Micanski w końcu się przypomniał, ale w niezbyt udany sposób…
Weszło

Micanski w końcu się przypomniał, ale w niezbyt udany sposób…

Robert Lewandowski już od dłuższego czasu robi w Niemczech furorę, Artjoms Rudnevs wyrósł na razie na lokalnego bohatera HSV, a Arkadiusz Milik w dłuższej perspektywie ma zrobić furorę właśnie na poziomie Lewego. Jednak wśród najlepszych napastników ekstraklasy wyjeżdżających do Bundesligi gdzieś zagubił się Ilijan Micanski. A przecież wyjeżdżał w tym samym czasie, co Lewandowski, będąc w klasyfikacji strzelców numerem dwa.
Przyznamy szczerze, że o Micanskim zapomnieliśmy zupełnie. Zajrzeliśmy jednak wczoraj na stronę „Bilda”, a tam jedna z głównych informacji właśnie o Bułgarze. Ha, to pewnie jakiegoś hat-tricka ustrzelił, zagrał świetny mecz? No, nie, niestety nie…

93. minuta meczu drugiej ligi niemieckiej Union Berlin – Ingolstadt, na tablicy wynik 1:1. Rzut karny mają goście, piłkę na jedenastym metrze ustawia Micanski. To strzał na wagę tego, czy Bułgar – jak pisze niemiecka prasa – zostanie bohaterem czy antybohaterem. Postanawia zaryzykować, uderza w stylu Antonina Panenki czy Andrei Pirlo i…

Było blisko, bardzo blisko. I choć dla Ingolstadt ten mecz nie ma wielkiego znaczenia, bo zespół o nic już nie walczy, wszyscy do Micanskiego mają ogromne pretensje. Andre Mijatović, kapitan, mówi: – Zachował się arogancko i to nie powinno się wydarzyć!

To już trzeci sezon, odkąd Ilijan „Tak się bawi Bułgar w Polsce” Micanski (pamiętacie to jeszcze?) opuścił Zagłębie. Jeśli wyjazd do Niemiec miałby oceniać pozytywnie, to chyba głownie w kwestiach finansowych. Piłkarsko? No, bywało nie najlepiej. Kaiserslautern go wzięło i chyba od razu pożałowało. W pierwszym roku Bułgar częściej, niż w Bundeslidze, grał w trzecioligowych rezerwach, w drugim – na ławce usiadł trzy razy, a podnosił się z niej tylko na rozgrzewkę.

Ten sezon w końcu miał być dla niego przełomowy. Po pierwsze, wiosną minionego roku Micanski był na wypożyczeniu w FSV Frankfurt, gdzie w piętnastu meczach zdobył dziewięć bramek. Po drugie, Kaiserslautern wylądowało na zapleczu, gdzie Bułgar dopiero co pokazał, że odnajduje się świetnie. Wystarczy mu zaufać… I co? Jesień, wychodząc dwa razy w pierwszym składzie i zdobywając jednego gola, spisał na straty, a dziś znów przebywa na wypożyczeniu. Wejście do Ingolstadt – choć tydzień temu w debiucie zdobył bramkę – trudno nazwać wymarzonym…