Profesorze, proszę się nie łamać. Jeszcze będzie LM!
Weszło

Profesorze, proszę się nie łamać. Jeszcze będzie LM!

Nie napiszemy, że było miło. Napiszemy, że się skończyło. Cracovia spada z ekstraklasy, co przyjmujemy z wielką ulgą, bo na tak nędzny zespół zwyczajnie nie da się patrzeć. Janusz Filipiak mniej więcej za pół roku miał w planach podbój Ligi Mistrzów, ale niestety musi te plany zweryfikować. Zamiast sprawdzać plan lotów do Manchesteru czy Mediolanu, trzeba podpompować koła klubowego autokaru – żeby krakowski dream team komfortowo dojechał do Niecieczy i Świnoujścia. Można się śmiać z decyzji wielu działaczy z różnych klubów, jednak drugiego takiego amatora jak Filipiak to nasza liga od lat nie miała. W ogóle, przypominacie sobie równie nieudolnego prezesa?
Jeśli któryś z ostatnich meczów Cracovia miała wygrać, to właśnie ten, z Górnikiem Zabrze. Tymczasem została rozgnieciona jak pluskwa. Filipiakowi udała się rzadka rzecz – zbudował całą piramidę nieudaczników. Beznadziejni działacze ściągają beznadziejnych piłkarzy, których szkolą beznadziejni trenerzy – i potem efekt jest taki, że Radosław Cierzniak kopie w stojącego przed nim Michała Zielińskiego. Podobno Szymon Gąsiński został odsunięty do Młodej Ekstraklasy, ponieważ w sposób niewybredny pytał, po co drużynie Cierzniak? Teraz wypada Gąsińskiego przeprosić i odpowiedzieć mu na to całkiem zasadne pytanie – po co?

Niestety, jedyne, co Cracovia ma dobre, to stadion i hymn śpiewany przez Macieja Maleńczuka (klasa!). Całą reszta – do okręgówki. Nie chcemy się znęcać nad Cierzniakiem, bo najmniej on jest winny całej tej sytuacji, ten długoletniej degrengolady, ale to bramkarz, który rozgrywa jakiś mecz raz na pięć lat i dodatkowo zawsze wtedy wpuszcza babola. Ratunkiem na problemy z ofensywą ma być Grzelak, który podobno dzisiaj wprowadził sporo ożywienia, ale wiadomo, że najwięcej ożywienia to docelowo wprowadza on w szpitalnych poczekalniach. Jeśli Cierzniak ma być wentylem bezpieczeństwa na bramce, a Grzelak strażakiem w ataku, to najlepiej to świadczy o poziomie całego zespołu – a niestety ten zespół w tym składzie to będzie mieć olbrzymie problemy, by włączyć się do walki o awans do ekstraklasy. Naprawdę sztuką jest wyłowić na transferowym rynku aż tak wielu leszczy, ilu wyłowili Tomasz Rząsa i Jakub Tabisz. Metodą chybił trafił udałoby się uzyskać znacznie lepszą skuteczność. Rząsa, na szczęście dla Cracovii, aktualnie skupia się na włażeniu w dupę Smudzie.

OK, dobrze, koniec ślizgania. Cracovia ma 17 punktów i 7 meczów do rozegrania, w tym kilka trudnych (wyjazdy na Wisłę, Lecha, Polonię). Nie ma szans, by ci piłkarze byli w stanie zdobyć wymaganą liczbę punktów. Nie ma szans i już. Można raz przejść po rozkołysanej linie nad przepaścią, ale w końcu trzeba się spierniczyć. Wystarczy, finito, Filipiaku – nie męcz. Chciałeś być Cupiałem, nie wyszło, skończyło się śmiesznie. Na pożegnanie daj jeszcze piłkarzom po dziesięć milionów premii, za cokolwiek. Za to, że potrafią zawiązać sznurowadła.

Brawa dla Górnika, którego nie doceniliśmy – to naprawdę potwarz, że posądziliśmy zabrzańskich piłkarzy, iż mogliby przegrać z Cracovią. Okazało się, że wygrali i są wciąż niepokonani w 2012 roku. Wybaczcie nam, to z naszej strony było podłe. Przegrać z Cracoviąâ€¦ Sorry!

Trafiliśmy za to antybohatera drugiego piątkowego meczu – Jagiellonii z Widzewem. Zgodnie z przewidywaniami został nim sędzia Paweł Gil, który chyba przez rok robił w PZPN-ie za lokaja, że go zrobili międzynarodowym. Ten facet prowadził w tym roku CZTERY mecze i WSZYSTKIE popsuł.

Śląsk Wrocław – Ruch Chorzów: nie pokazał czerwonej kartki Fojutowi.
Athletic Bilbao – Lokomotiw Moskwa: forował Rosjan, nie dawał kartek.
ŁKS Łódź – Cracovia: dał karnego z kapelusza gospodarzom.

I teraz mecz numer cztery – absolutnie przesadna reakcja przy rzucie karnym dla Jagiellonii i niepotrzebne wyrzucenie z boiska obrońcy Widzewa. Jaką sieczkę musi mieć w głowie sędzia, by raz nie dać Fojutowi czerwonej kartki, a kilka tygodni później dać ją Abbesowi? Gil psuje wszystko, do czego się dotknie, jest gorszy nawet niż Lyczmański i mamy szczerą nadzieję, że ktoś go – zacytujmy Tomaszewskiego – dyscyplinarnie wypierdoli. Gościu, zachowaj godność, zajmij się czymś, co potrafisz. Jeśli nic nie przychodzi ci do głowy, napisz nam maila – pomyślimy wspólnie.

Gil wyrzucając piłkarza Widzewa rozdał karty w Białymstoku, później oglądaliśmy już to, co po prostu musiało się wydarzyć. Jagiellonia, rzecz jasna, była lepsza i pewnie w normalnych okolicznościach też by wygrała, ale pretensje, że podważamy jej sukces może mieć tylko i wyłącznie do Gila.

Zwracamy uwagę na piękną bramkę Macieja Makuszewskiego – tylko jego słodką tajemnicą pozostanie, czy chciał uderzyć, czy dośrodkować (rozkład sił w polu karnym sugerował wrzutkę na długi słupek). Wyszło jak wyszło, czyli bajecznie. Gratulujemy.

Noty damy później albo jutro.