Brazylijska Pogoń rozproszona po świecie
Weszło

Brazylijska Pogoń rozproszona po świecie

Pamiętacie niejakiego Danilo Cirino de Oliveirę? Spokojnie, my też nie. Nie pamięta go nawet Radek Majdan, który grał z nim w jednym klubie, przebierał się w jednej szatni i siadał przy jednym stole. Ot, zwykły brazylijski szarak, ściągnięty do Polski wraz z tabunem swoich rodaków przez „Honorowego Obywatela Gminy Rzgów” (fanfary) – Antoniego Ptaka. Szalony Antek kupował ich na pęczki, garściami, bez specjalnej selekcji. Mogłeś wcześniej zrywać owoce kakaowca, sprzedawać lody na Copacabanie albo wąchać klej na ulicach Rio. Nieważne. Antek i tak cię znalazł. Wystarczyło, że wyglądałeś jak piłkarz.
Potem pakowano takich delikwentów do samolotu i sru do Gutowa Szczecina.

Czas jednak pokazał, że nie każdy z tych hurtowo przywiezionych wyrobników z Brazylii był kompletnym, piłkarskim ogórkiem. Pewnie się już domyślacie dlaczego wywołaliśmy do tablicy akurat Danilo Cirino de Oliveirę. Tak, po latach okazało się, że on jednak w piłkę grać potrafi, choć paradoksalnie w Pogoni szybko go odstrzelono. W ekstraklasie rozegrał raptem trzy mecze (wszystkie z ławki) i strzelił jednego gola – Wiśle Płock, w sierpniu 2006 roku.

Dzisiaj Danilo jest gwiazdą ligi węgierskiej. W obecnym sezonie strzelił dla Honvedu Budapeszt 14 goli w 16 meczach. Wyciągnięty niegdyś za czapkę śliwek napastnik teraz jest wart blisko milion euro. Tyle życzą sobie za niego Madziarzy. Pierwsi chętni już są. Oto screen z internetowej wersji „Kickera”, mówiący o zainteresowaniu Stuttgartu.

Przypadek Danilo skłonił nas do szybkiego prześledzenia losów pozostałych Brazylijczyków ze stajni Ptaka. Naliczyliśmy ich łącznie trzydziestu ośmiu. Darowaliśmy sobie Batatę i Julcimara, którzy są bardziej polscy, niż Ludovic Obraniak i Damien Perquis. Skupiliśmy na okresach największej migracji, czyli sezonach 2005/2006 i 2006/2007. Oto oni:

1. Amaral
2. Anderson Pedro
3. Anderson Santos
4. Baiano
5. Batata II
6. Buiu
7. Campos
8. Cleisson
9. Daniel Cruz
10. Danilo
11. Diego Benedito
12. Dinei
13. Ederson
14. Edi Andradina
15. Elton
16. Fabio Costa
17. Fabinho
18. Felipe dos Santos
19. Glauber
20. Gu
21. Junior
22. Leandro
23. Lilo
24. Marcelo
25. Matheus
26. Mineiro
27. Neneca
28. Otavio
29. Robson
30. Sandro
31. Tinga
32. Thiago
33. Tiago Martins
34. Valdir
35. Wagner
36. William
37. Ze Roberto

Plus trener Jose Carlos Serrao. Postać symboliczna, bo choć pracował w Pogoni przez blisko cztery miesiące, to i tak nie poprowadził klubu w żadnym meczu ligowym. Zwolniono go tuż przed rozpoczęciem rundy wiosennej. Powód? Słabe wyniki w sparingach. Cały Ptak.

INTERNATIONAL LEVEL

Spośród całej tej zbieraniny można wyróżnić kilku piłkarzy. Postać Ediego Andradiny jest wszystkim powszechnie znana. On akurat od początku swojego pobytu w Pogoni prezentował wysoki poziom piłkarski, zaś dobrą grę łączył z amorami, dlatego jego bilans po trzech sezonach wyglądał następująco: 70 meczów, 22 gole i jedna zapłodniona sekretarka.

Z najlepszym CV do Szczecina przyjeżdżali Amaral i Cleisson. Szczególnie ten pierwszy miał się czym pochwalić. Jedenaście występów w reprezentacji Brazylii. Brązowy medal igrzysk olimpijskich z 1996 roku. W przeszłości zawodnik Parmy, Benfiki czy Besiktasu Stambuł. To mogło robić wrażenie. I robiło, ale tylko na papierze. W Pogoni różnicy nie robił. Dziś, mimo 39 lat na karku, kopie jeszcze w indonezyjskim klubie Manado United.

Z kolei Cleisson, zawodnik szanowany w Brazylii, dwukrotny zdobywca krajowego pucharu z Cruzeiro, był pierwszym piłkarzem z trupy cyrkowej Ptaka, który spakował walizki, ukłonił się nisko i wrócił do Brazylii. Kilka lat temu zakończył karierę w Caxias.

Najciekawiej – obok Danilo – potoczyły się losy piłkarzy, którzy w Pogoni głównie grzali ławę. Jednym z nich jest Fabinho, który na boiskach naszej ekstraklasy spędził raptem 36 minut. Trener Bohumil Panik zmienił go jeszcze w pierwszej połowie meczu z Bełchatowem i tyle go widziano. Brazylijczyk wrócił po kilku miesiącach do domu, a dwa lata później, już jako Fabinho Capixaba, podpisał czteroletni kontrakt z Palmeiras. Obecnie jest wypożyczony do drugoligowej Criciumy, a wcześniej zdołał sięgnąć po mistrzostwo tejże ligi z Kurytybą oraz triumfował w mistrzostwach stanu Parana. Na tle kolegów z Pogoni wypada więc całkiem nieźle.

Przyzwoitą karierę zrobił również niejaki Leandro. Po krótkiej przygodzie w Szczecinie obrał kierunek na Węgry, skąd później trafił do Rosji. Ze Spartakiem Nalczik wywalczył awans do Premier Ligi, w której rozegrał 21 spotkań i strzelił dwa gole. Portal transfermarkt.de wycenia go na ponad milion euro, ale jak to zwykle bywa w przypadku tej niemieckiej witryny, jest to kwota grubo przesadzona. Przed tym sezonem Leandro przeszedł za darmo do Arsenalu. Do Arsenalu Kijów.

Spośród pozostałych zawodników nieźle radzili sobie jeszcze: Neneca, Elton, Daniel Cruz, Anderson Pedro i Anderson Santos. Pierwszy z nich uchodzi za solidnego bramkarza. W ubiegłym sezonie awansował z Americą Mineiro do brazylijskiej ekstraklasy i wydaje się, że właśnie zawędrował na szczyt swoich umiejętności.

Daniel Cruz, którego do Polski ściągnął Mariusz Piekarski (najpierw trafił do Legii), a który w Pogoni prezentował się nie najgorzej, zdołał jeszcze przez trzy lata pograć w portugalskiej ekstraklasie, w barwach Naval. Klub może nie z najwyższej półki, ale liga jednak znacznie mocniejsza od polskiej. Latem tego roku wyjechał do Azerbejdżanu. Konkretnie do Qabali, gdzie znalazł uznanie w oczach Tony’ego Adamsa.

Elton próbował swoich sił w lidze bułgarskiej, a ostatnio także portugalskim drugoligowcu – Belenenses. Anderson Pedro po odejściu z Pogoni trafił prosto do Lubina, gdzie jeszcze zdołał sięgnąć po tytuł mistrza Polski. Później grał między innymi w borykającej się dużymi problemami finansowymi Artmedii Petrzałka i w bułgarskim FK Montana. Obecnie jest zawodnikiem niewiele mówiącego nam Sao Bento. Z kolei Anderson Santos, który trzy sezony temu na moment pojawił się w Arce Gdynia, obecnie siedzi wygodnie w bujanym fotelu, popija cachacę i kopie piłkę w Esportivo Bento Goncalves. Drugi poziom rozgrywek stanowego Campeonato Gaucho, a więc również szału nie ma. Trochę z przyzwoitości, ale bardziej z obowiązku, należy wspomnieć też o Thiago, który do niedawna grał w czeskim trzecioligowcu – FC Vitkovice. I na tym poprzestańmy.

Nie wszyscy jednak chcieli uciekać z Polski. Do dziś, oprócz Ediego, gra u nas także Lilo, który był jednym z wyróżniających się zawodników w Pogoni za czasów Ptaka. Obecnie w Kotwicy Kołobrzeg.

W ubiegłym sezonie, w barwach Tura Turek grał jeszcze Marcelo. Z brazylijską finezją miał jednak niewiele wspólnego. Ł»adne tam „joga bonito”. Jazda na tyłku i cięcie równo z trawą. Klasyczny rzeźnik. W 15 meczach dostał 9 żółtych i trzy czerwone kartki. W czerwcu go pogoniono.

Reszta kompletnie przepadła. Bez echa. Nawet brazylijskie portale piłkarskie milczą na ich temat. Nie zdziwilibyśmy się gdyby na przykład Matheus z Glauberem pracowali na plantacji bananów, Tiago Martins dorabiał jako bramkarz w dyskotece, a Otavio wyjechał do pracy na platformie wiertniczej. Ale na pewno każdy z nich pamięta, że jest takie miejsce na ziemi, gdzie wieczorami można się rozerwać co najwyżej na przystanku PKS.

***

Drobna korekta. Otavio jednak nie pracuje na platformie wiertniczej. Podobno gra w indonezyjskim klubie Persebaya Surabaya. Podobno, bo jedynym źródłem, potwierdzającym tę informację jest jego strona internetowa (!), z legendarną już kompilacją, którą kiedyś zamieściliśmy na Weszło. Zwracamy uwagę na tani zabieg graficzny, który miał zataić wynik meczu Legii z Pogonią. Majstersztyk.

JAKUB POLKOWSKI

KOMENTARZE (0)