednym: dajcie nam wrócić. Umowy są skonstruowane jednak w taki sposób, że pracownik nie może się zwolnić. Gdy do tego dochodzą wymuszone zadłużenia, mamy definicyjny przykład nowoczesnego niewolnictwa. Raj, który okazał się piekłem. Stadiony ze snów, budowane na krwi prostych ludzi. Maya Kumari Shara, nepalski ambasador w Katarze, określił emiraty jako „otwarte więzienie”.

W żadnym kraju na świecie nie ma takiej ilości imigrantów wśród pracowników. Więcej niż dziewięćdziesiąt procent osób zatrudnianych na budowach to obcokrajowcy. Międzynarodowe dochodzenie, które przeprowadzono tylko pod kątem obiektów na mistrzostwa udowodniło, że ludzie nie otrzymują wynagrodzenia od miesięcy, zatrzymywani są w kraju siłą, albo sposobem – konfiskatą paszportu albo karty ID. Bez nich są niczym, nielegalnymi, nadającymi się tylko do więzienia. W obozach żyje po kilkanaście osób na jeden pokój, dochodzi do sytuacji, gdzie jedna obskurna kuchnia przypada na kilkuset mężczyzn. Kwaterunek jak za Stalina: brud, robactwo, insekty, choroby. Tak firmy operujące w jednym z najbogatszych krajów świata, wykorzystują ludzi z jednego z najbiedniejszych regionów.

Image and video hosting by TinyPic

Przez długi czas w FIFA panowała zmowa milczenia nad tym tematem. – Gdyby światowa centrala piłkarska chciała, ma dość wpływów by zmusić tamtejszych wykonawców do poprawy warunków, w jakich pracują ci ludzie – przekonuje Sharan Burrow z „The Guardian”. Balon pękł z wielkim hukiem, rozniósł się smród po światowej prasie, wreszcie więc nawet notable z FIFA musieli zająć się sprawą. – Zdrowie, bezpieczeństwo i szacunek każdego pracownika, który przyczyni się do Mistrzostw Świata jest naszym priorytetem. Zamierzamy niezwłocznie poczynić kroki, by wszystko uległo poprawie – oświadczył przed kilkoma dniami Jim Boyce, jeden z wiceprezydentów centrali piłkarskiej. Nigdy nie jest za późno, by wprowadzić pozytywne zmiany, to jasne. Ale mleko już się wylało. To kolejna wielka kompromitacja związku. – Wszyscy dyskutują o tym, jak ciężko będzie przy takiej pogodzie grać piłkarzom – mówi Umesh Upadhyaya, generalny sekretarz General Federation of Nepalese Trade Unions – a jednocześnie ignorują krew i pot, które przelewają każdego dnia ludzie na budowach. Pracując po osiem razy dłużej, niż trwa piłkarski mecz.

A przecież to tylko wierzchołek góry lodowej. Budowane od zera Lusail City, mające olśnić świat, otoczone jest ze wszystkich stron obozami pracy. Sam turniej to klęska za klęską – do korupcji, kontrowersji pogodowych, doszły warunki pracy jak za czasów faraonów.