Fragment książki. A gdyby Piechniczek był jak Smuda?
Weszło

Fragment książki. A gdyby Piechniczek był jak Smuda?

Dzisiaj w „Fakcie” możecie przeczytać kolejny fragment autobiografii Andrzeja Iwana (a jutro jeszcze kolejny). Można zapoznać się z kulisami przygotowań reprezentacji Polski do meczu z ZSRR w 1982 roku. Przypomnijmy, że Polska ten mecz zremisowała 0:0, co dało jej awans do fazy medalowej. Można się zastanawiać – czy zdobylibyśmy ten medal gdyby Piechniczek zachowywał się jak dzisiejszy Smuda? Czy Piechniczek popełnił wtedy błąd (i zdobył medal!), czy może błąd popełnia teraz „Franz”, wyrzucając piłkarzy z kadry za błahe przewinienia, w dodatku niezwiązane z przygotowaniami do meczów kadry?
Przypominamy, że tylko u nas możecie zamówić egzemplarz książki podpisany przez Andrzeja Iwana – WYSTARCZY KLIKNĄĆ TUTAJ (ZOSTANIECIE PRZEKIEROWANI DO SKLEPU).

(…) Józek nie brał pod uwagę zakończenia partii, dopóki się nie odkuje. Ale z każdym rozdaniem oddalał się od celu. Kiedy następnego dnia znowu nie pojawił się na treningu, przyszedł do naszego pokoju zaniepokojony Piechniczek.

– Józek… – zagadał nieśmiało do swojego pupilka.
– Spierdalaj stąd!!! – wydarł się na całe gardło „Młynarz”, jednoznacznie dając do zrozumienia, że priorytety się trochę zmieniły: poker ważniejszy od piłki nożnej.

Piechniczek uszanował prośbę i spierdolił. Bezszelestnie.

(…)

Jeśli piłkarz bez usprawiedliwienia opuszcza jedną jednostkę treningową – dochodzi do skandalu, często zakończonego usunięciem z zespołu. W czasie tak wielkich turniejów podobne sytuacje nie mieszczą się w głowie. Przed zbliżającym się meczem ze Związkiem Radzieckim Młynarczyk nie trenował już dwa dni i miał dość kiepskie alibi. Na pytanie, co robił, mógł odpowiedzieć tylko w jeden sposób: „Razem z «Groźnym» graliśmy w karty, piliśmy alkohol i paliliśmy papierosy…”. W przypływie szczerości powinien też dodać: „Spaliśmy tylko wtedy, kiedy zmorzyła nas szkocka”.

1 lipca – na trzy dni przed spotkaniem ze Związkiem Radzieckim – zrozumiałem, że żarty się skończyły. Popielniczka, w której pety przestawały się mieścić, stanowiła dowód, jak długo już gramy.

Młynarczyk od dwóch dni nie trenował, prawie nie spał, tylko grał. Czasami strzelił krótką drzemkę, ale wystarczył drobny szmer, by zerwał się na równe nogi. Wtedy otwierał zmęczone, zaczerwienione oczy i warczał: „Potasuj!”. Kiedy ja już prosiłem o przerwę, nie chciał słuchać: „Rozdajemy!”. Nie będę udawał – pasowało mi to. Nie mogłem grać w piłkę, to chociaż pograłem w karty. Czas mijał szybciej i noga bolała jakby troszeczkę mniej.

W czasie jednego z posiłków trener poprosił mnie: – Powiedz, żeby przestał.
Odparłem: – Pana nie słucha, a mnie posłucha?

Próbowałem jednak wpłynąć na kolegę z pokoju.
– Józek, wiesz przecież, że masz mecz.
– Pierdolę to, nie gram. A teraz rozdawaj!

JEŚLI CHCESZ ZAMÓWIĆ KSIÄ„Ł»KĘ W PROMOCYJNEJ CENIE I Z AUTOGRAFEM – KLIKNIJ TUTAJ

KOMENTARZE (0)