Kolejny milanista politykiem. Kaladze wicepremierem Gruzji
Weszło

Kolejny milanista politykiem. Kaladze wicepremierem Gruzji

Jeszcze niecałe pół roku temu dyrygował defensywą Genoi. Łatwo nie było. Ostatecznie drużyna mająca aspiracje na górne partie tabeli utrzymała się dopiero w kończących ligę taktach. Na dzień przed ostatnim spotkaniem sezonu Kacha Kaladze podjął decyzję o zakończeniu kariery. Futbol zostawił daleko w tyle, chociażâ€¦ nie do końca. Teraz będzie on jego, trzymanym w prawej ręce atrybutem do walki z kryzysem, biedą i pseudodemokracją na własnym podwórku. Postanowił zostać politykiem.
I to nie na jakimś śmiesznym szczeblu. Bycie sołtysem gruzińskiej wsi nie umożliwiłoby mu realizacji swoich idealistycznych planów. Przez wiele lat oglądał swój kraj przez grubą szybę, opływając w dobrach tego świata. Przyglądał się spiskom, wojnom i cierpieniu swoich rodaków. Teraz otrzyma szansę zaistnienia na zupełnie innym niż boisko piłkarskie polu. Człowiekiem, który podał mu przyjacielską dłoń i uczynił twarzą swojego politycznego megaprojektu jest najbogatszy Gruzin – Bidzina Ivanishvili. Jego majątek, szacowany na 6,4 miliarda dolarów, stanowi prawie połowę PKB całego państwa. „Gruzińskie marzenie”. Tak nazywa się jego partia, która dosyć niespodziewanie odniosła zwycięstwo w przeprowadzonych niedawno wyborach parlamentarnych.

– Gruzja jest krajem w którym się urodziłem. To jemu zawdzięczam wszystko co mam, to tam jest moje serce, które krwawi na widok ludzi żyjących w takiej biedzie – mówił Kaladze w patetycznym tonie zaraz po zakończeniu kariery.

Kaladze jest jednym z najbardziej rozpoznawanych ludzi w kraju. Symbolem sukcesu. Być może mógłby zadowolić się pozycją maskotki. Przemierzać kraj luksusową limuzyną i robić jako magnes na wyborców. Być może. Objął jednak funkcję wicepremiera oraz ministra rozwoju regionalnego i infrastruktury. Pozycję, której ważności nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć.

Jednym z czynników, które zaważyły na obraniu przez niego takiej, a nie innej ścieżki jest sprawa jego porwanego i zamordowanego brata. W 2001 roku Levan został uprowadzony przez kilku mężczyzn w przebraniu policjantów. Władze nie zrobiły nic. Jego zwłoki odnaleziono po pięciu latach. – Próbowali nas zdyskredytować na wszelkie możliwe sposoby, ale wygraliśmy te wybory. Były one wolne i demokratyczne. Bycie tutaj, pomoc mojemu krajowi i pomoc ludziom, którzy potrzebują wyjścia z kryzysu jest lepsze niż dojście do finału Ligi Mistrzów – mówi świeżo upieczony polityk.

Program napraw państwa? Chyba trochę idylliczny. Jak sam mówi, najważniejsze są chronienie godności każdego człowieka, wysokiej jakości edukacja oraz opieka medyczna. Ponadto rozwiązanie problemów dotyczących wody i gazu. Jako były sportowiec będzie walczył też o promowanie kultury fizycznej czy rozwój zaplecza. Pragnie zacząć od fundamentów, zainwestować w piłkarską młodzież. Zadania nie są łatwe. Zatrzymanie ciągnącego na bramkę napastnika jest przy nich jak ułożenie dziesięcioczęściowych puzzli.

– Marzę o tym, aby moje dzieci dorastały w wolnym i demokratycznym kraju. Dlatego też sam wystawiłem się w pierwszym składzie w najważniejszym meczu swojego życia – powiedział tuż po wyborach.

Zanim na dobre rozsiądzie się na skórzanym krzesełku w swoim biurze obiecał, że zrobi ostatni krok jako piłkarz. Planuje zorganizować jeszcze oficjalny, pożegnalny mecz, na którym nie zabraknie gwiazd Milanu. Klubu, który jest bodaj najprężniej działającą futbolową fabryką polityków. George Weah, Giovanni Galli, Gianni Rivera, a ostatnio przecież także Andrij Szewczenko. Może oni też zostaną zaproszeni? To chyba unikalna okazja, aby spotkanie piłkarskie bardziej niż widowisko sportowe przypominało polityczny szczyt.

PIOTR BORKOWSKI

KOMENTARZE (0)