Dno, Jakub B. oszukuje w akcji charytatywnej
Weszło

Dno, Jakub B. oszukuje w akcji charytatywnej

Jakub Błaszczykowski wystąpił u Moniki Olejnik i był to występ przykry. Po pierwsze przykry dlatego, że kapitan kadry wygląda bardzo źle, niezdrowo, jakby przez ostatnie dni spał łącznie ze trzy godziny. Po drugie przykry dlatego, że wciąż niestety wygaduje kompletne dyrdymały i wciąż nie dostrzega własnej śmieszności. Dla niektórych temat biletów i kasy jest już nudny, ale dla nas jakoś nie – bo właśnie takie pozorne drobnostki pozwalają lepiej poznać drugą osobę. Kuba się odsłonił, pokazał, co mu siedzi w głowie – na swoje nieszczęście, bo wcześniej wzbudzał większą sympatię.
W „Kropce nad i” zabrakło jednego, najważniejszego zdania: „Przepraszam, nie wiem, co mi odbiło, powiedziałem kompletną głupotę, ktoś mi chyba dosypał coś do napoju”. Kapitan kadry niby przyznał, że niepotrzebnie odzywał się po meczu z Czechami, ale… nie do końca. Stwierdził bowiem, że zły był czas, że mógł zaczekać trzy albo cztery dni i że przyzwyczajony jest do innych standardów (bo gra od pięciu lat w Niemczech – co powtórzył z pięć razy i nie było wiadomo, czy się chwali, czy żali). A to przecież gówno prawda – nie czas był zły, tylko sam komunikat wyjątkowo głupi. I tak samo głupi byłby trzy dni później. Zdania wypowiedziane przez Błaszczykowskiego nie miały żadnego sensu zaraz po przerżnięciu Euro 2012 i nie miałyby sensu tydzień później – czego on niestety do teraz nie rozumie.

Jest wiele niedomówień w związku z biletami, a to dlatego, że wielu osobom chyba nie mieści się w głowie, że Błaszczykowski mógł oburzać się na coś, co zostało zrobione dobrze (czasami, rzadko, bo rzadko, ale zdarza się, że PZPN coś zrobi dobrze). Kadrowicze na wiele dni przed meczami otrzymali po na głowę 24 bilety na trzy mecze grupowe. Nie jest winą Grzegorza Laty, że uznali, iż ta liczba jest dla nich niewystarczająca i że poprosili o więcej. Mogli skupić się na futbolu, wychodząc z założenia, że osiem biletów na każde spotkanie to liczba godna. Mogli? Nawet powinni. Jeśli któryś z zawodników prosił Błaszczykowskiego o interwencję (bo przecież on mógł występować w imieniu swoim, a mógł w imieniu innych), to Kuba powinien mu powiedzieć: za chwilę gramy mecz, dostałeś osiem wejściówek, koncentruj się na Euro, a nie na duperelach.

Ale nie – zawodnicy żądali dodatkowych biletów, a prezes Lato chcąc uchylić im nieba (czyli by nie dać nikomu pretekstu do ataku) powiedział, że się postara. Ł»e dał im dodatkowe bilety w dniu spotkania? Piłkarze powinni być prezesowi wdzięczni, że stanął na głowie i załatwił im wejściówki last minute. Miał przecież prawo powiedzieć: – Zajmijcie się grą w piłkę, a nie biletami, więcej proszę do tematu nie wracać… On jednak chciał być dla tej zgrai za dobry, a teraz jeszcze obrywa. Obrywa za to, że spełniał ich zachcianki.

To, że dodatkowe bilety zawodnicy dostali późno jest tylko wyłącznie ich winą – że w ogóle o nie prosili. Gdyby w głowie był im futbol, to problem by nie istniał. Ale nie – Kuba grał w Niemczech, przyzwyczajony jest do innych standardów… Ma szczęście, że nie gra w niemieckiej reprezentacji, tylko w niemieckim klubie, bo zawodnicy Joachima Loewa o ośmiu biletach na każdy mecz mogli tylko pomarzyć.

Nie zły czas, Kubo, tylko zły sposób myślenia. My jak mało kto lubimy strzelać do Grzegorza Laty, ale gdy nagle pojawiasz się ty ze swoim pistolecikiem na wodę i chcesz prezesowi zrobić krzywdę, to całe polowanie zaczyna przypominać groteskę.

Mówił też Błaszczykowski o pieniądzach za nic, czyli o premii za punkty niedające wyjścia z grupy. Do końca nie wiadomo, co chciał powiedzieć, bo osiem razy użył zwrotu „w pewnym sensie”, jak się odcedziło te wszystkie w „pewnym sensie” i „aczkolwiek” to zostawało… No właśnie, co? Coś, że „tak ustalono”. Ale kto ustalił? Tak się umówiono. Ale kto się umówił? Miej chłopaku dość odwagi, by powiedzieć – tak, chcieliśmy pieniądze bez względu na wynik sportowy. Mogłeś powiedzieć to Grzegorzowi Lacie w oczy, to chyba możesz to powiedzieć całej Polsce.

Smutny był ten występ Kuby, bo chłopak chciał się obronić, ale na litość wziął tylko tych, którzy na niego patrzyli, a nie tych, którzy wsłuchiwali się w jego słowa.

Program skończył się w sposób kompromitujący. Kuba – chyba dla ratowania wizerunku – postanowił przekazać koszulkę, w której „być może strzelił gola Rosji” (tłumaczył, że na mecz dostawał dwie koszulki i nie wie, czy gola strzelił w tej, czy w tej drugiej – możecie to obejrzeć niżej). Cóż, głupio nam w chłopaka uderzać, ale sam się nadstawia i sam się o to prosi. Nie zdobyłeś gola ani w tej koszulce, ani w tej drugiej. W koszulce, którą przekazałeś Monice Olejnik nie wystąpiłeś ani razu podczas Euro, ponieważ jest to model, w jakim grałeś przeciwko Andorze. Koszulki przygotowane na finały mistrzostw Europy mają zupełnie inne oznaczenia, co łatwo porównać.

Oto koszulka sprezentowana Fundacji TVN…

Image and video hosting by TinyPic

A oto zdjęcia z meczu z Rosjąâ€¦

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Jak widać, koszulki na Euro mają inny znaczek na prawym ramieniu (okrągły) oraz napis “Respect” na lewym. Natomiast koszulka, jaką Błaszczykowski dał Monice Olejnik (a za jej pośrednictwem Fundacji TVN) może pochodzić z meczu z Andorą – bo wtedy grał w identycznej.

Absolutna żenada. Sądziłeś, chłopie, że nikt nie zauważy? Przecież to jest jawne oszustwo. Ludzie będą licytować tę koszulkę, sądząc, że wejdą w posiadanie historycznego trykotu, a ty w rzeczywistości przekazałeś jakąś niewiele wartą koszuleczkę, którą w czasie meczu z Rosją już dawno żarły mole. Co to ma w ogóle być? Nie wstyd ci? Masz w ogóle poczucie wstydu? Chcesz ratować wizerunek i uczestniczyć w akcji charytatywnej, a posuwasz się do kłamstwa? Chciałeś być fajny, ale szkoda ci było rozstać się z historyczną dla ciebie pamiątką?

Nie, nie jesteś fajny. Jesteś skompromitowany.

KOMENTARZE (0)