Image and video hosting by TinyPic
Drogi gotowe na Euro 2012? Krótki tekst o autostradach…
Weszło

Drogi gotowe na Euro 2012? Krótki tekst o autostradach…

W ostatnich dniach miałem możliwość (a raczej musiałem) przejechać samochodem kilka tysięcy kilometrów, co pozwoliło sprawdzić plan drogowych przygotowań do Euro 2012 nie tylko za pośrednictwem telewizji albo rządowego helikoptera. Oto garść spostrzeżeń…
1. Sławomir Nowak w trakcie propagandowej szopki zameldował, że pod względem infrastruktury drogowej jesteśmy gotowi do organizacji Euro 2012. Do końca nie rozumiem, dlaczego pan Nowak ciągle się wypowiada, zamiast aktualnie przyjmować posiłki w takim samym cyklu jak Julia Tymoszenko, bo to przecież on nie tak dawno przekonywał ludzi, że firma DSS nie padnie i że powinni pracować przy budowaniu A2 do samego końca, bo na pewno otrzymają pieniądze. A tu, masz ci los, firma DSS ogłosiła upadłość, więc pan Nowak kłapaniem jęzorem naraził ludzi na gigantyczne straty… No dobra, w każdym razie jeśli jesteśmy gotowi do Euro to znaczy, że gotowi byliśmy zawsze.

Przeanalizujmy.

Dojazd z Warszawy do Katowic, a więc i do Wrocławia, bo potem odbija się z „katowickiej” na Wrocław, zajmuje przynajmniej półtorej godziny dłużej niż kilka lat temu, ponieważ cała ta droga – kiedyś faktycznie przejezdna – jest całkowicie w rozsypce. Rozumiem, że inwestycja KIEDYŚ zostanie skończona i się z tego bardzo cieszę, ale nie ma co ukrywać, że na dziś jest gorzej niż było. I to dużo gorzej.

Z Warszawy w ogóle nie da się dojechać w sposób komfortowy do żadnego z trzech innych „turniejowych” miast – ani do Wrocławia, ani do Gdańska, ani do Poznania.

2. Autostrada A2 – ta z Berlina – jest fantastyczna, równiutka, można po niej grzać, ile fabryka dała. Niestety, kończy się w Strykowie i potem zaczyna się znany wszystkim koszmar. Co mnie jednak zaskoczyło w przypadku A2… Na odcinku ze Świecka do Nowego Tomyśla, czyli niespecjalnie długim, naliczyłem trzynaście przejść dla zwierząt (to takie najbardziej imponujące wiadukty). Są dosłownie co chwilę. Później wczytałem się, że tak naprawdę tych przejść – bo istnieją jeszcze podziemne – jest na tej trasie 35 i że każde przejście „górą” kosztuje około 40-60 milionów złotych, a dołem – jakieś 10. Łącznie na sprawy związane z ekologią, czyli komfortowym przechodzeniem zwierząt przez jezdnię, wydano tam 1,3 MILIARDA ZŁOTYCH.

Rozumiem potrzeby dbania o środowisko naturalne, tylko zastanawiam się, czy ktoś jednak nie oszalał i nie zapędził się zdecydowanie za daleko. 1,3 miliarda złotych na przejścia dla zwierząt, a to przecież tylko jeden, krótki odcinek, takich odcinków w całym kraju jest więcej. Koszt budowy jednego kilometra autostrady w Polsce jest horrendalnie wysoki także ze względu na takie „bonusy”. Czy naprawdę tych przejść potrzeba było 35? Czy samych wiaduktów należało zbudować kilkanaście? Jeśli ktoś chce zawrócić samochodem to nie ma szans, ale jeśli sarna chce zawrócić – proszę bardzo.

Hmm, jeździłem autostradami przez wiele europejskich krajów, ale takiego nagromadzenia zwierzęcych kładek – i tak imponujących! – jeszcze nigdzie nie widziałem. Nigdzie. Wiem, że jak droga przecina las to nie jest to zbyt miłe dla żyjących tam zwierząt i jeśli pan lis mieszkał po lewej i zalecał się do pani lisicy z prawej to teraz mają problem, żeby się umówić na randkę. Ale żeby z tego powodu w kraju, w którym służba zdrowia ledwo zipie wywalić 1,3 miliarda złotych? A wciąż mówimy o ekologii między Świeckiem a Nowym Tomyślem. W skali kraju to było ile? 10 miliardów? 20?

Ludzie nie mogą doczekać się, by zbudowano im kładki, a zwierzętom się je buduje na potęgę, zgadując, że mogą im się przydać. Chciałbym, żeby państwo tak dbało o swoich obywateli płacących podatki, jak dba o dziki, sarny i lisy.

3. A płaci się przecież dużo. W niedzielę musiałem kupić winietę na przejazd autostradami Szwajcarii i początkowo uznałem ją za dość drogą – 40 franków (jakieś 140 złotych). Tylko że to 40 franków pozwala mi korzystać ze szwajcarskich autostrad przez cały rok. Przez Niemcy przejechać można bez płacenia, chociaż wiadomo, że posiadacze zarejestrowanych w tym kraju samochodów płacą specjalny podatek – jakieś 100 euro (430 złotych) rocznie.

W Polsce między Świeckiem a Strykowem naliczono mnie kolejno na 31, 14, 14 i 9,90, razem blisko 70 złotych. Podejrzewam, że jak autostrada prowadzić będzie do samej Warszawy to pęknąć będzie mogła stówa. W piątek jechałem – jeszcze za darmo – z Katowic do Wrocławia, ale i tam za chwilę zacznie się naliczać kierowców.

Nie będzie specjalną przesadą stwierdzić, że mamy jedne z najdroższych autostrad w Europie i jako jeden z niewielu krajów nie oferujemy winiet, tylko za każdy przejazd będzie trzeba płacić osobno, co jest tragedią dla osób jeżdżących regularnie. Kierowcy więc najpierw zrzucali się na budowę dróg płacąc podatki, a także kupując benzynę, bo przecież w jej cenie też jest głównie podatek. W zamian za ten strumień kasy sporządzono maszynerię, która tych samych kierowców wydoić ma jeszcze bardziej.

Jesteśmy więc krajem, który zbudował autostrady zbyt drogie, by mogło z nich regularnie korzystać – strzelam – kilkadziesiąt procent mieszkańców. Do Berlina z Warszawy – biorąc pod uwagę także paliwo – bardziej opłaca się latać samolotem niż jeździć samochodem. Z Krakowa do Katowic (odcinek już dawno zbudowany) przejazd kosztuje 18 złotych w jedną stronę, co oznacza, że jak się pojedzie raptem 4 razy w tę i z powrotem (a wiele osób tak jeździ) to zapłaci się więcej niż Szwajcar płaci przez cały rok.

Oczywiście, odpowiedni eksperci uargumentują, że tak trzeba, że inaczej się nie da i że to wynika z sytuacji ekonomicznej…

4.
Jadąc z Niemiec w kierunku Poznania nie widziałem ani jednego elementu świadczącego, że za moment odbędzie się Euro 2012. Mało tego, na tablicach nie oznaczono nawet, którym zjazdem na Poznań należy zjechać, aby najkrótszą drogą dotrzeć na stadion…

stan

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY