Podział głosów na trzy miesiące przed wyborami
Weszło

Podział głosów na trzy miesiące przed wyborami

Grzegorz Lato wystartuje w wyborach, co szczególnym zaskoczeniem nie jest. Wiadomo, że jeśli nie będzie prezesem związku, to będzie bezrobotnym dziadem bez żadnych perspektyw i bez nadziei na jakąkolwiek niezłą posadę. Dla niego to jest wybór albo-albo. Albo będzie jeszcze pieniądze zarabiał, albo będzie je już tylko wydawał. Wprawdzie pół roku temu był tak zmęczony, że wydawało się, iż nie będzie ubiegał się o reelekcję (stąd jego ówczesne wypowiedzi), ale wszystko przekalkulował, nabrał wigoru i teraz wie, że walczyć musi. Bo on walczy o życie. Jak człowiek walczy o życie to wstępują w niego nowe siły.
Niewystartowanie w wyborach oznaczałoby niewysłanie wartego 600 tysięcy rocznie kuponu na loterię. Na taką fanaberię mogą sobie pozwolić tylko ludzie naprawdę majętni i przekonani, że poradzą sobie w każdych okolicznościach. Czy szanowny Grześ się do nich zalicza, czy nie – wiadomo.

Lato nie miał nawet odwagi, by o swojej decyzji poinformować podczas konferencji prasowej. Dlaczego? Dlatego, że musiałby odpowiadać na kompromitujące dla siebie pytania, a te odpowiedzi nie są mu do niczego potrzebne. Michał Listkiewicz zwykł mawiać, że prezes związku wybierany jest demokratycznie, ale to gówno, a nie demokracja, ponieważ prawo głosu mają tylko członkowie kasty. I to członkom kasty Lato musi się przymilać, ich głosy różnymi zabiegami i obietnicami kupować. Dzisiaj prezes PZPN nie musi przedstawić jakiegokolwiek planu naprawczego, musi tylko dać ludziom wokół siebie zarobić. Tysiąc jednemu, dwa tysiące drugiemu. Jedna komisja, druga, diety, delegacje… A raz na jakiś czas jakiś gruby numer.

Na jakiej podstawie Lato mógłby zostać wybrany? Właśnie na tej – da zarobić, pozostawia wszystkim sporo swobody. Przecież już doskonale wiadomo, że nie ma kompetencji, nie ma planu, chce się tylko nachapać. Czyli swój chłop.

Zamiast Laty, przemówiła Agnieszka Olejkowska ogłaszając organizacyjny sukces Euro i twierdząc, że to dzięki PZPN-owi Euro się odbyło. No tak, dzięki PZPN-owi, ale przecież nie dzięki Lacie, ponieważ turniej przyznano nam jeszcze za kadencji Michała Listkiewicza. A jaka była później rola związku? Znikoma. Stadiony, drogi, dworce, wszelką infrastrukturę – to wszystko zbudowało państwo. Bazy pobytowe – prywatni inwestorzy. Strefy kibica, koncerty, wydarzenia kulturalne – za to odpowiadała władza publiczna. Ogólnym klimatem zajęli się kibice, normalni ludzie. PZPN na dobrą sprawę nie robił nic. Od turnieju był tak daleko, że Agnieszka Olejkowska najpierw starała się, by Weszło nie dostało akredytacji, a później (po zamieszczonym przez nas filmiku) starała się, by nam tę akredytację odebrano lub też by nie przyznawano nam biletów na mecze – i okazała się nawet na to za cienka. Oto przykład, ile znaczył PZPN podczas Euro.

Jakie Grzegorz Lato ma szanse na zwycięstwo? Z naszych informacji wynika, że na dziś może liczyć na ponad 40 głosów, a to za mało do zwycięstwa. Gdyby faktycznie dostał mniej więcej takie poparcie doszłoby do drugiej tury.

Najpierw przeanalizujmy, kto w ogóle może głosować. Wygląda to tak:

Kluby Ekstraklasy – po dwa mandaty (razem 32).
Kluby pierwszej ligi – po jednym mandacie (razem 18).
Stowarzyszenie trenerów – 3 mandaty.
Stowarzyszenie sędziów – 1 mandat.
Futsal – 2 mandaty.
Piłka nożna kobiet – 2 mandaty.

Wojewódzkie związki i przynależna im liczba mandatów:

Łódzki – 4.
Śląski – 5.
Podlaski – 2.
Świętokrzyski – 3.
Wielkopolski – 4.
Pomorski – 4.
Mazowiecki – 4.
Zachodniopomorski – 4.
Warmiński-Mazurski – 3.
Małopolski – 5.
Lubelski – 3.
Kujawsko-Pomorski – 3.
Lubuski – 3.
Podkarpacki – 5.
Dolnośląski – 5.
Opolski – 3.

Wojewódzki związki mają więc razem 60 mandatów, kluby ekstraklasy i pierwszej ligi 50, do tego dochodzi wspomniany plankton. Oczywiście, trudno już dziś przesądzić, jak kto będzie głosował, dopóki nie znamy pełnej listy kandydatów. Dla przykładu – wiadomo, że o wyborach myśli Eugeniusz Nowak z Bydgoszczy, niektórzy twierdzą, że wystartować może też Stefan Antkowiak z Poznania. Takie ruchy znacząco mogłyby namącić przy podziale głosów. Ale ok, spróbujmy…

Naszym zdaniem Lato może liczyć na niemal wszystkie głosy ze Śląska (maksymalnie 16, doliczamy kluby), poprze go też Świętokrzyski (5), Zachodniopomorski (7), Podlasie (4), stowarzyszenie trenerów (3), stowarzyszenie sędziów (1). Już mamy 36 głosów. Bardzo istotny będzie Kraków, który dysponuje łącznie 12 głosami i dzisiaj uchodzi za niezdecydowany, ale to chyba pic na wodę. Nikt nie powinien się zdziwić, jeśli także ten związek poprze Latę, chociaż nie wiadomo, czy w całości (Wisła może się wyłamać). Doliczmy więc 10 głosów, razem mamy 46. No i jeszcze futsal – 48. Piłka kobieca – 50.

Zdaje się, że przeciwnika Laty poprze Podkarpacie (5 głosów), Dolny Śląsk (10), Pomorze (7), Opole (3), Warmińsko-Mazurskie (4), bardzo możliwe, że także Łódź (10), Wielkopolska (7) oraz Lubuskie (3). Razem: 49 głosów. Oba obozy na dziś dysponują więc wyrównaną siłą, ale zaraz zacznie się kampania wyborcza, a więc podkradanie zwolenników. I na razie – ponieważ Lato nie ma na tę chwilę kontrkandydata – będzie to ruch tylko w jedną stronę, do obozu zwolenników obecnego prezesa.

Lato ma więc sporą szansę na reelekcję, ale nie może być jej pewny. Na dziś prawdopodobieństwo jego wygranej należy określić na 51 procent, ale te procenty ulegną zmianie gdy dowiemy się wreszcie, kto mu rzuci rękawicę. Na poparcie potrzebne do wygrania wyborów mógłby dzisiaj liczyć tylko Zbigniew Boniek (tak, tak), natomiast start Nowaka, Antkowiaka czy któregokolwiek z pozostałych baronów doprowadziłby tylko do rozdrobnienia głosów i w efekcie tylko umocnił Latę.

Czas na wnioski. Czy Latę można obalić z zewnątrz? Można, na różne sposoby. Wystarczy policzyć, że same kluby ekstraklasy i pierwszej ligi dysponują blisko połową głosów, co w praktyce wystarcza do wygrania wyborów. Tu jest rola dla was – kibiców. Jeśli każdy z was będzie wywierał presję na działaczy swojego klubu, przeróżnymi akcjami domagał się oddania głosów na przeciwników Laty – możecie coś zdziałać. Ale wiadomo, że nie chodzi o krzyczenie z trybun, że Lato jest taki czy owaki, ale o stawianie ultimatum – jak zagłosujecie na Latę, nie przyjdziemy na kilka meczów i odczujecie to finansowo. Takie argumenty mogą skutkować. Ponadto zaangażować powinien się wreszcie Canal+, który na razie jest tylko biernym płatnikiem, a przy pieniądzach, które wykłada powinien się postarać o realny wpływ na losy polskiej piłki. Czyli coś w stylu – szanowne kluby, głosujcie za Latą, a przy następnym przetargu na prawa telewizyjne zaoferujemy 15 milionów mniej. Przekalkulujcie, czy wam się to opłaca. Może wreszcie wykazać się też ministra Mucha, która dysponuje potężnym budżetem i może obiecać, że w przypadku zmiany władz wpompuje w szkolenie w piłce (tylko na to może przeznaczyć środki) co najmniej takie pieniądze, jakie pompuje w siatkówkę (30 milionów zamiast 5, jak do tej pory), natomiast w przypadku wybrania Laty wstrzyma jakiekolwiek dotacje.

Musi powstać presja wielopoziomowa. O ile na Muchę czy na Canal+ wpływ każdego z nas jest niewielki, o tyle pamiętajcie… Jeśli kibicujecie klubowi ekstraklasy to wasi przedstawiciele mają 2 głosy (wasze głosy!), a jeśli klubowi pierwszej ligi – to 1. Walczcie o to, by głosowanie było z wami w jakikolwiek sposób konsultowane. Przyzwalając w ciszy na głosowanie za Latą, przyzwalacie na jego reelekcję.

KOMENTARZE (0)