Błażej Augustyn pozamiatał. Szczery wywiad dla Weszło!
Weszło

Błażej Augustyn pozamiatał. Szczery wywiad dla Weszło!

Jest jednym z trzech Polaków grających we włoskiej Serie A, ale jego notowania w naszym kraju nie stoją wysoko. Bardziej cenią go na Sycylii, gdzie broni barw Catanii. Powoli jednak męczy go mieszkanie u stóp Etny. I podobnie jak ten wulkan, tak i on raz na jakiś czas wybucha. Ma dwadzieścia trzy lata i za narzeczoną śliczną modelkę, która ciągnie go do ołtarza. Jemu jednak żeniaczka nie w głowie. Błażej Augustyn chce się bawić i wcale tego nie ukrywa. Stać go na życie jakie kocha i na to, żeby walić prosto z mostu. Robi to otwarcie i… zaskakująco szczerze.

– Jak do ciebie zadzwoniłem i chciałem się umówić na rozmowę, byłeś tym chyba trochę zaskoczony, wypytywałeś skąd mam numer. We Włoszech przecież są jacyś dziennikarze?

– Chyba są, ale ja raczej się przed nimi ukrywam. Jakoś nie za bardzo to lubię, taki już jestem. Nie chcę za dużo powiedzieć, bo zawsze gdzieś się zapędzę za daleko, coś niepotrzebnie powiem…

– Nie da się ukryć, że masz specyficzny charakter.

– Mam za duży luz chyba. Nie wiem skąd to się bierze, taki jestem i już. Nie przejmuję się niczym po prostu. Czasami przez to gubię różne sytuacje w życiu. Czasami sobie tym zamykam jakąś drogę. Wielu ludziom nie odpowiada, że jestem taki, nie powiem, że cwany, ale może pewny siebie. Ludzi denerwuje, że czuję się na siłach coś osiągnąć. Nie lubię być chamski, ale jakiś taki po prostu jestem. Luźny. Różnimy się w Polsce od ludzi za granicą właśnie tym, że oni mają większy dystans do siebie. W Polsce wszyscy są sztywni jak patyki. W Legii zawsze mi mówili, że mam za duże ambicje. Ł»e trenuję super, a nie umiem później pokazać tego w meczu.

– A tak jest?

– Nie, już teraz nie. Może wcześniej miałem taką napinkę. Chciałem im wszystkim pokazać, że jestem lepszy niż im się w ogóle wydaje. Nie że jestem dobry. Chciałem pokazać, że jestem, kurwa, najlepszy.

– I pokazałeś?

– Na daną chwilę pokazałem, bo później wszyscy wywalili oczy jak się zgłosiły po mnie drużyny z Serie A. Jak Catania mi zaproponowała kontrakt.

-To czemu wakacje spędzasz we Wrocławiu, bo chyba nie wybrałeś się tu z Sycylii dla pogody?

– Akurat tam jest teraz gorsza pogoda niż we Wrocławiu. Ostatnio przyjechał do mnie kolega w odwiedziny na trzy tygodnie i źle trafił, bo ciągle lało, lało, lało. A teraz mam wakacje i przyjechałem tutaj odpocząć, odwiedzić przyjaciół. Jestem ze Strzelina, to jest czterdzieści kilometrów od Wrocławia. Nadal mieszkają tam moi rodzice.

– Grałeś w tamtejszej Strzeliniance i trafiłeś z niej do juniorów Śląska. Jak to się stało?

– Jeden trener z Wrocławia bardzo się mną zainteresował, chciał mnie ściągnąć i na tej zasadzie przeszedłem do Śląska. Grali tam już moi koledzy z kadry Dolnego Śląska i to też mi pomogło się zdecydować. Grałem w Śląsku przez rok, później miałem trzymiesięczną kontuzję. Miałem też problemy ze wzrostem – za szybko rosłem. W tym czasie pojawiło się zainteresowanie ze strony SMS-u Łódź i tam postanowiłem się przenieść. W międzyczasie mój kolega, Maciek Wilusz wyjechał do Holandii, ja chciałem się rozwijać, a w Łodzi zaproponowali dobre warunki. Zajęli się wszystkim, a ja miałem się skupić tylko na treningach. Płacili za szkołę, za jedzenie, za internat. Dostawałem tam własny sprzęt, o który w Śląsku było ciężko. Wtedy były takie czasy, że nie mogłem prosić rodziców o korki za czterysta złotych, bo nie było ich na to stać. Jeśli w SMS-ie zaproponowali mi te wszystkie warunki i jeszcze perspektywę jakiegoś wyjazdu za granicę, no to się zdecydowałem, nie było się nad czym zastanawiać.

– Ze szkołą było ci nie po drodze?

– Wiesz, no uciekałem z lekcji prawie zawsze. We Wrocławiu, wtedy jak byłem w Śląsku, to mało chodziłem. Wolałem gdzieś robić coś z piłką, gdzieś pójść. W Łodzi tym bardziej, tam to już w ogóle… Zasypiałem i wstawałem na trening. Tak to wyglądało, dlatego skończyłem tylko pierwszą klasę liceum. I to skończyłem na zasadzie, że grałem i dlatego mnie przepuścili.

– Później trafiłeś do Boltonu. W jakich okolicznościach?

– Najpierw to w ogóle było duże zainteresowanie ze strony Feyenoordu Rotterdam. Przyjechał Włodzimierz Smolarek z trenerem tej ich młodzieżowej drużyny oglądać mnie w meczu. No ale wtedy odwaliłem kawał, bo nigdy nie chciałem iść do Holandii. Nie, że zrobiłem im na złość, ale tak akurat wyszło, że źle zagrałem i dostałem czerwoną kartkę po czterdziestu minutach. Wiedziałem już o zainteresowaniu Boltonu i tam chciałem iść, bo zawsze chciałem grać w Anglii. Namawiali mnie mocno na ten Feyenoord, ale ja za wszelką cenę chciałem do Anglii, no i… Zagrałem wtedy tak, jak umiałem, no ale akurat mi nie poszło (śmiech).

-Nie żałujesz tego? Może lepiej było iść do tej Holandii?

– Nie. Niczego w swoim życiu jeszcze nie żałuję. Nie myślę o takich rzeczach, że może lepiej by było, jakby coś tam. Tak samo mogę mówić, że lepiej byłoby zostać w tym Boltonie i może bym teraz byłbym zawodnikiem Premiership. Doszedłem tam, gdzie jestem i cały czas pnę się w górę.

– Właśnie. Jak tam doszedłeś? W „Fakcie” czytałem, że twoja kariera to cud.

– Nie zgadzam się z tym. Znam swoją wartość i ludzie, którzy ze mną trenują i grają, wiedzą, że jestem dobry i stać mnie jeszcze na więcej i w piłce mogę jeszcze dużo osiągnąć. Czasami mam za dużo pecha, czasami jestem trochę pierdolnięty i sam sobie to wszystko psuje. Natomiast nie uważam, aby to był cud. Zasługuję na to i mogę jeszcze więcej. Dużo osób tego nie widzi, bo jak wychodzisz raz na ruski rok zagrać mecz i spierdolisz ten mecz albo dostaniesz czerwoną kartkę, to później ludzie na ciebie źle patrzą. Nie uważam wcale, że jestem słaby.

– Dla Legii chyba byłeś za słaby? Jak to możliwe, że cię tak puścili skoro teraz funkcjonujesz jakoś w Serie A?

– Nie mam pojęcia. Chyba trenerowi Legii nie pasował mój charakter.

– Prawdziwa jest historia, którą opisywaliśmy na Weszło -jak wyciągnąłeś trenerowi Urbanowi papierosa z ust, a później spytałeś czy idzie prosto do domu, czy jeszcze spuścić z krzyża?

– Tak, prawda.

– I jak on to skomentował?

– Nie skomentował. No ale w jakiś sposób zareagował, bo widziałeś przecież, że nie zagrałem później już w żadnym meczu.

– Według ciebie to był powód, żeby się obrażać?

– No nie. Wiadomo, że ja nie powinienem się tak zachować i to jest pierwsza kwestia. Tylko, że on dał nam do zrozumienia, że możemy go traktować jak przyjaciela, jak swojego kumpla. Poszedł z nami na dyskotekę, siedzieliśmy i gadaliśmy całą noc. Tak się zachowałem, a nie inaczej i tyle.

– Dla Włochów byłeś dobry, a na Legię za słaby?

– Proponuję ci taką rzecz: weź napisz o tym tekst, idź się ich spytaj, bo ja sam jestem ciekawy. Sam tego nie pojmuję. Nie wiem, o co w tym chodzi. Oni po prostu nie potrafią wydobyć z piłkarza jego potencjału. Nie potrafią czekać, pracować z piłkarzem. Wszystko chcą na już. Nie brali pod uwagę, że ja miałem dziewiętnaście czy dwadzieścia lat. Nie miałem jakiegoś wielkiego doświadczenia. Wiadomo, że zawsze zrobię jakiś błąd, jeszcze w dodatku będąc w tym wieku obrońcą. Młody obrońca zawsze popełni jakiś błąd, ale na tych błędach się uczy i idzie cały czas do przodu, popełnia ich później coraz mniej. Oni mi nie dali zaufania i czasu, żebym mógł to wszystko pokazać. A wracając do trenera Urbana, to może też nie odpowiadała mu moja gra. Nie wiem, nie mogę tego stwierdzić, bo nigdy mi nie powiedział o co chodzi.

– Czym jeszcze się różni życie piłkarza w klubie polskim od tego we Włoszech?

– W Polsce jest większy luz. Luz, blues. Nie tyle w zakresie treningu, bo u nas też się ciężko trenuje. Prawda, że we Włoszech dużo ciężej, ale ja mówię pod kątem na przykład jedzenia. Polscy piłkarze się odżywiają tak, jak chcą, jak im się podoba. Jedzą sobie to, na co mają ochotę. Jedzie samochodem, zgłodnieje, to zatrzyma się gdzieś na McDrivie… Włochy pod względem jedzenia są dla piłkarzy perfekcyjne. Tam się dobrze odżywiasz, a to bardzo ważne w życiu zawodnika. Nie będę więcej mówił, bo grałem w Legii i wiem, że tam był jeden, który obiadki sobie konsumował w McDonaldzie albo KFC.

– Dalej tam gra?

– No tego to już nie mogę ci powiedzieć.

– To powiedz czemu jeszcze nie zagrałeś w seniorskiej kadrze. Swego czasu polecał cię nawet Zbigniew Boniek, ale Franciszek Smuda jakoś nie skorzystał, no chyba, że się z tobą kontaktował, a ja nic o tym nie wiem?

– Ani ze Smudą, ani z Bońkiem nie mam kontaktu. Miło mi było jak to przeczytałem, bo znajomi mi to pokazali, ale z żadnym z nich kontaktu nie miałem. Nawet nie oczekiwałem tego powołania, bo kadra to jest rzecz poważna. Jeśli ja miałem kilkumiesięczną kontuzję, dwie operacje kolana, to chyba on by się sam zbłaźnił, jakby mnie powołał. Nie można powoływać zawodnika, który nie jest gotowy do gry. To znaczy… Pewnie, że może i trafiają tam gorsi ode mnie, ale zobacz, że oni tam trafiają, a później ich nie ma. Nie mam zamiaru pojechać na kadrę i po jednym meczu wrócić do domu i potem siedzieć i marudzić, że nie powołał mnie na następny, bo lipę zagrałem. Jak mam już pojechać, to muszę się zajebiście zaprezentować i tam zostać.

– Może się uda złapać formę jak przepracujesz teraz cały okres przygotowawczy. Twoim trenerem w Catanii jest przecież sam Diego Simeone. Jaki to jest trener?

– Słaby.

– W związku z tym, myślisz o zmianie klubu?

– Nie, bo wiesz jak jest. Trenerzy się zmieniają, a zawodnicy często zostają w tym samym miejscu. Jeśli śledziłeś co się dzieje w Catanii, to wiesz, że praktycznie co pół roku zmienia się trener. Liczę, że przyjdzie jakiś nowy i będę mógł mu się pokazać z dobrej strony. Wreszcie przepracuje cały okres przygotowawczy po tej kontuzji i będzie możliwość się w pełni wykazać.

– A śledzisz naszą ligę?

– Cały czas. Mam dekoder i oglądam mecze. Cieszę się, że Śląskowi dobrze idzie, bo wiadomo, że to bliski mi klub, a w dodatku gra tam mój kumpel, Jarek Fojut. Trener Lenczyk przyjął taki styl gry i na chwilę obecną mu to wszystko wychodzi. Szanuję tego gościa, bo już z Bełchatowa, który nie istniał, zrobił drużynę, która prawie została mistrzem.

– Byłeś w Legii, czołowym klubie naszej ekstraklasy. Jak ona wygląda na tle Catanii, która jest raczej średniakiem Serie A?

– Catania wygląda lepiej pod wieloma względami. Choćby infrastruktury, finansowym czy organizacyjnym. Jesteśmy lepiej ukształtowaną drużyną niż oni. Byłem pod ogromnym wrażeniem tego jak zarządzana jest Catania, jakie tam jest podejście do zawodnika.

– Co się mówiło we Włoszech po tych wynikach Lecha?

– Mówiło się i to z szacunkiem. Był szok, że pokazali się z tak dobrej strony.

– We Wrocławiu nie ma szoku nastolatek na twój widok, ale we Włoszech chyba jesteś bardziej znany niż w Polsce? Ostatnio było głośno z okazji twojej urodziwej narzeczonej, dalej z nią jest czy już masz nową? I jak to było z tymi zaręczynami?

– W Catanii nawet bardzo jestem rozpoznawalny, nie to co tutaj (śmiech). Monia jest oczywiście dalej moją narzeczoną, a zaręczyliśmy się jadąc na święta do moich rodziców. Dokładnie jak wyjeżdżaliśmy z Wrocławia na Strzelin. Oczywiście to nie było planowane, tylko spontaniczne. Spontaniczne rzeczy są generalnie moją lepszą stroną i zawsze na dobre mi wychodzą. Przynajmniej jak na razie. A narzeczona przyleci za kilka dni, na razie mi dała chwile odpocząć.

– No to sobie teraz szalejesz?

– Ja zawsze szaleję (śmiech). Ale mam nadzieję, że tu nigdzie nie ma nie fotoreporterów z „Faktu”? W Warszawie to od razu by mnie złapali. Znam tam różnych dziennikarzy i zaraz by mnie połapali, jakbym tylko napisał, że jestem w Warszawie. Od razu by mnie szukali, bo wiedzą, że zawsze coś odpierdolę.

– Ale chyba się tym nie przejmujesz?

– Tak, mam to w dupie. W ogóle się tym nie przejmuję. Mam wakacje. Lubię się zabawić, lubię wypić, pójść na dyskotekę. Jestem jeszcze młody!

– W Polsce by to tak oficjalnie nie przeszło, a w Catanii nie mają nic przeciwko?

– Jak wygramy mecz, to nie mają nic przeciwko. Przymkną oczy nawet jak przyjdą głosy z zewnątrz, że pijany ktoś był w dyskotece. No ale jak przegramy i pójdziesz do dyskoteki, to masz przerąbane. Od razu kara. Po porażkach to się nie chce zresztą tak chodzić. Poza tym, od roku mam kobietę, żyjemy razem i musimy znać moment, kiedy wyjść. W Catanii mnie wszyscy znają i ją tak samo, bo jest modelką. I wiesz: nie wypada czasami odpierdalać głupot. Inna sprawa, że w Polsce się szuka sensacji, a to żadna sensacja. Jesteśmy młodzi i bawimy się tak samo jak ci, którzy potem na nas piszą, a robili kiedyś dokładnie to samo. Jestem piłkarzem i wiem, że w pewnym momencie muszę się zatrzymywać, ale też mam swoje życie i też chcę spędzić je dobrze. Jestem młody, chcę iść do dyskoteki jak inni młodzi, spędzić czas ze znajomymi i się napić. W Legii im się to nie do końca podobało, ale wiedzieli jaki jestem. Lubię się zabawić i jak miałem ochotę wyjść, to wychodziłem. Nie pytałem się nikogo o pozwolenie.

– Można się dobrze bawić i dobrze grać?

– Znam wielu piłkarzy, którzy tak robią. Upijają się człowieku, piją do siódmej rano, a potem palą papierosa i zapierdalają trzy razy szybciej niż ci co nic nie robią. We Włoszech co najmniej połowa piłkarzy pali regularnie. Jak trener jest wyluzowany, to nawet sobie przy nim staniesz po wygranym meczu, weźmiesz kawę i sobie zapalisz, porozmawiasz. Normalnie jak ludzie. A tutaj? Nie możesz sobie zapalić na rynku, bo zaraz ci zrobią zdjęcie i wielka afera, że piłkarz pali papierosa. Powiem ci, że piłkarze mają trzy razy więcej nerwów niż ludzie, co sobie tak normalnie żyją. Trzy razy więcej stresu, wszystkiego. Znam tylu chłopaków, którzy w takie depresje powpadali, że się nie mogą wyciągnąć. Jak jesteś młody, ludzie oczekują od ciebie jakiejś tam gry, a jak nie spełniasz tych oczekiwań, to później można się załamać. Sam byłem w takim krytycznym momencie. Zawsze byłem i nadal jestem silnym człowiekiem, ale raz miałem takiego doła, że już myślałem, że się z niego nie wyciągnę, ale tak jak zwykle: stanąłem na przekór wszystkiemu i idę do przodu. Nie patrzę na innych.

– Inni tak jak mówisz, często rezygnują. Bez mocnej psychiki piłkarz nie ma prawa zrobić kariery?

– Za granicą nie. Jeżeli jesteś obcokrajowcem i jedziesz grać za granicę to na pewno nie. Widzisz ilu Polaków się boi wyjechać. Dlaczego się boją? Bo języka nie znają? Co to jest, nauczyć się języka? Pół roku i będziesz gadał. Nikt przecież nie pojechał i od razu nie gadał w innym języku, normalne, że trzeba się nauczyć. Ale jeśli się boisz, nie masz jaj, to nie pojedziesz i się nie nauczysz. Ani się nie pokażesz. Zobacz, ilu mamy zawodników w Polsce, którzy powinni robić kariery, a się boją stąd wyjechać.

– Taki Kamil Glik się nie bał, a nikt mu kariery nie wróżył.

– Nie bał się. Kamil zaryzykował, pojechał tam, dali mu szansę i grał bardzo dobre mecze. Są nim teraz zainteresowane kluby z Serie A. Chyba Chievo i Siena, która teraz weszła. Myślę, że więcej piłkarzy mogłoby z takich szans korzystać, ale mało kto jeździ za granicę. Mało kto się o te szansy stara. W Polsce nie zobaczysz czy dany piłkarz jest dobry. Ciężko jest pójść w Polsce na mecz i powiedzieć, że ktoś jest dobry albo nie. Czasami przecież tak kopią piłkę, że nie zajarzysz o co w ogóle chodzi w meczu… Za granicą mnie ludzie bardziej doceniają niż w Polsce. Mają do mnie szacunek i ja im się za to odpłacam. A tutaj ludzie oczekują czegoś wielkiego, nie wiadomo dlaczego. Smolarek wrócił z długiego wojażu za granicą i co zrobił? Nie tylko zresztą on. Zauważ, że prawie każdy jeden, który wraca zza granicy, nic tutaj nie pokazuje. Bo tutaj tylko zapierdalają. Są fizycznie przygotowani i tylko biegać umieją dobrze. Piłka nożna to nie jest tylko bieganie, ale jeszcze kopanie w tą piłkę. Trzeba się przy niej utrzymywać, stwarzać sytuacje i je potem wykorzystywać. A jak tylko umiesz biegać i się bronić, to zostaje chyba tylko się modlić do Boga, żeby twoja drużyna zabiegała przeciwnika. W Polsce wychowuje się takich toporniaków do biegania, a nie piłkarzy. Za mało się wpaja techniki, taktyki. Piłkarz ma wyjść na boisku i myśleć. Rozegrać akcję tak, jak chce tego trener i podać tak, jak trener kazał, żeby to wszystko miało ręce i nogi. A w Polsce na sam koniec się wychodzi i zapierdala do przodu, do tyłu, do przodu i do tyłu. Wte i we wte. Włosi są tak ustawieni taktycznie, że biegają najmniej na świecie. Kolega był u mnie na wakacjach, akurat nie grałem i poszedł ze mną na mecz z Romą i się dziwił, czemu oni tak wolno biegają. Ja mówię, może i wolno biegają, ale jak Roma grała w pucharach, to co? Wolno biegała? Ale są dobrze ustawieni. We Włoszech jak idziesz na mecz, to ten mecz jest nudny. Często idziesz na mecz i usypiasz, bo jedni i drudzy się bronią. Jedni nie oddadzą strzału i drudzy to samo, wszystko w środku. Szachują się i może nie wygląda to widowiskowo, ale potem Inter potrafił zneutralizować Barcelonę w Lidze Mistrzów.

– U nas brakuje ci takiego przygotowania taktycznego?

– Tutaj prawie wcale go nie ma. We Włoszech nauczyłem się takich rzeczy w tym zakresie, że w ogóle nie przypuszczałem, że takie coś istnieje. Ćwiczysz coś, wałkujesz, aż potem wychodzisz na boisko i robisz to automatycznie. A w Polsce? Nie wiem, nie umiem opisać polskiej piłki. Jest dla mnie dziwna. Cieszy mnie tylko, że zaczyna się to rozwijać. Przychodzą do ligi znani piłkarze jak chociażby ten Smolarek. Może Dudek teraz przyjdzie i to da ludziom do zrozumienia, że naprawdę można tutaj zrobić wielka piłkę. Mamy przecież piłkarzy, ktoś im musi tylko wpoić to wszystko do głów, jakoś ich poustawiać i będą grali.

– Myślisz, że Smuda będzie potrafił tak poustawiać reprezentację?

– Najpierw musiałby… A, lepiej ugryzę się w język. Nie wiem jak ona wypadnie na mistrzostwach. Znając nas, to można się spodziewać, że albo będzie tragedia, albo będzie super. Taki jest nasz kraj. Coś idzie, to wszyscy się jarają. Pudzian wygrywa, wszyscy go kochają, nagle dostał i wszyscy już śpiewają inaczej. Nasz naród jest niedowartościowany. Jesteśmy strasznie negatywnie nastawieni do życia. Znaczy jesteśmy… Ludzie w Polsce są, bo ja tam mam wyjebane, robię swoje i może dlatego mieszkam za granicą. Brakuje mi kraju, ale bardziej pod tym względem, że mogę usiąść z przyjaciółmi, powspominać, pobawić się. Tylko tego mi brakuje, niczego więcej.

– Wróciłbyś tu grać, jakby ktoś zaproponował dobre pieniądze?

– Nie wiem, nie wiem. Jak w Legii dali mi do zrozumienia, że mam odejść, to powiedziałem, że jak Rimini mnie zechce i się tam jakoś zadomowię, to do końca kariery nie wrócę i będę grał cały czas za granicą. Na tę chwilę się tego trzymam, ale wszystko się może w życiu zdarzyć. Jakby mi Catania powiedziała, że na mnie już nie liczy, to może wtedy powiem, że wylatuję. Mam jakieś oferty, ale się na razie trzymam swojego zespołu, bo wiem, że mogę tam zrobić karierę. Wystarczy, że zagram większość meczów w sezonie. Każdy mecz w lidze włoskiej, to nowe doświadczenia. Tam się wszystkiego nauczyłem. Dystansu do siebie, opanowania stresu. A to mnie zjadało, zawsze się tym stresowałem, przejmowałem. Wykopałem piłkę na aut i później piętnaście minut myślałem, dlaczego ją tam wykopałem. Tam uczą takich rzeczy. Uczą cwaniactwa, wyrachowania. Mówią ci, że nie możesz się przejmować tym, co było przed minutą. Strzelisz samobója, no to trudno. Za chwilę, możesz strzelić dwa gole przeciwnikowi.

– W Polsce nikt się takimi problemami psychicznymi zawodnika nie interesuje? Nie pomaga?

– Miałem kolegę, Kamila Grosickiego. Miał problem psychiczny, no to mu pomogli. Jakby nie było, pomogli. Zobacz, gdzie jest teraz „Grosik”. I bardzo dobrze, bo mu życzę jak najlepiej i cieszę się, że z tego wyszedł. Z drugiej strony, sporo jest takich piłkarzy, którzy przepierdalają całe wypłaty w kasynach, przepijają i nikt im nie pomaga. Druga rzecz, że trzeba przyjść i powiedzieć o swoim problemie, a nie siedzieć z nim samemu, bo ludzie tego nie zauważają.

– Może za dużo zarabiacie i wam odbija?

– Mam pieniądze i się nimi cieszę, bo sam je zarabiam. Nigdy nie zwracam specjalnie na to uwagi. Staram się cieszyć piłką jak idę na trening, a nie wychodzić na niego, bo mi za to zapłacą. Cieszę się teraz, że mogę pomóc rodzicom. Wszystkim pomagam, mam dobre serce i nie umiem tego mieć tylko dla siebie. Cieszę się jak mogę komuś coś kupić, przywieźć jakiś prezent, mogę komuś sprawić tym przyjemność. Nigdy nie zapominam o przyjaciołach. Nawet jak się gdzieś długo nie widzimy, nie kontaktujemy. To jest właśnie przyjaźń, że się rok nie odzywasz do człowieka, a on nie ma pretensji o to, rozumie to. Zostawiłem tu dużo przyjaciół, ale teraz mam ich więcej w Catanii niż w Polsce. Tu wielu ludzi się też ode mnie odwróciło, bo zazdrościli, że mi się powodzi. Tam poznałem dużo wspaniałych ludzi, takich jak rodzice mojej narzeczonej. Poznałem właścicieli restauracji, którzy mi kibicują, przychodzą na mecze, wywieszają moje koszulki.

– A jaka jest Sycylia?

– Inna niż Polska, tam jest inaczej. Inaczej się żyje. Nie ma zasad, ludzie się nie zatrzymują na czerwonym świetle. Nie ma kultury jazdy samochodem, każdy jeździ jak chce i nawet cię policja nie zatrzyma. Ludzie są jednak bardzo otwarci, uśmiechnięci, pomocni. W Polsce rzadko spotkać na ulicy kogoś zadowolonego z życia, a tam przeciwnie. Nawet jak nie ma co jeść, to nie rozpacza. W pewnym momencie robi się to męczące, chciałoby się żyć trochę z zasadami, ale nie – latają wokół ciebie samochody, skutery, żeby przejść przez ulice musisz się postarać, nie ma świateł. Auta się rysują, więcej samochodów niż ludzi. W Rimini było normalniej, była cywilizacja, ale to na północy. A południe to całkiem co innego. Od Neapolu w dół już jest tak zwany burdel. Śmieci na ulicach.

– Mafia też jest czy to bajki?

– Jest, jest. Ale póki co jakoś nie miałem styczności. Ludzie jakoś mnie szanują. Poznałem też kilku takich, no wiesz… Ale nie utrzymuje z nimi kontaktu, a jak się spotykamy to normalnie się witamy, szanują mnie. Pójdziesz na dyskotekę, wchodzi pewna osoba i wszyscy już wiedzą, że wchodzi ktoś ważny. Ostatnio była strzelanina w centrum Catanii, jechała dziewczyna rowerem na studia i dostała przypadkowo. Byłem w szpitalu kiedyś na rezonansie magnetycznym i przywieźli chłopaka z przebitym brzuchem. Biorą haracze z restauracji, jak chcesz kupić jakąś nieruchomość konkretną to też musisz odpalić coś, bo na wszystkim trzymają łapę.

– Jak już przy tym jesteśmy, to jakoś zabezpieczasz się na przyszłość. Może jakieś nieruchomości, restauracja, jakieś plany?

– Na razie to kupuję mieszkania. Jedno w Warszawie, dwa kupiłem teraz we Wrocławiu. Chciałem otworzyć restauracje i dać ją do prowadzenia bratu, ale on się nie chciał tym zajmować, wolał zostać w Londynie i robić to, co robi. Ciężko dać komuś obcemu interes do pilnowania, więc ten pomysł odpadł. Trenerem w przyszłości na pewno nie będę, prędzej jakaś menedżerka albo dyrektor sportowy, bo jestem za bardzo wybuchowy. Nie umiałbym utrzymać drużyny, musiałbym komuś wpierdolić prędzej czy później.

– Może Franciszek Smuda też jest wybuchowy i boi się ciebie powołać żebyście się nie pobili? A poważnie, to nikt z kadry się z tobą nie kontaktował?

– Ze Smudą nie miałem kontaktu nigdy w życiu. Chyba jest na mnie wyczulony, bo nie gram w Bundeslidze. Nikt z pierwszej kadry też do mnie dzwonił. Mój były kierownik, a potem właściciel Dolcanu, Jurek Szczęsny, też się dziwi, że nie dają mi szansy, bo na nią zasługuje. Ale przecież nie zadzwonię sam do Smudy. Nigdy nikomu w dupę nie właziłem i nie będę tego robił. Trener ma swoją koncepcję i dobra, ale przecież nie będzie selekcjonerem wiecznie. Podejrzewam, że wielu piłkarzy nie pojechał zobaczyć, a powoływał z drugiej ligi. Powołał Bartka Salomona z Serie C, którego poznałem i nie mam nic do niego, bo wiadomo, każdy chce grać w reprezentacji. Jednak na zdrowy rozsądek, to ciężko zrozumieć, że grałem w Serie A i mnie nie powołał, a jego tak. Coś więc chyba jest nie tak? Może ktoś go uprzedził, co do mnie i naopowiadał, że jestem zbyt wybuchowy. Raz się zdarzyła w młodzieżowej reprezentacji taka sytuacja, nie opowiem o niej, ale wybuchłem i może ktoś to rozpowszechnił w środowisko. Może teraz Smuda ma do mnie uczulenie, bo myśli, że jestem pierdolnięty i mogę coś nawywijać. Ale jak on nie powołuje Artura Boruca, który jest bramkarzem takiej klasy, że powinniśmy się modlić, żebyśmy zawsze takich mieli… Tak samo Ł»ewłakow, którego bardzo szanuję, bo nie widziałem w Polsce takiego obrońcy. Ma doświadczenie, szanują go za granicą, a tu przyjeżdża Smuda, ma widzimisię i go wyrzuca. Nie wiem na jakim my świecie żyjemy. Trener kadry powinien dziękować Bogu za takiego obrońcę, który mu będzie całą linię trzymał i wszystkim kierował. Tylko, że on nie lubi jak ktoś ma charakter, jak ktoś ma więcej od niego do powiedzenia, ale problem w tym, że sam za dużo nie ma. Może dlatego bierze obcokrajowców, żeby go nie przegadali? A w Polsce wszyscy dalej wolą żyć przeszłością. Oglądam te programy i ci dziennikarze sportowi, na przykład na Canal+, gadają i gadają. I na tej gadce się kończy, bo oni tylko gadać potrafią, albo porównywać obecnych piłkarzy, do tych z kadry Kazimierza Górskiego. Ludzie, trzeba sobie uzmysłowić, że piłka nożna poszła do przodu i już nie wygląda jak w tamtych czasach.

ROZMAWIAŁ TOMASZ KWAŚNIAK

KOMENTARZE (0)