Image and video hosting by TinyPic
Andrzej Iwan rozmawia z Józefem Wojciechowskim
Weszło

Andrzej Iwan rozmawia z Józefem Wojciechowskim

Zasada była prosta – Andrzej ma pełną dowolność, pyta, o co chce, o to, co go najbardziej nurtuje. My nic nie narzucamy. Sami byliśmy ciekawi, jak sobie poradzi, bo to był jego pierwszy wywiad. Zaczął z wysokiego „c”, od wymagającego rozmówcy. Skoczył na głęboką wodę i nie utonął. Mało tego – wyciągnął z Józefa Wojciechowskiego całkiem sporo ciekawych opinii i informacji. O Lechii, Polonii, Boninie, Todorovskim, Zielińskim… Swoją drogą, coś czujemy i mamy taką nadzieję, że to początek nowej, niezłej rubryki…
– Chyba zaczynam rozumieć, dlaczego na Konwiktorskiej jest zawsze tyle ładnych dziewczyn – żartował Andrzej po wejściu do siedziby do JW Construction. W recepcji dwie śliczne brunetki. Na piątym piętrze, tuż obok biura Wojciechowskiego, równie ładna blondynka. Sekretarka. Chciałoby się dodać – automatyczna. Albo nawet – wytresowana. – Panie Andrzeju, ale ja mam zapisane, że miał pan przyjechać na wywiad sam – przywitała Ajwena wymuszonym uśmiechem. – Taak, ale wie pani, ja nie jestem dziennikarzem, a kolega ogarnia sprawę od strony technicznej – odpowiedział zdumiony Iwan. – Rozumiem, ale pan prezes nie lubi niespodzianek…

Pan prezes nie miał jednak nic przeciwko „niespodziance”. Do swojego biura zaprosił nas obu. Biura urządzonego jak pokój w pałacu – dodajmy. Na ścianach obrazy, z sufitu zwisa złoty żyrandol, na stole woda mineralna Perrier. Cały Wojciechowski. Pełen luksus i jak się po chwili okazało, pełen luz. Na wszystkie pytania odpowiadał z uśmiechem, rozwalony na krześle. Był zaskakująco wylewny i szczery, choć… Powiedzmy sobie szczerze – czy w jego przypadku słowo „zaskakujący” jest właściwe?

Zaczynamy, panie prezesie, z grubej rury. Lechia Gdańsk – jest coś na rzeczy?
Niee. To był pomysł czyjś tam, ale jest to jakaś opcja dla mnie do przemyślenia. Nie wiem, kto to zainicjował, ale nie był to mój pomysł. Chociaż wie pan, nigdy nie mów nigdy. Nie mogę powiedzieć, że wykluczam coś na sto procent.

Tym bardziej, że coś z pana z Gdańskiem łączy.
Gdybym powiedział, że nie łączy, to bym skłamał. Także nic nie wykluczam. Ale nie było żadnych rozmów… Nieee…

Czyli zostajemy dalej w Polonii czy powoli mamy dość?
Nie chciałbym dzisiaj podejmować takiej decyzji. Generalnie zdecydowałem, że jeśli nie będziemy w górnej części tabeli – mówię tu o pierwszych czterech pozycjach – to przestaję już sponsorować Polonię.

Jasna deklaracja – nie ma pierwszej czwórki…
Taaak… Już któryś tam rok próbuję… Lądowaliśmy gdzieś w środku tabeli na miejscu ósmym, siódmym, dziesiątym. Tyle pieniędzy już włożyłem. Nie chcę naśladować innych ludzi, którzy włożyli naście razy więcej i dalej się łudzą, że coś osiągną. Doszedłem do tego przekonania, że we wszystkim nie muszę być najlepszy.

W ostatnim czasie i tak to pan najwięcej wykłada. Czuje się pan – przepraszam za brzydkie wyrażenie – jak dojna krowa?
Może nie jak dojna krowa. Nie użyłbym tego określenia. Ale czuję się wykorzystany przez bardzo wielu ludzi

To czym posiłkuje się pan prowadząc klub?
Wie pan, powiem panu przy okazji, że coś mnie sprowadziło do Białegostoku, zostałem też zaproszony na mecz i dowiedziałem się, że Bonin miał już umowę przygotowaną do podpisania za 40 tysięcy złotych, a mi zaproponowano go za 80. Ufam ludziom i skoro uznali, że tyle trzeba zapłacić, że taka jest cena rynkowa, to zapłaciłem. Ale drugi raz tym ludziom nie zaufam. Jak kupowałem Kokosińskiego ze Znicza, nie było mnie akurat w Polsce, to pojawił się natychmiast menedżer, który jeszcze mnie skasował na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Cezary Kucharski, powiem z nazwiska, on też musiał przy tym zarobić. Wie pan, takie są realia piłki.

Zgadzam się, one nie są zdrowe.
Ale takie są… Kokosiński nie mógł przejść z klubu do klubu, tylko w ostatniej chwili został dokooptowany do niego menedżer. Transfer załatwiał Grembocki, który był z tamtego klubu, znał Kokosińskiego, ale w ostatniej chwili mówi, że znalazł się menedżer.

Oni często aktywują się w ostatniej chwili. A propos Kokosińskiego, nie myślał pan, żeby tych krnąbrnych, ewentualnie niepotrzebnych piłkarzy sprowadzać do porządku w inny sposób?Np. Pisanie bloga o klubie.
Wie pan, ja i tak poświęcałem dużo czasu dla piłki, trochę kosztem mojej pracy. Od tego jest kadra szkoleniowa i ona ma dyscyplinować piłkarzy. Ja i tak zbyt głęboko sięgałem do tego klubu.

Zastanawiał się pan, ilu piłkarzy zdemoralizował?
Podam panu przykład z tym Boninem. Czy to jest demoralizacja? Pewnie tak. Ale jeżeli dyrektor mówi mi, że takie są warunki rynku i w innym klubie zapłacą mu tyle i tyle, to wie pan, ja nie mam czasu, żeby to wszystko weryfikować. Bo ufam ludziom i uważam, że trzeba ufać. A jak nie ufam, to zwalniam.

Przejmując Polonię liczył pan, że może coś na niej zarobić?
Nie. Takiego nastawienia nie miałem. Patrzyłem na to tak, że może mi to w jakiś sposób komercyjnie pomóc. Ale wątpię, czy by pomogło, bo sprzedaż miałem i tak lepszą niż dzisiaj.

Który trener najbardziej pana zawiódł? Ta lista jest dość długa…
No jest… Wie pan, myślę, że ten Radolsky. Jemu nic nie wychodziło, a wszyscy mówili, że to doskonały trener. I dalej mówią, i prowadzi jakąś pierwszoligową…

Tak, Termalicę…
I jest w czubie.

Na drugim miejscu.
Popatrzmy na Janasa. Jemu też nic nie wychodziło. Na kilkanaście meczów dziesięć punktów. (Wojciechowski zaczyna krzyczeć) Coś jest z tym klubem, jakieś fatum, którego nie można zmienić. Ja już robiłem wszystko, kupowałem hurtem piłkarzy, kupowałem selektywnie, tak jak Sobiecha i Sadloka. Jak to się mówi – you name it. I dalej to nie wychodzi. Wiem, że gdybym znowu kupił czterech-pięciu piłkarzy z danego klubu, to będą grali tak, jak ci. A ci moi, którzy dzisiaj są, pójdą do innych klubów, jak Pietrasiak do Śląska czy Gancarczyk do Zagłębia, i tam grają dobrze.

Podobny przypadek jak Cracovia.
Tak. Oba kluby mają zbyt hojnych sponsorów. Ale mnie jest łatwiej z tego wyjść, bo ja nie mam zaplecza. Próbowałem tworzyć to zaplecze tutaj w Markach, ale, wie pan, skorzystają na tym Marki. Nikt nie pomógł mi nic zrobić w kwestii stadionu. Mamy jeden z najgorszych stadionów w Polsce, jeśli nie najgorszy, bez żadnych widoków na rozbudowę. Nie mam żadnego moralnego zobowiązania, żeby w tym tkwić, bo nikt nie chce mi pomóc. Nie mam żadnego obligo, żeby dalej inwestować.

Powoli pan traci cierpliwość.
Jeżeli będziemy w czwórce, to będę kontynuował. A jeżeli wygramy wszystkie trzy mecze, to będziemy.

To mówi pan o końcu rundy, a nie sezonu?
No, rundy.

Ahaaa, myślałem, że miał pan na myśli sezon.
Nie.

Czyli piłkarze mają o co walczyć.
Wie pan, oni są tego świadomi.

I jak zareagowali?
Nie wiem, wiedzą to od trenera Zielińskiego i Lubańskiego. Jeśli nie potraktują tego poważnie, to na koniec sezonu mogą się poczuć rozczarowani. Ja nie jestem od motywowania piłkarzy. To ostatnia szansa.

Tylu się ich przewinęło przez ten klub, a chłopak, z którego się naśmiewaliśmy, Łukasz Trałka jest czołową postacią tej drużyny.
No. Nie wiem. Proszę mnie nie pytać. Niech pan zapyta Zielińskiego.

Pytałem.
I co on na to?

Pytałem go, czy optował za transferami, bo czasami może być jakieś lobby. Ale on powiedział, że za tymi z Górnika – tak. Pytam – za wszystkimi? Jacek, jak możesz sprowadzić do Polonii takiego zawodnika jak Sikorski, który się kopie po czole? Polonia chcąc walczyć o mistrzostwo Polski, musi grać tzw. atak pozycyjny. Może pana trochę przynudzam, ale Sikorski się do tego nie nadaje.
I co Jacek na to?

Jacek mówi: „kurde, myślałem, że będzie lepszy”.
Wszystkie transfery, które były robione w tym roku, po okresie letnim, poza Todorovskim, którego kupiłem pół roku wcześniej, były zaklepane przez Jacka Zielińskiego i Fajfera. Wszystkie.

Ale Jacek faktycznie powiedział, że chciał te transfery.
Wszystkie transfery były przez niego autoryzowane. Wszystkie pensje były przez niego autoryzowane. Z Jackiem negocjowaliśmy nowe kontrakty piłkarzy. Te 20% zamrożone, zna pan temat…

Tak, tak.
I nie ma czegoś takiego, że ja coś robiłem sam. Sam kupiłem jednego piłkarza, tego Todorovskiego.

I tu pan trafił, bo kupił pan dobrego.
Ale kupiłem go tylko dlatego, że mnie oszukali na tym drugim – Korcie (Wojciechowskiemu chodzi o Djordje Cotrę). Bo Korta był z tego samego klubu i za niego musiałem zapłacić trzy razy tyle, ile powinienem. Spółka holenderska mnie na tym przekręciła. Ale kiedy go kupiłem, wiedziałem, że ten Todorovski jest wystawiony za 100 tysięcy euro, a za tamtego skasowali trzysta.

(Śmiech).
Wtedy zrobiłem wszystko, żeby odbić sobie na Todorovskim. Wiedząc o tym, że jego kontrakt się kończył za pół roku, dogadałem się z nim, że podpisał umowę z nami. Co straciłem na Korcie, odbiłem na Todorovskim. Czyste biznesowe rozwiązanie.

Wspomniał pan o zapleczu. Pewnie, żal, że wykłada pan kupę forsy, a nie ma tych 20 tysięcy ludzi.
Taaak. Niech mi pan powie, jak ja mam konkurować z Legią, skoro oni mają takie komercyjne zaplecze. Ktoś mi to przybliżał, chyba premier Oleksy… Wynajmują zaplecze komercyjne, tysiące metrów kwadratowych, ktoś to wynajmuje i to klubowi pomaga. Jak ja mam z nimi wygrywać? Nie ma szans.

Skąd tak naprawdę wzięła się opcja Lubański-Jagiełło?
Miałem lunch biznesowy z moim przyjacielem Zbyszkiem Niemczyckim. Powiedział, że może mi Lubański pomoże w tej materii. W pierwszej kolejności myślałem, że mi pomoże znaleźć kogoś chętnego na połowę udziałów, to był mój główny zamysł, ale po rozmowie wyszło, że pomoże mi w zarządzaniu klubem.

A Jagiełło?
Lubański zażyczył sobie, czy mógłby zabrać swojego kolegę.

Pana serce bije jeszcze dla Polonii?
Na pewno. Ale trzeba umieć się zdystansować. Poza pieniędzmi utrzymanie klubu kosztuje mnie bardzo dużo zdrowia. Ja bardzo przeżywam takie nieudacznictwo, brak zaangażowania. Przez te kilka lat nauczyłem się tego rzemiosła i widzę błędy, które popełniałem. Nie chcę już przytaczać błędów, które zrobiliśmy np. z Jagiellonią, kiedy był zły dobór zespołu. A mówiłem przed meczem, że tak nie powinniśmy. Przed Śląskiem też mówiłem, żeby obrony nie zmieniać, ale to trenerzy robili błędy. Rozumiem, że jeden trener może się pomylić, ale my mamy dwóch trenerów. Pan się zna na piłce – no, postawiłby pan Piątka na prawe skrzydło?

Nie. Tylko i wyłącznie na środku.
Prawda? A na prawe skrzydło mieliśmy Sikorskiego, paru innych. Ile razy mówiłem Zielińskiemu, że jak Sikorskiemu nie idzie na środku, to niech sprawdzi go na skrzydle. Przeniósł w końcu na skrzydło Jacek tego, tego Sul…

Sultesa.
Na skrzydle się nie sprawdził, a w środku już tak. Są kluby takie, jak Ruch Fornalika, które sprzedają hurtem zawodników i muszą próbować różnych rozwiązań. A my się trzymamy tego samego. Przed Śląskiem byłem przekonany, że nie powinniśmy zmieniać obrony, a zmienili i straciliśmy cztery bramki.

Akurat defensywę powinno się zmieniać jak najrzadziej.
Z takimi rzeczami się nie zgadzałem. Teraz jest Lubański, niech on się martwi.

A pan jak się czuje w roli sponsora śląskiej piłki? Nie da się ukryć, że Górnik i Ruch sporo u pana zarobiły.
Wie pan, radzą sobie kluby. Aż podziwiam, że z takimi budżetami są tam, gdzie są. Ale te pieniądze się kręcą. Mnie pewnie łatwiej było sprzedać tego Sobiecha za granicę. Czy oni by go sprzedali do Niemiec? Nie wiem.

Prawdopodobnie jeszcze nie. Niech mi pan powie, bo ta kwestia mnie nurtuje… Była taka 12-osobowa komisja do oceniania piłkarzy…
To nie była komisja, ktoś tylko zrobił wokół tego wielkie story. To był taki okres, kiedy nie chciałem być zbyt subiektywny i poprosiłem parę osób, żeby mi dały swoje opinie. To byli głównie dziennikarze. To tak, jakbym pana poprosił. Dziennikarze mieli do mnie dostęp na komórkę. Dzwoni pan do mnie, ja z panem rozmawiam, ale po meczu proszę mi przedstawić opinię, jak piłkarz gra.

Pan jest jednym z nielicznych dobrze sytuowanych prezesów, którzy bez problemu odbierają telefony…
No widzi pan.

…chodzi bez ochrony.
Radzę sobie, nikt na mnie nie poluje. Nie mam wrogów.

A wśród piłkarzy? Z Klubu Kokosa?
Eee tam, jednego.

Rozmawiał ANDRZEJ IWAN
Przygotował TOMASZ ĆWIÄ„KAŁA

KOMENTARZE

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY