Polski klub na kresach: krótka wyprawa Polonii Wilno do Warszawy
Weszło

Polski klub na kresach: krótka wyprawa Polonii Wilno do Warszawy

Ten mecz miał być dla nich symbolicznymi pięcioma minutami. Kilkunastu chłopaków z Wilna, marzących kiedyś by zostać piłkarzami, przyjechało do Warszawy, żeby zobaczyć, jak to naprawdę jest; Jak jest na stadionie, gdzie szatnie są czyste, murawa równa, nad głowami świecą reflektory, a na trybunach liczba widzów dziesięciokrotnie przekracza tę, przy której zazwyczaj rozgrywają mecze. Pięć minut skończyło się dla nich zbyt szybko. Kiedy na zegarze wybiła szósta minuta stracili pierwszą z dziesięciu bramek.
O Polonii Wilno zaczęło być głośno po uzyskaniu awansu do drugiej ligi litewskiej w zeszłym roku, chociaż powstała w 1990 roku. To debiut dla tego klubu w tak wysokich rozgrywkach. Jednak prawdziwe wyzwanie czekało na nich w Warszawie, w meczu, na który zostali zaproszeni przez sympatyków piłkarzy z Konwiktorskiej. Tam zmierzyli się ze swoją imienniczką. Czarne Koszule, cokolwiek można powiedzieć o ich przestarzałym stadionie i jakości zawodników, stanowiły dla wileńskiej ekipy największe wyzwanie w ich karierach.– Wynik nie jest ważny. Chcemy się tylko godnie zaprezentować – mówili przed meczem zawodnicy. Gdyby wygrali, prawdopodobnie zdobyliby kolejne „mistrzostwo świata” w klubowej historii.

Nasze pierwsze mistrzostwo świata

Mówimy Litwa, myślimy: koszykówka, Vetra Wilno, rozróby polskich kibiców i nieciekawe stosunki polsko-litewskie. Przełożenie na rzeczywistość nie odbiega od stereotypów. Dlatego prowadzenie klubu piłkarskiego w takich warunkach nie może być komfortowe. Prezes nie może być pewny, czy drużyna nie rozpadnie się, ponieważ część zawodników zawiesi buty na kołku i zdecyduje się na emigrację zarobkową. Możliwe, że będzie trzeba nawet wtedy rozwiązać klub (wspomniana Vetra już nie istnieje). Bieda daje o sobie znać młodym ludziom. Oficjalnie Litwa ma już mniej niż trzy miliony mieszkańców, a uciekło z niej 400 tysięcy ludzi. Nieoficjalnie dwa razy tyle.

Image and video hosting by TinyPic
Jedenastka Polonii Wilno (fot. Robert Trzaska, Fundacja Dziedzictwo Kresowe)

Polonia Wilno utrzymuje się dzięki kilku tamtejszym sponsorom, jednak są to sumy, które wypada określić mianem darów na działalność klubu niż stałym wsparciem. Ł»eby działał sprawnie potrzeba 100 tysięcy euro, co przewyższa możliwości darczyńców. – Kiedy awansowaliśmy do drugiej ligi, spojrzałem do budżetu i zobaczyłem, że nie będzie nam łatwo zagrać w wyższej lidze, gdzie są większe wymagania – wspomina pełniący obowiązki prezesa Stefan Kimso. – Polscy samorządowcy, znajdujący się w wileńskiej radzie miasta dali mi potwierdzenie przed sezonem, że zapewnią nam wsparcie. Przychodziłem po pomoc i zamiast konkretów otrzymywałem wskazówki, gdzie mam się udać po dalszą pomoc, z czego nic nie wynikało – opowiada Kimso. Jeszcze w latach 90tych, na początku istnienia klubu, ludzie związani z polskim sportem chętniej wspierali zespół. Drużynie pomogła Legia Warszawa, odpowiadając za przyjazd rodaków do Polski na polonijne mistrzostwa świata. Polonia Wilno ubrana w kolorach Legii Warszawa zdobyła swoje pierwsze mistrzostwo świata. Medale wręczał Kazimierz Górski.

Czarę goryczy w obecnym sezonie przelała sprawa boiska, na którym mieliby trenować zawodnicy. Klub potrzebował stałej bazy treningowej. Kimso przygotował już plan wynajmu obiektu przy polskiej szkole im. Władysława Syrokomli. Polscy radni nie obronili pomysłu prezesa, a stadion przeszedł w ręce spółki „Klub fanów piłkarskich”, która zobowiązała się do remontu boiska. To spowodowało, że Kimso zrezygnował z prezesowania, co robił od początku istnienia klubu. Obecnie pełni obowiązki na tym stanowisku. Polonia utrzyma się w lidze, prawdopodobnie uplasuje się na piątym miejscu, ale nie ma pewności, czy rozegra kolejny sezon na tym szczeblu.

Image and video hosting by TinyPic
Stadion, na którym trenuje Polonia Wilno (fot. Robert Trzaska, Fundacja Dziedzictwo Kresowe)

Image and video hosting by TinyPic
Obiekt Ł»algirisu, gdzie domowe mecze rozgrywa Polonia (fot. Robert Trzaska, Fundacja Dziedzictwo Kresowe)

Jestem takim wileńskim Polakiem

Trudno znaleźć racjonalne powody dla prowadzenia klubu w takich warunkach. – Może będzie to panu trudno zrozumieć – mówi mi Stefan Kimso – ale dla mnie naprawdę jest ważne, żeby moje wnuki mówiły po polsku. Działamy i chyba możemy kilku Polakom na Litwie dać jakąś siłę. Przecież Polacy nie wynieśli się z Litwy, zmieniła się tylko granica. My wciąż tam jesteśmy od pokoleń. Musimy pielęgnować więzi. Niestety, ale proces wynaradawiania trwa. Polacy zmieniają nazwiska na litewskie, żeby mieć łatwiej w życiu – wyjaśnia. Ludzie związani z klubem przypominają radykalne hasło popularne wśród części Litwinów – „Zrobimy wam drugie Kowno”. Kowno, miasto sporów polsko-litewskich jeszcze za czasów międzywojnia, było świadkiem pogromów Polaków w tamtym okresie. Obecnie jest to miejsce trudne do życia dla naszych rodaków, których jest tam garstka. Póki takie hasła będą się pojawiać, jest sens istnienia Polonii Wilno.

Wokół klubu od obecnego sezonu zaczęła gromadzić się grupa kibiców. Zaliczyli udany debiut na litewskich trybunach. Ich liczebność lokuje się w środku stawki ekip kibicowskich na Litwie. Na meczach emanują polskością, czym przykuwają uwagę innych kibiców. – Często ludzie przychodzą na mecze Polonii, żeby zobaczyć kibicujących Polaków – mówi jeden z nich. Ekipa wyróżnia się biało-czerwonymi transparentami, a doping rozpoczynają odśpiewaniem „Roty”. Wymowne. Nie mogło się to spodobać Litwinom o bardziej radykalnych poglądach na polską sprawę w Wilnie. – Podczas sparingu z Ł»algirisem mieliśmy starcie z dużą grupą kibiców i skinów – relacjonuje kolejny. – Organizacja spotkań nie wygląda tak jak u was, w Polsce, gdzie jesteście otoczeni policją i nic wam się nie może stać. W Litwie na meczu jest kilku ochroniarzy. W tamtym meczu za nami nie stał nikt, był tylko las, z którego wybiegli zamaskowani napastnicy – wspomina. To jak na razie jedyny incydent. Litwini mieli w planach powtórkę z rozgrywki, ale na jednym z ligowych spotkań wileńska ekipa została wsparta kibicami Polonii Warszawa. – Litwini przed meczami obserwują, czy pojawiają się nowe twarze w młynie. Jeśli zauważą kogoś nieznajomego, odpuszczają – dodaje.

Image and video hosting by TinyPic

Kibice Polonii Wilno podczas meczu z Gravitasem (fot. Robert Trzaska, Fundacja Dziedzictwo Kresowe)

– W naszym zespole może zagrać każdy, kto akceptuje znaczenie tego klubu i jest dobrym piłkarzem – mówi prezes Kimso. Dlatego w składzie nie brakuje Litwinów. Stanowią oni prawie połowę drużyny. Piłkarze podkreślają, że nie interesują się polityką, chcą po prostu grać. – Myślę, że to przesadzone głosy, że krzywdzi się Polaków na Litwie – mówi Paweł Stempkowski, kapitan drużyny. – Nie mam problemów z tym, że gram z Litwinami. Nie jestem Polakiem z Polski, a bardziej z Wilna– argumentuje. Według piłkarzy za zły obraz polsko-litewskich stosunków odpowiadają w dużej mierze chuligani, którzy zaatakowali kibiców podczas sparingu z Ł»aligirisem.

Kibice wyznają: – Piłkarze to dla nas nic. Nie chodzimy na mecze, żeby ich oglądać. Widzieliśmy, jak prezes po meczu podchodzi do piłkarzy i każe im podejść do płotu i podziękować. Może tyko polscy piłkarze czują, o co tu chodzi – komentują. Mieszanego składu broni prezes Kimso. – Chłopcy przechodzą do klubu, bo upadają inne zespoły. Nie mają problemu, że grają w polskim zespole. Młodsze pokolenie nie myśli w taki sposób jak ja, mają już inne podejście do polskości. Za złe relacje polsko-litewskie w dużej mierze odpowiadają politycy – kończy.


Paweł Stempkowski, kapitan wileńskiej ekipy (fot. Robert Trzaska, Fundacja Dziedzictwo Kresowe)

Orzełki od Górskiego

W mediach można przeczytać, że Polacy na Litwie czują się zostawieni samym sobie, odcięci bez pomocy z kraju. Polski klub piłkarski wpisuję się w ten nurt. Wysyłając kilkanaście listów do Ekstraklasy, PZPN-u czy Polonii Warszawa jeszcze za JW, prosił o wsparcie. Jedynie Ekstraklasa odpowiedziała na prośby, przysyłając worek kilkunastu piłek.

Podczas rozgrzewki piłkarze z Warszawy biegali w jednolitych dresach. Dla graczy z Wilna to obecnie nieosiągalny luksus, dlatego na rozgrzewkę wychodzą już w strojach meczowych. – Chłopcy, którzy grają z nami dłuższy czas, mają jeszcze stare klubowe dresy. Nie mamy pieniędzy dla stroje dla zawodników. Wciąż gramy w tych z poprzednich sezonów. Większość biega w dresach swoich poprzednich drużyn. Nasza drużyna wygląda jak Maryla Rodowicz w „Kolorowych jarmarkach”. – Spodziewa się pan, że nowy prezes PZPN-u nie zapomni o Polonii Wilno? Ma pan w ogóle swojego kandydata? – pytam prezesa. – Ktokolwiek kto będzie, niech kieruje się dobrem piłki. Widzę po Polakach, którzy dostali się do władz miejskich w Wilnie, że szybko zapominają o obietnicach – wyznaje. – Wie pan, kilkanaście lat temu, graliśmy w koszulkach z orzełkiem otrzymanych od Kazimierza Górskiego… Pewnego razu podszedł do nas obserwator i powiedział, że nie możemy grać w symbolach narodowych, kazał je odpruć. Próbuję mu tłumaczyć, że to przecież koszulki od pana Kazimierza, że są wyjątkowe… – Kimso zawiesza głos. – Do dzisiaj mam te orzełki, przyszywane srebrną nicią. Nie mam pretensji do obserwatora, miał przecież rację. Ł»adna drużyna w lidze nie grała z symbolami narodowymi. Nie wiem za to, jak można pomyśleć, żeby usunąć orła z koszulek reprezentacji. Dla mnie to niewyobrażalne…

***

Przed meczem w drużynie Polonii Wilno żartowano, że niektórzy zawodnicy nie wrócą do kraju, jeśli pokażą się z dobrej strony. Nie udało się im, ale nie to było celem wyprawy do Polski. Klub liczy, że wizytą w Polsce zainteresuje chętnych do rzucenia groszem na jego działalność. Póki co zebrane 8 tysięcy złotych podczas meczu to zbyt mało, by klub wystąpił w kolejnej edycji rozgrywek.

DAMIAN DRAGAŁƒSKI

foto tytułowe: AMI / WielkaPolonia.pl

KOMENTARZE (0)