Jaka liga, taki mistrz. Jaki mistrz, takie puchary…
Weszło

Jaka liga, taki mistrz. Jaki mistrz, takie puchary…

Historia polskich kompromitacji w walce o Ligę Mistrzów jest bogata, by wspomnieć chociażby Wisłę zbierającą oklep od pasterzy z Tallina. Jednak takiej klęski – porażki 0:3 u siebie z takim przeciwnikiem – jeszcze nie było. – Trzeba szukać pozytywów przez najbliższy tydzień – wybełkotał komentator TVP, więc na szybko jeden pozytyw nasuwa się sam: jeszcze tylko jeden eurowpierdol w eliminacjach LM, dwa w el. LE i wrocławianie będą mogli prężyć muskuły na lokalnych boiskach, zgarniać kasę i po ograniu Podbeskidzia udawać kozaków, którym wprawdzie nie udało się dostać do LM na skutek niekorzystnego układu gwiazd, ale już za rok…
Och, już za rok to oni wszystkim pokażą!

Dzisiaj we Wrocławiu wygrała drużyna zdecydowanie lepsza, a wynik 0:3 idealnie odzwierciedla różnicę w kulturze gry obu ekip. Jeszcze po katastrofalnej postawie w poprzedniej rundzie z Czarnogórcami, zawodnicy Śląska powtarzali tę oklepaną gadkę, którą powtarza zawsze polski zawodnik po prześlizgnięciu się fartem przez jakąś rundę przed-, przed-, przed-, przed-, przedwstępną: że nie styl się liczy, że na styl przyjdzie czas, a teraz najważniejszy jest wynik. A my niezmiennie powtarzamy: jak nie masz stylu to twoja gra jest gówno warta, bo zależy od przypadku. Tylko przypadkiem Śląsk doczłapał się do spotkań z Helsingborgiem, ale ile razy można mieć dzikiego farta? Trzy razy z rzędu? Bez przesady. Najpierw należy dopracować styl, a wyniki przyjdą wraz z nim.

Przykro się patrzyło na zawodników Śląska. Oni na pewno mają poczucie krzywdy, bo dopiero co byli bohaterami, a już teraz drwi z nich cały kraj. Tak bywa – sezon 2011/2012 był jaki był, już się skończył, medale już rozdano, a teraz trzeba walczyć o nowe: co się wiąże z nową weryfikacją. Ta jak na razie wypada dla wrocławian – łagodnie ujmując – nie najlepiej. May Mahlangu – 23-letni pomocnik z RPA – dzisiaj wydawał się bardziej mobilny od wszystkich pomocników WKS razem wziętych. Kaźmierczak od pół roku sprawia wrażenie, jakby nie tylko nie biegał, ale nawet się nie przesuwał. Inni – podobnie. O obronie nawet nie ma co wspominać, bo jeśli zbawić ją miał rezerwowy z Zagłębia Lubin (ale wiadomo, że Orest najlepiej lubi melodie, które dobrze zna) lub przestawiony na środek Pawelec… Ten biedny Pawelec się nawet stara, biega, ale gdzie on jako stoper? No, bądźmy poważni, on nawet na rezerwowego stopera się nie nadaje. Po meczach z Budocnostią czuł się „zeszmacony” przez media, teraz chyba musi wymyśleć jakieś mocniejsze słowo. Zwłaszcza, że zaprezentował nam akcję w stylu Jurka Brzęczka, czyli podał Szwedowi przy bramce na 0:1.

Sebastian Mila niezmiennie powtarza, że „wierzy w tę drużynę” i coraz trudniej zgadnąć, co ma na myśli. Wierzy, że co? Co to znaczy „wierzę w tę drużynę” po 0:3 u siebie? Niestety, wiara w tę drużynę to jak wiara w to, że ugrupowanie PJN sięgnie po władzę. Śląsk to dziś nic więcej jak tylko banda przebierańców, którym po takim meczu należałoby jeszcze dokleić wielkie czerwone nosy. 0:3 z Helsingborgiem. To jak 0:30 z przeciwnikiem klasy europejskiej. To jak polska sztafeta pływacka, która dopływała do brzegu, jak już do basenu wskakiwali uczestnicy kolejnego wyścigu.

Komentator TVP – Michał Zawacki – przez następny tydzień chce szukać pozytywów, Mila wierzy w tę drużynę… Patrzyliśmy na ten mecz, słuchaliśmy tego potoku słów i aż uwierzyć nie mogliśmy. 51 minuta, Patejuk strzela kilometr od bramki.
– Ale brawa! – mówi Rafal Ulatowski, który aktualnie nie spuszcza żadnego zespołu z ligi.
– Za pomysł! – dopowiedział Zawacki.

Później Sobota wali w maliny, a Ulatowski: – I za to właśnie cenię Waldka! Nie na siłę, tylko technicznie!

Technicznie? Za to ceni? Ł»e nie trafił w bramkę, chociaż powinien? Ludzie, dzisiaj mistrz Polski przegrał u siebie 0:3 z Helsingborgiem i przegrał nie tylko walkę o Ligę Mistrzów, ale też o fazę grupową Ligi Europy. Przegrał w hańbiącym stylu. A wy tych piłkarzy ciągle chwalicie – za gole się nie da (bo nie ma), za podania też nie (bo głównie do przeciwników), za dryblingi nie (bo nikt nie umie), za strzały celne równie nie (bo notowano raz na godzinę). No to – za pomysł! Wiecie, jaki Sobota ma pomysł na rewanż? Ł»e cztery razy minie wszystkich przeciwników i strzeli cztery gole. Pomysł – trzeba przyznać – zajebisty. Zawacki, idź go za niego pochwal, nawet jak się chłopaczyna wygrzmoci na piłce przy pierwszym zwodzie.

Dno. Tak się kończy utrzymywanie amatorów na zawodowych kontraktach, co nie jest prztyczkiem w nos Śląska, tylko całej ligi, napakowanej sianem tak bardzo, że aż… z butów wyłazi.

Jedyny plus należy postawić przy kibicach Śląska i ten plus stanowi zarazem ogromny minus przy działaczach Legii Warszawa. To Śląsk pokazał piękną oprawę związaną z Powstaniem Warszawskim, a fani Legii zrobić tego nie mogli, ponieważ pomysł nie podobał się działaczom. Działacze Śląska nie dość, że się zgodzili, to jeszcze udostępnili oficjalne telebimy i zrobili to w czasie meczu w europejskich pucharach – zapewne narażając się na kary – a nie podczas towarzyskiej kopaniny. To dopiero dziwactwo – Legia, klub z Warszawy, którego członkowie walczyli w Powstaniu i który rósł na gruzach stolicy nie oddał hołdu bohaterom podczas sparingu, a zrobił to wrocławski Śląsk, nie zważając na konsekwencje, podczas walki o Ligę Mistrzów…

Image and video hosting by TinyPic