Szamoobrona
Luźno o Lacie, Kulikowskim, mediach i sponsorach…
Weszło

Luźno o Lacie, Kulikowskim, mediach i sponsorach…

Kiedyś napisaliśmy, że najlepszym programem publicystycznym dotyczącym piłki nożnej jest bez wątpienia Cafe Futbol, co wywołało protesty wielu czytelników – że nie Cafe Futbol, tylko Liga+ Extra i to bez najmniejszych wątpliwości. My zdania nie zmieniamy. Ze zdumieniem oglądaliśmy niedzielną Ligę+ Extra, w której gośćmi byli dwaj sympatyczni zawodnicy Śląska Wrocław – Dariusz Pietrasiak i Piotr Ćwielong. Problem w tym, że nie żartów na temat pogody oczekiwaliśmy, lecz zajęcia się palącymi sprawami, czyli PZPN-em.
Zdumienie tylko narastało. W pewnym momencie wprawdzie zahaczono o temat Grzegorza „rynkowe stawki” Lato oraz Zdzisława „potrzebuję bańkę euro” Kręcinę i wypowiedzieli się dziennikarze sportowi. Tu dopiero zrobiło się strasznie.

Większość przepytywanych osób zaczęła bagatelizować nagrania i tłumaczyć, że tak naprawdę Grzegorz Kulikowski (ten, który nagrywał) nie jest wiarygodny i jego intencje nie muszą być do końca czyste. W całym programie tej bulwersującej sprawie poświęcono ledwie momencik i to w dodatku po to, by poinformować widzów: – Spokojnie, nie ma co się tymi taśmami podniecać… Jeśli większość dziennikarzy ma takie właśnie podejście, jeśli są aż tak zblazowani, jak w materiale filmowym, to faktycznie można zakładać, że cała sprawa umrze śmiercią naturalną w ciągu miesiąca.

Tylko czy osoba Kulikowskiego lub Grenia jest w tym zamieszaniu kluczowa? Dziennikarze w zaprezentowanych wypowiedziach (być może mieli pecha i ktoś ich „przyciął”) okazali dość lekceważący stosunek do wydarzeń z piątku. Ale zaraz, zaraz… Kto rozpoczął aferę korupcyjną? Czyż nie Piotr Dziurowicz, który sam wcześniej ustawiał mecze? Wtedy nikt nie mówił, że nie jest wiarygodny. Wymyślono przecież nawet instytucję świadka koronnego, by ludzi z gruntu mało wiarygodnych – chociaż lepiej byłoby napisać „z nieciekawą przeszłością” – wykorzystywać przy zbieraniu dowodów. Jakie więc znaczenie mają intencje Kulikowskiego czy Grenia? Chcą się dorwać do władzy? Pewnie tak. Chcą wykosić ludzi, których znienawidzili? Z pewnością. Walka o kasę? Oczywiście. Pytania można zadawać, ale zawsze najważniejsze będzie brzmiało – co z tego?

Nie ma znaczenia, z jakich pobudek ktoś chce obalić Latę i nie jest istotne, czy sam cokolwiek na tym ugra. Istotny jest sam materiał dostarczony mediom. O jakich rynkowych stawkach mówi Grzegorz Lato i skąd je zna? Czy rynkowe stawki dotyczą wszystkich kontraktów podpisywanych w PZPN? Jeśli Zdzisław Kręcina z mównicy głosi, że przetarg na budowę siedziby był najczystszym w historii związku, to czy oznacza to, że wszystkie inne były nieczyste? To jest naprawdę czas, by zaglądać pod kołderkę. Do czego Kręcina potrzebuje bańkę euro? Dlaczego Lato chroni swojego sekretarza, nawet po przedstawieniu mu nagrań? I tak dalej…

Tymczasem dziennikarze na to: – Wiarygodność i intencje Grenia nie są jasne. On walczy o wpływy… A myśleli, że co? Ł»e filantrop? Ł»e chce naprawiać polski futbol? Kulikowski chce szkolić trampkarzy w atmosferze wzajemnej życzliwości?

Laty czy Kręciny nie nagra przedstawiciel ruchu „Koniec PZPN” (o ile ten ruch w ogóle jeszcze istnieje), nie nagra go też dziennikarz „Tygodnika Kibica”, ani przedstawiciel reprezentacji księży. Ale mógł to zrobić Kulikowski. Trzeba więc czerpać pełnymi garściami z tego, co przyniósł, zamiast mówić, że ma w tym interes. Wiadomo, że ma.

Nadszedł czas zadawania pytań. Jeśli prezes PZPN jest zorientowany w korupcyjnych stawkach, to skądś tę wiedzę posiadł – zapewne nie z telewizji. W sensie prawnym on się pewnie z tego wyplącze, ale w sensie wizerunkowym dziennikarze nigdy nie powinni mu na to pozwolić. Na przykład w Anglii jedna z gazet bez względu na okoliczności zawsze obok słów „Ashley Cole” dodaje słowa „love rat” (rat to szczur, love – wiadomo). Strzeli gola – „Ashley Cole, love rat, strzelił gola”. Odniósł kontuzję – „Ashley Cole, love rat, odniósł kontuzję”. Tak jak zdrady Cole’a są pewnym piętnem, tak te taśmy powinny na zawsze naznaczyć Latę. Prokuratura może sobie ustalać, co chce – to bez znaczenia, i tak żaden ewentualny proces nie skończyłby się w ciągu najbliższych pięciu lat. Ale dziennikarze mają swoją misję do wykonania. Niemoralne? Media nie powinny zaszczuwać człowieka? Niemoralne to są treści rozmów Laty i Kręciny.

My się na przykład zastanawiamy, czy te 5-10 procent to liczba, do której trzeba się przywiązywać. Pamiętacie może pierwszy duży kontrakt podpisany przez Latę? Sporo miejsca poświęcił mu swego czasu „Magazyn Futbol” (jeden z nas był współautorem tamtego artykułu), w tekście pod tytułem: „Te miliony śmierdzą”. Tekst zaczynał się tak…

Zasady gry są jasne i od dawna ustalone – jakikolwiek kontrakt podpisany przez PZPN musi zostać sklasyfikowany jako „podejrzany”, bo piłkarski związek solidnie zapracował sobie na miano instytucji wątpliwego zaufania. Ale ze wszystkich podejrzanych umów, żadna jeszcze nie wzbudzała aż tak wielkich kontrowersji. Tuż po parafowaniu dokumentów Grzegorz Lato wystąpił na konferencji prasowej, by ogłosić, iż PZPN właśnie zarobił 100 milionów euro. Dlaczego skłamał? Szybko wyszło na jaw, że tak naprawdę chodzi o 60 milionów plus ewentualne bonusy. Dlaczego skłamał także mówiąc, że rozpatrywane były dwie oferty, skoro do złożenia drugiej nigdy nie dopuszczono?

Najpierw cofnijmy się trochę w czasie i przeanalizujmy gorące (i to dosłownie) dni w życiu Grzegorza Laty. Na początku kwietnia grupa w składzie Lato, Kręcina, de Zeeuw i Placzyński leci do Republiki Południowej Afryki. Skład grupy zaskakuje – jeśli celem rzeczywiście była organizacja czerwcowego zgrupowania kadry, to wystarczyłby sam de Zeeuw. Tymczasem w Kapsztadzie spotykają się najważniejsi ludzie w polskim futbolu. Czy naprawdę po to, by dogadać się z lokalnym uniwersytetem, na terenie którego miałaby zagrać nasza reprezentacja? Wątpliwe. Andrzej Placzyński, nazywany szarą eminencją naszej piłki, chciał zacieśnić kontakty z nowym prezesem PZPN. Znaleźć wspólny język, jak to się ładnie określa. Z poprzednim – jak wiadomo – dogadywał się doskonale. Nie jest tajemnicą, że kluczowe sprawy omawiał z Michałem Listkiewiczem w saunie. Ale „Listek” to już melodia przeszłości – obecnie kasę trzyma Lato.

I tak dalej, przez kolejne kilka stron. W maksymalnym skrócie – chodziło o to, że Grzegorz Lato podpisał gigantyczny kontrakt wiążący związek z jedną firmą na długie lata (okres daleko wykraczający poza kadencję Laty) zaraz po powrocie z wycieczki, na którą udał się w towarzystwie przedstawiciela tej firmy. Jednocześnie konkurencyjna firma (UFA) alarmowała, że była w stanie dać więcej, ale nie dopuszczono jej do poważnych rozmów.

Wtedy to śmierdziało, prawda? Czy dzisiaj – gdy słuchamy taśm – nie śmierdzi jeszcze bardziej? Czy Klub Kibica, który dla was dokładnie prześwietliliśmy nie śmierdzi jeszcze bardziej? Czy odór nie wydobywa się z każdej szafy? Jeśli w ten sposób rozmawia się o nowej siedzibie, to dlaczego mielibyśmy przypuszczać, że inaczej wyglądają rozmowy dotyczące czegokolwiek innego? Nie sprawdzi tego przecież Janusz Hańderek z komisji rewizyjnej, na którego „Fryzjer” zawsze mówił: „Redaktor Hańba!”. Ile czasu minęło, odkąd przedstawiliśmy strukturę Klubu Kibica? Czy ktoś się tym tematem zajął? Greń na swojej konferencji, Kulikowski w „Cafe Futbol”… A dziennikarze? Mieli czas, żeby napisać, kto nie zagra z powodu żółtych kartek w sobotę, a na to nie znaleźli miejsca?

Taśmy spadły dziennikarzom z nieba, a oni zamiast podziękować, mówią: – Eee, pewnie Greń chce być prezesem… Nie, kurwa, pewnie chce jeździć na taksówce! Jasne, że chce być prezesem, co jednak niczego nie zmienia.

Oczywiście, można zrozumieć, że Liga+ Extra jak jej nazwa wskazuje z reguły zajmuje się właśnie ligą i niczym więcej, ale zdarzają się czasami programy nadzwyczajne (np. poświęcone reprezentacji kraju, a nie ekstraklasie). Tym razem mieliśmy rozmowy o tym, czy Piotrek Ćwielong jednak może grać w niedzielę w pełnym słońcu. Litości. Do Canal+ zresztą pretensje mamy od dawna, jako że ta firma jak mało która mogłaby starać się w sposób stanowczy wymuszać pewne zmiany, zamiast być tylko biernym płatnikiem. No, raz szarpnęła się na dość komiczny okrągły stół, którego obrady szeroko zapowiadano… Okrągły stół, pamiętacie? Zmieniali polską piłkę. Jeśli to było wszystko, na co ich stać… Cóż.

I tak dochodzimy do kolejnego wątku – sponsorzy, płatnicy, czy jak ich nazwać…

Należy przyjąć, że PZPN jest organizacją niezdolną do tego, by się naprawić bez ostrej ingerencji z zewnątrz. Wszystkie złe standardy zachowań będą tam pielęgnowane w nieskończoność, a jeśli Michał Listkiewicz w „Cafe Futbol” stwierdza, że wybory władz są demokratyczne, to znaczy, że kpi z demokracji. Jedyne, co mają wspólnego z demokracją to to, że ktoś wygrywa większością głosów, ale przedstawiciele kliki wybierają kogoś z własnego grona (niewykluczone, że za rok znowu wygra Lato i szeroko się zaśmieje). Taki system sprawia, że do rewolucji nie dojdzie, można oczywiście liczyć na biologię, ale ta wykończy przecież nas wszystkich. Nikt nie chce marnować życia, czekając aż ktoś umrze, prawda? Nowi, młodzi, wcale nie muszą być lepsi. Pokazano dzisiaj wypowiedź Piotra Gołosa: „Wszystkim kibicom spadł kamień z serca, że orzeł wrócił na koszulki i mnie też kamień z serca spadł”. No ludzie…

O ile nacisk państwowy jest nieskuteczny (warto zauważyć, że trzech byłych kuratorów dostało posadki w związku lub w jego okolicach), nacisk kibiców niewystarczający, a nacisk mediów słabiutki i chimeryczny, o tyle PZPN wywrócić do góry nogami mogą sponsorzy.

I tu pojawia się rola, którą może odegrać każdy z was. Sponsorzy wykładają kasę tylko z jednego powodu – bo myślą, że wam się to podoba. A gdyby się okazało, że jest dokładnie odwrotnie?

PZPN będzie trwał w obecnej formie tak długo, jak długo będzie miał pieniądze. Czyli – tak długo, jak długo pojawiać będą się sponsorzy. Bojkot meczów kadry oczywiście też jest finansowo odczuwalny, ale nie do tego stopnia, by miała spaść czyjaś głowa. Gdyby jednak doprowadzić do sytuacji, w której sponsorowanie PZPN byłoby największych społecznym obciachem? Bank BPS został sponsorem reprezentacji Polski… A gdyby powstała akcja społeczna polegająca na bojkocie tego akurat banku, jako instytucji wspierającej obecny PZPN? Gdyby ludzie zaczęli chodzić do „Ł»abki”, a nie „Biedronki”, ponieważ powiedziałoby im się jasno i wyraźnie, że zakupy w „Biedronce” to wspieranie Grzegorza „5-10 procent” Laty? I tak można dalej. Orange? Sorry, ludzie przenoszą numery do Plusa czy Playa. Sytuacja, w której obecni sponsorzy odczuwają dyskomfort związany z robieniem interesów ze związkiem i w której pozostałe firmy wolą trzymać się od tego bagna z daleka… Tak, wtedy PZPN w obecnej formie przestałby istnieć.

Inaczej mówiąc – dziś mało kto parkuje na miejscach dla inwalidów, bo to obciach. I chodzi o to, by porównywalnym obciachem było finansowe wspieranie PZPN.

Przemyślcie to. PZPN-u nie obali się, idąc do „Biedronki” po piwo, łącząc się z internetem za pośrednictwem sieci Orange i wpisując na Weszło słowa: „Jebać PZPN”. Każdy z was może zacząć od siebie – np. od zmiany sklepu. A na pytanie sympatycznej sprzedawczyni, dlaczego nie robicie już u niej zakupów, odpowiedzieć możecie: – Bo nie chcę, by 10 procent trafiło do Grzegorza Laty.

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Szamoobrona