Piszczek wziął winę na klatę. I brawa za to…
Weszło

Piszczek wziął winę na klatę. I brawa za to…

Przynajmniej na razie, oczywiście. Otrzymaliśmy oświadczenie zawodnika Borussii Dortmund: „W związku z decyzją Wydziału Dyscypliny Polskiego Związku Piłki Nożnej, w wyniku której zostałem zawieszony w prawach zawodnika Reprezentacji Polski na okres 6-ciu miesięcy informuję, że od niniejszej decyzji nie będę się odwoływał i zgodnie z moimi wcześniejszymi słowami dobrowolnie poddam się wymierzonej karze. Nie czekając na uprawomocnienie się wyroku podjąłem decyzję, że od dziś aż do odbycia kary nie będę uczestniczył w zgrupowaniach kadry narodowej, o czym poinformowałem już Selekcjonera Franciszka Smudę”.
I jeszcze ostatnie zdanie: „Jeżeli trener będzie widział mnie w składzie po okresie zawieszenia, to będę do Jego dyspozycji. To jest wszystko, co mam do powiedzenia w tej sprawie i proszę o uszanowanie mojej decyzji”.

No to Łukasz ma pół roku spokoju, swoje odcierpi i wróci do reprezentacji na wiosnę. W sumie – żadna strata, bo i tak wiadomo, że w kadrze na Euro 2012 miejsce ma murowane, a chociaż uda się przetestować dublera. Dodatkowo trzeba chłopaka pochwalić – zachował się honorowo, nie stękał, nie jęczał (jak mu się zdarzało w przeszłości), nie bagatelizował zdarzenia, nie robił z siebie ofiary, nie pisał odwołań, nie bawił się w gierki, jak Jagiellonia w przypadku Hermesa, tylko wziął wszystko na klatę. Każdy w życiu popełnia błędy, ale nie każdy umie z problemów wybrnąć z klasą. Łukasz jednak tę klasę zachował. Trudno było ciągle udawać, że „nic się nie stało”. Była wina, jest kara, będzie pokuta.

Paolo Rossi przed mundialem w 1982 roku też był zdyskwalifikowany za ustawianie meczów, bo to przecież proceder stary jak świat. Jednak wrócił, został królem strzelców całych mistrzostw i poprowadził Włochy do złotych medali. Obyśmy teraz chociaż otarli się o taki happy-end.

Jak dla nas – od tego momentu Łukasz jest czysty. Niczego więcej nie oczekujemy. I nie będziemy pisać o jakimś niecnym planie samego zawodnika i jego menedżera – że Piszczek trochę odpocznie, pogra w Lidze Mistrzów i w zasadzie to odpoczynek od kadry leży w jego interesie. Nie, musielibyśmy uważać Piszczka za ostatniego cynika, a to w gruncie rzeczy nie jest zły chłopak. Pewnie tę dzisiejszą decyzję mocno przeżywa.

Najśmieszniejsze jest to, że działacze PZPN zupełnie niechcący narobił zamieszania – nierozważnie wlepili chłopakowi karę bezwzględnej dyskwalifikacji i już mieli ten wyrok zamieniać na karę w zawieszeniu, a tu proszę: nie zdążyli. Ale w sumie efekt jest co najmniej przyzwoity – i dla związku, i dla samego Piszczka.