„Gdy wchodziłem do szatni, robiło mi się niedobrze”
Weszło

„Gdy wchodziłem do szatni, robiło mi się niedobrze”

– Nie lubię robić czegoś, co nie ma sensu, a praca trenera w Polsce sensu nie ma. Jedynym jest zarabianie pieniędzy (…) Czego chce polski piłkarz? Długiego kontraktu i jak najmniej trenować. Kiedy przyszedłem do Górnika i zobaczyłem tę drużynę… Wspaniała. Tylko nie do piłki. Ja bym tam wprowadziłszkolenie jak u juniorów. Podaj, zagraj, wyjdźâ€¦ Spokojnie, bez przeciwnika. Niech się najpierw tak nauczą. Kiedy wchodziłem do szatni, robiło mi się niedobrze. Tyle było tam negatywnej energii – mówi w wywiadzie dla Weszło Ryszard Komornicki. Polski trener, który przed dwoma dniami objął drużynę wicemistrza Szwajcarii, FC Luzern.

Przejmuje pan wicemistrza kraju, który zajmuje przedostatnie miejsce w lidze i nie wygrał jeszcze ani jednego meczu. Nie usiadł pan przypadkiem na kolejnej bombie?
Ryszard Komornicki: – Kiedy dyskutowałem z bossami, nie obiecałem im, że wejdę do klubu i od razu wygram piętnaście meczów z rzędu. Nigdy nie robię takich rzeczy. Na razie trzeba się poznać, wyczuć i zobaczyć, co jest problemem. Zawodnicy muszą poczuć, że oni też nie są bez winy, że nie biorą pieniędzy tylko za to, jak się nazywają i że wychodzą na boisku. Oczekuje się od nich efektu. Łaski nikomu nie robią.

A już jutro mecz w Lidze Europy z belgijskim Genk…
– Nie ma się co czarować – to na pewno silniejszy, lepiej poukładany zespół i z wyższym budżetem. Ale z drugiej strony, to są mecze pucharowe. Nie można przegrać przed pierwszym gwizdkiem. Gramy o zwycięstwo, a ja na pewno nie będę się tłumaczył, jak wielu trenerów, że „ja ich nie przygotowywałem, to nie moja drużyna, nie biorę odpowiedzialności”. Przejąłem drużynę i zrobię wszystko, żeby doprowadzić w klubie do stabilizacji, jakoś ją poukładać. Wszędzie, gdzie pracowałem, to mi się udawało – poza Górnikiem Zabrze.

Co pan zdoła zrobi z zespołem w ciągu tych dwóch dni pracy?
– Mam przed sobą DVD. Muszę powiedzieć coś drużynie o rywalu, potem jeden trening i do boju. Mamy cztery mecze w ciągu dwóch tygodni. Problem polega na tym, że jak gramy w czwartek, to ja dzień później nie zarządzę treningu taktycznego, bo przecież nie można robić takich rzeczy. W dodatku, póki co temperatury są tak wysokie, że musimy trenować jak najwcześniej, żeby uniknąć tej gorączki.

Mocno zaakcentował pan zdanie o Górniku. Co musiałoby się zdarzyć, żeby podjął się pan jeszcze pracy w kraju, w którym trener traktowany jest, jak krowi placek. To cytat z Ryszarda Komornickiego…
– Do mnie się dzwoni wtedy, kiedy są problemy. Kiedy ktoś coś zepsuł i trzeba po kimś coś poprawić. Wtedy Komornicki jest najlepszy. Gdy jest dobrze, to do mnie nikt się nie odzywa, bo ja nie mam układów i wolę zarabiać pieniądze tak, żeby się tego potem nie wstydzić. Nikt nie będzie mi niczego wkładał do kieszeni za to, że zrobiłem komuś jakąś przysługę. Ze mną się nie kombinuje. A w dzisiejszych czasach kombinuje się, niestety, wszędzie…

Załóżmy sytuację teoretyczną: odzywa się prezes Górnika Zabrze. Mówi: „popełniliśmy błąd, spróbujmy jeszcze raz, zatrudnimy pana…”.
– W ogóle sobie tym głowy nie zawracam. Nie lubię robić czegoś, co nie ma sensu, a praca trenera w Polsce sensu nie ma. Jedynym jest zarabianie pieniędzy. Nic więcej.

„Polski piłkarz nie wie, co to profesjonalizm i ciężką pracą się nie hańbi” – zdaje się, że pana pogląd nie miał się okazji zmienić…
– Podam przykład. Jak to jest możliwe, żeby zawodnik zarabiający pięćdziesiąt tysięcy złotych mówił trenerowi, że on nie będzie grał w obronie, bo się do tego nie nadaje i to nie jest jego nominalna pozycja? My się ośmieszamy. Notorycznie się ośmieszamy! Poważny trener sobie na to nie pozwoli, ale nie u nas. W Polsce najpierw menedżer zadzwoni do dziennikarza. Później dziennikarz napisze na trenera, za chwilę kolejny i jest po trenerze…

Za chwilę może być na przykład po Lenczyku. Śledził pan pierwszą kolejkę?
– Mówią, że najlepsza w ostatnim dwudziestoleciu…

I co pan na to?
– Ja podejrzewam, że bramkarze i obrońcy mieli w ten weekend wolne. Grały tylko linie pomocy i ataku. Oczywiście, bramki świetnie się ogląda, ale trenerzy drużyn, które przegrywały po 0:4 chyba nie są tą kolejką zachwyceni. Dla mnie, jeśli pada tak wiele bramek, to jest przede wszystkim niepokojący sygnał na temat gry obronnej.

Pierwszy sygnał mieliśmy w czasie Euro, a później kilka w pucharach. Dość wyraźnych.
– I wracamy do punktu wyjścia. Na polskiej piłce tylko zarabia się pieniądze. Opowiada się różne bajki, bo interes się musi kręcić, ale to wszystko jest niewiele warte. Co my chcemy zmienić tym, że będziemy mieć nowego prezesa w PZPN-ie? Albo nowego trenera reprezentacji? Ja podziwiam siatkarzy… I to nie dlatego, że oni mają jakieś wyniki, że wygrali Ligę Światową. Nie. Po prostu, jak słyszę ich w wywiadach, to w porównaniu z piłkarzami, to jest wyższa uczelnia i przedszkole.

Bo czego chce polski piłkarz?

Czekam na pana opinię.
– Długiego kontraktu i jak najmniej trenować. Kopnie dwadzieścia metrów obok bramki i uważa, że nieźle uderzył. Kiedy przyszedłem do Górnika i zobaczyłem tę drużynę…

Wspaniała?
– Naprawdę, wspaniała. Tylko nie do piłki. Ja bym tam wprowadził, zamiast trenowania, szkolenie jak u juniorów. Podaj, zagraj, wyjdźâ€¦ Spokojnie, bez przeciwnika, bez presji. Niech się najpierw tak nauczą. Powiem szczerze, jak wchodziłem do szatni, robiło mi się niedobrze. Tyle było tam negatywnej energii.

Uderza pan w zgrane, rozbrzmiewające od dawna tony. Mentalność, podejście…
– Bo ja podejścia do piłki nauczyłem się w Szwajcarii. Kiedyś w Polsce się je szanowało, dzisiaj już się nie szanuje.

Przemawia przez pana taka frustracja, jakby chciał pan coś udowodnić, szczególnie w Polsce, a nie bardzo mógł lub wiedział, jak to zrobić.
– Bo mnie ludzie szanują wszędzie, tylko nie w Polsce. Piłka, ogólnie, jest teraz bardzo ciężka dla trenera – na całym świecie – i my, jako środowisko, sami jesteśmy sobie winni. Niedługo będzie przechodzić się z klubu do klubu po trzy razy w sezonie, żeby tylko się coś działo i żeby zarobić jak najwięcej.

Dlaczego z FC Wohlen wyleciał pan ostatnio po ledwie kilku miesiącach?
– W tym klubie nikt nie wierzył, że można utrzymać drugą ligę. Przejąłem zespół, który był kompletnie nieprzygotowany, który nie potrafił nawet pół godziny w normalnym tempie pograć w piłkę. Musiałem w trakcie sezonu zrobić okres przygotowawczy i jeszcze zdobywać punkty. I co? Udało się – utrzymaliśmy się.

Dlaczego więc pan odszedł?
– Bo bardzo nie lubię, kiedy ktoś podstawia mi pod nos kartki i mówi, że mam grać tak, jak on sobie rozrysował. Z takimi ludźmi pracować nie chcę. A ci panowie byli nagle wielce obrażeni, że robię po swojemu, a nie tak, jak oni planowali.

To co, w Polonii prezesa Wojciechowskiego by pan nie popracował?
– Trzeba rozgraniczyć dwie sprawy – czy zatrudnia się trenera, żeby trenował zawodników, czy po to, żeby wykonywał czyjeś polecenia. Ale nie mam żalu. Zrobić wynik, a potem odejść, to naprawdę duża frajda i przyjemne uczucie. Sądzę, że właśnie dlatego dostałem teraz pracę w Lucernie, bo ludzie w Szwajcarii zobaczyli, co zrobiłem w Wohlen. Dostałem telefon od dyrektora Heinza Hermanna, już było po północy.

Ktoś napisał, że to znów zadanie z gatunku wskrzeszania umarłych.
– Lepiej wskrzeszać umarłych, niż być grabarzem…

Z drugiej strony, każdy klub przejmuje pan na chwilę. Od trzech lat nigdzie nie zakotwiczył pan na dłużej? Jak pan to wytłumaczy?
– Chciałbym jeszcze kiedyś, jak to się mówi, odcisnąć na którymś klubie swoje piętno. Poskładać go według własnego planu. Ale do tego musiałbym dobrać sobie zawodników, ale ja jestem specyficzny trener i potrzebuję specyficznych graczy….

Czyli?
– Takich, którzy zadowoleni będą po zakończeniu kariery, a nie w trakcie. Jak widzę tych wszystkich zachwyconych po dwóch wygranych meczach, to mi puszczają nerwy, bo powtarzam – na zadowolenie zawsze przyjdzie pora. A tu i teraz trzeba po prostu pracować.

Do Egiptu pan się ponownie nie wybiera?
– Tam na razie nawet nie grają w piłkę, a niektórzy mówią, że jeszcze ma być rewolucja. Jak okaże się, że jest spokojnie, to może zaczną grać w przyszłym miesiącu, ale ja już tam nie pojadę. Za dużo problemów politycznych, za bardzo niebezpiecznie. Pracować w takiej atmosferze to żadna przyjemność. A jak wrócę do Polski, to pewnie gdzieś do Ustrzyk Dolnych…

Piłkarsko tam się wiedzie mniej więcej jak w Egipcie.
– A teraz mówiąc już zupełnie serio – czasem ktoś zadzwoni. Słyszę „słuchaj, może byśmy zrobili to, a może tamto”. Ale nie… Ja od razu mówię – w Polsce już nic nie robię i prawdopodobnie na stałe też nie wracam. Kupiłem w Szwajcarii mieszkanie, w fajnym miejscu. Szkoda byłoby mi je sprzedawać.

Może pan się już mentalnie przestaje nadawać na trenera?
– Nie wykluczam, że za rok, dwa, może trzy zajmę się tylko i wyłącznie szkoleniem młodzieży. Zawodowa piłka mnie męczy. Rządzi nią tylu nieuczciwych ludzi, że nasza praca na dłuższą metę nic nie daje.

Trzeba wrzucić kamyczek do ogródka. Piłka w Szwajcarii też nie jest przykładnie czysta.
– Powiem to po raz kolejny, ale żyjemy w świecie pogoni za pieniędzmi. Rozmawiałem dziś z zawodnikami i po nich też to widać. Wiadomo, że są młodzi, że o jedenastej nie kładą się do łóżek, czasem pójdą gdzieś zabalować. Ale później to trener świeci oczami, że taki jeden z drugim pił do trzeciej w nocy. Pewnie, że pili – tak było, jest i będzie. Tylko, że ci zawodnicy nie czują wagi sprawy. Każdy chciałby mieć jak najlepiej, każdy chciałby rządzić, ale nikt nie weźmie na siebie odpowiedzialności. Powoli mam tego dosyć.

Kiedyś pójdę w kierunku szkolenia i będę sobie spokojnie pracowałâ€¦

Rozmawiał PAWEŁ MUZYKA
[email protected]

KOMENTARZE (0)