Image and video hosting by TinyPic

Grzegorz Lato: ostateczny koniec legendy.

Grzegorz Lato w opałach. Z nagrania wideo w sensie prawnym z łatwością się wyplącze, ponieważ nie da się go – mimo szczerych chęci – traktować jako twardego dowodu na korupcję, natomiast wizerunkowo to już koniec prezesa PZPN. Powszechna interpretacja: towarzysz L. jest umiejętnie podpuszczany przez drugą osobę, by porozmawiał o korupcji i na swoje nieszczęście w tę dyskusję wchodzi. Ewidentnie ma rozeznanie w „rynkowych stawkach” i nie chce dać się zrobić w konia – nie dopuści, by ktoś wziął pod stołem trzy bańki, gdy dla niego miałaby zostać tylko jedna.

W normalnych warunkach już dzisiaj powinna być dymisja, chociaż wiadomo, że warunki nie są normalne, tylko ekstremalne – prezes PZPN podający się do dymisji (którykolwiek) jest zjawiskiem tak rzadkim, jak papież zrzekający się funkcji, by zostać DJ-em na Ibizie. Za chwilę jednak pozostali członkowie zarządu mogą przekalkulować, że Lato pociągnie ich na dno i że lepiej go poświęcić. Jak na razie taka refleksja jeszcze ich nie naszła, ale… sytuacja jest dynamiczna. Wiadomo, że po dzisiejszym dniu na kark wskoczą Lacie wszystkie możliwe służby, prześwietlony zostanie każdy przetarg i każda transakcja bankowa. Będzie musiał wytłumaczyć się z każdej złotówki, która znalazła się na jego koncie. Psy zostały spuszczone ze smyczy. Członkowie zarządu wybiorą ucieczkę, niepewność czy święty spokój?

Aktualnie zapewne rozglądają się, kto mógłby im ten święty spokój zagwarantować. Jeśli odstrzeli się Latę, to kto za niego? W związku nie ma twardej, ale jednocześnie możliwej do zaakceptowania opozycji, chyba że zdolności Kazimierza Grenia do ustanawiania i obalania prezesów PZPN są jeszcze większe niż sądzimy. Mogą się jednak odezwać ambicje w działaczach słabszych – takich, którzy jakąś tam pozycję mają, ale jednocześnie do tej pory czuli się niespełnieni, niewykorzystani, niedocenieni. Gdy dochodzi do przewrotu, zawsze tacy ludzie się ujawniają. Nowak czy Antkowiak może pomyśleć – w sumie, to nadawałbym się na prezesa! W czym jestem gorszy od Laty?

Grzegorz L. dziś jest jak bezbronny szef mafii – młodzi, do niedawna wierni żołnierze już skoczyliby mu do gardła i wybili się na niezależność, ale jeszcze się trochę obawiają, jeszcze nie są pewni, czy boss ma coś w zanadrzu, nie są też pewni, czy zdołają ogarnąć wszystkie interesy. Boją się też, że ktoś się wycofa i przewrót nie wyjdzie. Ale powoli podchodzą i badają teren, węszą, spiskują. Ci odważniejsi namawiają tchórzy do rewolty. W głowach już narodziła się im myśl, że starego trzeba posłać do piachu. Magazynki mają pełne. Szykuje się seria z karabinu.

Trudno dziś powiedzieć, czy to dni Laty są policzone, czy raczej miesiące. Ale już jest na śmietniku historii.

Cóż, od dłuższego czasu na stadionach popularna jest rymowanka: „Byłeś legendą, a stałeś się zwykłą mendą”. Od dziś ten wierszyk jest jeszcze bardziej uzasadniony. Można mówić, że wspomniany filmik to co najwyżej dowód na to, że Lacie chodziło po głowie kręcenie lodów, a nie na to, że faktycznie je kręcił. W takich sytuacjach litera prawa nie idzie w parze ze zwykłym rozsądkiem. Można to uznać za niegodne XXI wieku, ale dziś społeczeństwo nie potrzebuje wyroku sądu, by uznać kogoś za łapówkarza. Każdy we własnej głowie wydaje wyrok, od którego nie ma odwołania.

Można się spodziewać, że wspomniany filmik zostanie potraktowany przez rząd jako pretekst do ostrej interwencji w PZPN-ie. Pod względem PR-owym taka interwencja jest wręcz konieczna, tylko musi zostać odpowiednio przygotowana, by znów nie zakończyła się klęską. Zapewne w tej właśnie chwili trwają narady, jak dobrać się do PZPN-u i na całym zamieszaniu ugrać coś dla siebie.

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Szamoobrona